Proces przeciwko "Tygodnikowi Podhalańskiemu"

We wtorek przed sądem w Nowym Sączu rozpoczął się proces przeciwko Jerzemu Jureckiemu - wydawcy i dziennikarzowi "Tygodnika Podhalańskiego". Jureckiego podał do sądu ks. Mirosław Drozdek - kustosz sanktuarium palotynów na Krzeptówkach - za artykuł wiążący duchownego ze Służbą Bezpieczeństwa

W połowie lutego Jerzy Jurecki w artykule "Agent czy ofiara" napisał, że znany zakopiański ksiądz Mirosław Drozdek współpracował w latach 80. ze Służbą Bezpieczeństwa. Duchowny miał między innymi dostarczać informacji o Lechu Wałęsie podczas jego pobytu na Podhalu.

Publikacja wywołała burzę pod Tatrami. Duchowny podał dziennikarza do sądu. Zarzuca mu kłamstwo i naruszenie dóbr osobistych. Równolegle wystąpił do krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej o przyznanie statusu osoby pokrzywdzonej przez SB.

- Na razie nie otrzymaliśmy z IPN-u żadnej odpowiedzi - mówił wczoraj na sali sądowej mecenas Wieńczysław Grzyb, adwokat ks. Drozdka.

Sam ks. Drozdek nie pojawił się na sali sądowej. Obrońca tłumaczył, że duchowny jest zajęty przygotowaniami do papieskiej pielgrzymki, a poza tym nie lubi szumu medialnego.

Zeznawał za to ks. Józef Lasak, przełożony palotynów w Zakopanem.

- Jestem przekonany, że ksiądz Drozdek nie był tajnym współpracownikiem służby bezpieczeństwa - powiedział przed sądem ks. Lasak.

Duchowny opowiedział m.in. o spotkaniu z Andrzejem Szczepańskim, byłym szefem SB w Zakopanem, po publikacji artykułu. Szczepański miał wtedy zapewnić przełożonego palotynów, że ksiądz Drozdek nie był tajnym współpracownikiem i nie brał pieniędzy od SB.

To właśnie na kserokopiach akt SB podpisanych przez Andrzeja Szczepańskiego Jerzy Jurecki oparł swój artykuł w "Tygodniku Podhalańskim" o powiązaniach kustosza sanktuarium na Krzeptówkach z bezpieką.

Sąd postanowił wczoraj wezwać na świadka Szczepańskiego. Zeznania mają złożyć również sam ks. Drozdek, ks. Franciszek Mąkinia - który w latach 80. był przełożonym zakonu palotynów w Zakopanem, państwo Anna i Krzysztof Fryjewiczowie - współzałożyciele "Solidarności" w Zakopanem, a także wiceburmistrz miasta Jerzy Zacharko.

Po lutowej publikacji o ks. Drozdku - blisko związanym z władzami Zakopanego - magistrat wezwał do bojkotu "Tygodnika Podhalańskiego". Do mieszkańców regionu rozesłano wtedy sygnowane m.in. przez burmistrzów ulotki wzywające do niekupowania pisma i niereklamowania się w nim. Według dziennikarzy tygodnika górale nie posłuchali wezwania. Gazeta sprzedaje się ostatnio nawet lepiej niż przed ogłoszeniem bojkotu.

Za to w połowie marca Jurecki otrzymał sądowy zakaz publikowania artykułów wiążących ks. Mirosława Drozdka ze Służbą Bezpieczeństwa. W uzasadnieniu Sąd Okręgowy w Nowym Sączu podał, że zgoda na dalsze ewentualne naruszanie dóbr osobistych księdza kłóciłaby się z założeniami prawa cywilnego. Duchowny wystąpił bowiem o weryfikację do Instytutu Pamięci Narodowej. W ten sposób wystarczająco, zdaniem sądu, uprawdopodobnił to, że dotychczasowe publikacje godziły w jego dobre imię.

Ksiądz domaga się przeprosin w ogólnopolskich mediach i wpłaty 10 tys. zł na konto Caritas Polska.

- Ksiądz Drozdek nie powinien czuć się pokrzywdzony przez pana Jureckiego, ale przez Służbę Bezpieczeństwa i jej dawnego funkcjonariusza pana Szczepańskiego - uważa mecenas Robert Rychlicki, adwokat Jerzego Jureckiego. - Pan Jurecki w tytule artykułu zadał jedynie pytanie dotyczące księdza Drozdka: "agent czy ofiara". Mam nadzieję, że sąd znajdzie na nie odpowiedź.