Europa i USA boją się gazowej zimnej wojny

Dyplomata z USA: Rosja popełniła błąd, rozpoczynając wojnę ze wszystkimi, z Polską, Ukrainą, Europą Zachodnią i Ameryką

W niedzielę w Brukseli podczas szczytu amerykańsko-europejskiego szef polskiego MON Radek Sikorski porównał budowę rurociągu z Rosji do Niemiec pod dnem Bałtyku z paktem Ribbentrop-Mołotow: - Jesteśmy szczególnie wrażliwi na umowy ponad naszymi głowami. Mieliśmy w XX wieku Locarno, mieliśmy pakt Ribbentrop-Mołotow. Nie chcemy podobnej powtórki.

Ostre wypowiedzi Sikorskiego nie wzbudziły protestów. Bardzo szybko podczas trzydniowego spotkania w odciętym od świata ekskluzywnym hotelu Conrad okazało się, że choć USA i Europę wiele dzieli, wszystkich jednoczy strach przed szantażem energetycznym ze strony Rosji.

Sikorski przyznał, że "Polska prosiła nową kanclerz Niemiec Angelę Merkel, by unieważniła kontrakt na rurociąg, ale odmówiła". - Taki stosunek Niemiec podważa podstawy wspólnej unijnej polityki zagranicznej i energetycznej - mówił Sikorski.

Natychmiast poparł go pochodzący z Łotwy komisarz UE ds. energii Andris Piebalgs: - Jeśli jeden członek UE podpisuje tak kluczową umowę bez zgody innych członków, to nie dzieje się dobrze.

- Deklaracja Piebalgsa jest niezwykle ważna, bo to kolejny dowód, że w UE coraz więcej ludzi widzi, co wyczynia Rosja - powiedział nam doradca premiera jednego z krajów Europy Środkowej. - Rurociąg bałtycki czy projekty inwestycji energetycznych na Węgrzech to część planu Kremla, który chce odizolować Polskę i rozbić solidarność krajów UE.

W zamkniętym dla prasy spotkaniu udział wzięło ponad 200 uczestników, m.in.: prezydent Gruzji, premier Belgii, szefowie dyplomacji i ministrowie z kilkunastu krajów, dyplomaci, politycy, czołowi analitycy oraz prezesi wielkich koncernów.

Z Polski zaproszono jedynie ministra obrony oraz reportera "Gazety".

Tylko niewielka część dyskusji była otwarta dla mediów. Organizatorzy wprowadzili ostre zasady poufności, by umożliwić uczestnikom szczerą dyskusję.

- Dla Rosjan ropa i gaz oznaczają władzę i sposób na rozszerzenie imperialnych wpływów - mówił amerykański senator John McCain, wymieniany wśród faworytów wyścigu do Białego Domu w 2008 r.

Zdaniem McCaina "Rosja stacza się w autorytaryzm i jest krajem coraz bardziej odległym od demokracji, bo kraj demokratyczny nie odcina sąsiadowi kurka z gazem w środku zimy".

McCain i b. zastępca sekretarza stanu USA Richard Holbrooke uważają, że Zachód powinien zbojkotować szczyt G8 - grupy najbardziej uprzemysłowionych państw świata - który w lipcu organizuje w Petersburgu prezydent Putin.

Podczas poufnych debat niemal wszyscy uczestnicy szczytu krytykowali politykę Putina. - Rosjanie stają się coraz bardziej aroganccy, rozmawia się z nimi coraz gorzej - powiedział mi jeden z najważniejszych polityków europejskich, popijając specjalnie przywiezione na tę okazję przez prezydenta Gruzji wino, to samo, którego importu zakazała ostatnio Rosja, twierdząc, że jest ono niezdrowe.

Również jeden z amerykańskich dyplomatów uznał, że "Rosja popełniła błąd, rozpoczynając wojnę ze wszystkimi - z Polską, Ukrainą, Gruzją, a teraz także z Europą Zachodnią o dostawy energii - i z Ameryką o Iran i bazy wojskowe USA w Azji Środkowej". - To się zemści na Rosjanach - uważa nasz rozmówca.

- Odcięcie dostaw ropy i gazu to dziś dla nas największe niebezpieczeństwo obok terroryzmu - powiedział nam przywódca jednego z państw NATO. - Sojusz musi się zająć obroną przed tym zagrożeniem.

Pytany o to głównodowodzący Sojuszu gen. James L. Jones przyznał, że bezpieczeństwo energetyczne to już jeden z priorytetów NATO.