Paweł Piskorski usunięty z PO

Władze krajowe PO wzięły się za dominujących w Warszawie i na Mazowszu ?piskorczyków?. Zaczęły od wyrzucenia z partii ich patrona.

Liderzy Platformy zajmą się też ludźmi skupionymi wokół Piskorskiego. Będą rugowani z lokalnych struktur. Decyzje zapadną w ciągu kilkudziesięciu godzin - zdradził nam jeden z polityków PO.

O moralnie dwuznacznych zachowaniach Pawła Piskorskiego było głośno od lat. Gdy był prezydentem Warszawy, ujawniliśmy, że kierowana i zamieszkana przez warszawską elitę spółdzielnia Dembud była traktowana ulgowo w urzędach (sam Piskorski miał w niej duże mieszkanie). Gdy posłom nakazano ujawnianie stanu posiadania, Piskorski mimo apeli prasy nie chciał ujawnić, w jaki sposób dorobił się fortuny.

Do wczoraj czuł się pewnie. Był jednym z założycieli PO, miał za sobą grupę oddanych mu działaczy, głównie w Warszawie i regionie mazowieckim.

O decyzji swoich partyjnych kolegów dowiedział się z telefonu byłego szefa mazowieckiej PO Bronisława Komorowskiego. Miał powiedzieć: "Rozumiem, przyjmuję do wiadomości". I odłożyć słuchawkę.

Władze Platformy nie poprzestaną na wyrzuceniu z partii Piskorskiego. Chcą usunąć z władz regionalnych jego najbliższych współpracowników. Także o mazowieckich listach kandydatów w wyborach samorządowych ma decydować partyjna centrala.

Piskorski od dawna sprawiał kłopoty swojej partii. Gdy warszawska Platforma zaczęła kojarzyć się z aferami i nadużyciami władzy, przegrała z kretesem ostatnie wybory samorządowe. Piskorski wycofał się z krajowej polityki. PO wystawiła go wyborach do Parlamentu Europejskiego. Został europosłem. W zeszłym roku skupieni wokół niego działacze zostali odsunięciu na boczny tor, bo krajowi liderzy PO zapowiedzieli odnowę oblicza partii i odcięcie od wpływów ludzi związanych z "układem warszawskim", czyli niesławną koalicją SLD-PO (wcześniej SLD-UW) rządzącą Warszawą do 2002 r. Temu układowi patronował właśnie Piskorski.

Jednak ostatnio elity dawnego "układu warszawskiego" zaczęły odbudowywać utraconą pozycję. W styczniu ludzie Piskorskiego przejęli kontrolę nad warszawską PO. Krajowi liderzy patrzyli na to z niepokojem.

Jednak prawdziwą burzę wywołał w ostatnią sobotę wybór Łukasza Abgarowicza na nowego szefa mazowieckiej PO. Ten poseł Platformy w przeszłości był wiceszefem rady gminy Warszawa Centrum. Z Piskorskim łączyły go interesy - gdy razem rządzili w gminie Centrum, kupili mieszkania na wynajem w firmie inwestującej na jej terenie.

"Gazeta" ujawniła, że podczas zjazdu mazowieckiej PO zaufanym delegatom "piskorczycy" rozdawali ściągawki do głosowania, tak aby wygrali wytypowani w kuluarach działacze. Praktyki te oburzyły Hannę Gronkiewicz-Waltz (PO), która uważa, że to niedopuszczalne sterowanie demokracją. Julia Pitera (PO), tropicielka samorządowych afer, zagroziła opuszczeniem szeregów partii.

- To jest niepoważne. Takie praktyki psują atmosferę w partii - skomentował rozdawanie "ściągawek" Donald Tusk.

Wyrzucenie Piskorskiego z partii z ulgą przyjęła Hanna Gronkiewicz-Waltz, kandydatka PO na prezydenta Warszawy. - Piskorski i jego ludzie byli jak odradzająca się głowa hybrydy. Jego wyrzucenie to bardzo dobre posunięcie - mówiła.

- Przykro mi, że tak ze mną postąpiono. Przecież działałem zgodnie z prawem. Teraz PO kojarzy mi się z pokrzykiwaniami Julii Pitery - żalił się wczoraj w TVN 24 Paweł Piskorski.