Putin: Wyścig zbrojeń się nie skończył

Rosja pręży muskuły. Prezydent Władimir Putin chce unowocześniać armię, aby móc ?odpierać zewnętrzne naciski na Rosję?. - Wyścig zbrojeń się nie zakończył - mówił wczoraj gospodarz Kremla.

Putin wygłaszał swe doroczne orędzie kilka dni po ostrej krytyce ze strony wiceprezydenta USA Dicka Cheneya, który zarzucił Moskwie stosowanie szantażu energetycznego wobec sąsiadów i odwrót od demokracji. Choć nie odniósł się wprost do słów Cheneya, przekonywał Rosjan, że sposobem na obronę przed obcymi wpływami jest wzmocnienie armii: - Im silniejsze będą nasze siły zbrojne, tym mniejsze będą pokusy nacisków na Rosję.

W poradzieckiej Rosji pierwszy raz z ust gospodarza Kremla padły słowa o wyścigu zbrojeń. Zdaniem Putina w polityce międzynarodowej "rozszerzają się strefy konfliktów" i nie ustaje rozbudowa arsenałów zbrojnych. - USA wydają na obronę 25 razy więcej niż Rosja. Zuchy! Ich dom jest twierdzą - straszył prezydent. - I my powinniśmy wzmacniać swój dom! Widzimy przecież, co się dzieje na świecie - tłumaczył potrzebę szybszych zbrojeń w Rosji.

"Towarzysz Wilk wie, kogo pożerać. Pożera i nikogo nie słucha" - cytował Putin rosyjskie powiedzenie, które - bez wymieniania USA z nazwy - miało opisywać amerykańską ekspansję polityczną i militarną. Zapewniał, że Rosja utrzyma światową równowagę strategiczną i nie pozwoli, aby inni "wzmacniali swą pozycję jej kosztem". - Gdzie podziewa się ów patos walki o prawa człowieka i demokrację, kiedy dochodzi do obrony własnych interesów? - pytał retorycznie.

Dla wielu Rosjan te słowa były drwiną z Cheneya, który podczas niedawnej wizyty w Europie i Azji połączył pryncypialną obronę rosyjskiej demokracji z serdecznością wobec władz Kazachstanu. Kazachstan korzysta z wyrozumiałości Ameryki, bo - choć łamie wolności obywatelskie - daje Zachodowi szansę na budowę gazociągów niezależnych od Rosji.

W aluzji do polityki Amerykanów wobec irańskiego programu jądrowego prezydent Putin ostrzegał przed rozwiązaniami siłowymi. UE nazwał największym partnerem zagranicznym Rosji, a USA (tę "degradację" podkreślają niemal wszyscy komentatorzy) wymienił w "drugiej lidze": z Chinami, Indiami i Ameryką Łacińską.

Choć USA były jednym z negatywnych bohaterów orędzia, to rosyjscy obserwatorzy spodziewali się ostrzejszych słów. - Orędzie pokazuje, jaki świat widzi Kreml. To obraz Rosji zagrożonej, wymagającej dalszego wzmocnienia, ale też gotowej do twardej rywalizacji z USA. Putin postanowił zbyt dużo o tym nie mówić, bo potrafi powściągać emocje - mówi znana z antykremlowskich poglądów prof. Lilia Szewcowa z moskiewskiego Centrum Carnegie.

Jej zdaniem Putin wciąż stawia na obronę interesów Rosji w ramach międzynarodowych struktur - jak grupa G8 - i dlatego stara się unikać otwartej, choć tylko słownej, konfrontacji z USA.

- To było orędzie przedwyborcze. Antyamerykańskie akcenty były skierowane głównie do wewnętrznej publiczności - podkreśla Szewcowa. Straszenie zachodnią bronią i dumne zapewnienia o sukcesach w budowie systemów rakietowych Topol-M to - także zdaniem Siergieja Strokania z dziennika "Kommiersant" - metody mobilizacji rosyjskiej opinii publicznej przed wyborami parlamentarnymi (w 2007 r.) i prezydenckimi (w 2008 r.). W zamyśle władz naród porwany hasłem budowy "silnej Rosji" powinien zagłosować na namaszczeńców Kremla.

Putin znów wskazywał wczoraj na chaos lat 90. jako źródło nieufności Rosjan wobec władz oraz biznesu i nie pierwszy raz wypowiedział wojnę korupcji. Chwalił się osiągnięciami Gazpromu i - przemilczając spory gazowe - wskazywał na Rosję jako filar europejskiego systemu energetycznego. Zapowiadał stworzenie w Rosji giełdy gazu i ropy rozliczającej się w rublach, a nie dolarach lub euro.

- Powstaje jednak pytanie: dla kogo to wszystko robimy? Rosji ubywa rocznie 700 tys. mieszkańców. Demografia to nasz największy problem - mówił Władimir Putin. W walce z wymieraniem Rosji Kreml zapowiedział na najbliższą dekadę wypłatę "ogromnych pieniędzy" w formie zasiłków na dzieci.

Rodzina na pierwsze dziecko będzie otrzymywać 1500 rubli (44 euro) miesięcznie (wzrost o 800 rubli), a na drugie - 3 tys. rubli (ok. 90 euro). - Kwoty są niziutkie. Ale te obietnice to kolejny dowód, że populistyczne orędzie Putina miało głównie cele przedwyborcze - mówi Szewcowa.