Krowy bez kwitów nie wyjeżdżają z Polski

Gwałtownie spada sprzedaż naszych cieląt do Unii. Za chwilę może zostać zahamowany eksport produktów mleczarskich. Wszystko dlatego, że rząd oszczędza na zwalczaniu białaczki u bydła

Ci w ministerstwie tak się znają na rolnictwie, jak ja na gwiazdach - mówi Grzegorz Sobolewski, eksporter bydła z województwa łódzkiego. Tak komentuje zmianę świadectw eksportowych, która wywołała zmniejszenie sprzedaży polskich cieląt do Unii.

Dziś eksporterzy bydła zjadą do Warszawy, by w siedzibie kółek rolniczych o swoich problemach porozmawiać z głównym lekarzem weterynarii. Potem mają się spotkać z wiceministrem rolnictwa Markiem Chrapkiem.

Chcą, by rząd zaczął w końcu walczyć z białaczką u krów, która może zahamować eksport do unii żywych zwierząt i produktów mleczarskich. Domagają się też cofnięcia przepisów z 3 marca. Wprowadził je dr Krzysztof Jażdżewski na dwa tygodnie przez kontrolą unijnych weterynarzy, którzy sprawdzali u nas bazy eksportu bydła. Prawdopodobnie obawiał się, że kontrolerzy skrytykują nasze świadectwa zdrowia wydawane przy eksporcie żywych zwierząt. Dlatego nakazał lekarzom powiatowym je zmienić. Nowe są tak skomplikowane i drogie, że eksport cieląt zmniejszył się o połowę.

- Te nowe świadectwa są podobno na wzór zachodnich, ale tam są wielkie fermy, a my kupujemy cielęta od chłopa, co ma 2-3 krowy - tłumaczy Grzegorz Sobolewski.

Zwykle w ciągu tygodnia z Polski wyjeżdża ok. 250 tirów z cielętami. Jadą do Włoch i Francji - część od razu do rzeźni, a reszta do dalszego chowu, bowiem w starej Unii rolnicy dostają dopłaty do każdej sztuki bydła. Od czasu wprowadzenia nowych świadectw tygodniowo wyjeżdża 120 TIR-ów. Zahamowanie eksportu już wpłynęło na spadek ceny - zamiast 14 zł za kg rolnicy dostają teraz 12-13 zł. - Jeśli nie będziemy wysyłać cieląt, to ceny spadną do 10 zł za kg.

Jeszcze do początku marca nasi eksporterzy sprzedawali bydło do Unii, zaopatrując każdą sztukę w świadectwo zdrowia wydane przez weterynarza w punkcie skupu. Teraz rolnik, który chce sprzedać np. cielaka, musi najpierw pojechać do lekarza powiatowego po decyzję (przy okazji powiedzieć mu, jakim transportem i dokąd jego cielak pojedzie), potem wysłać ją do lekarza rejonowego, zapłacić temu ostatniemu za dojazd (15-20 zł) i za świadectwo (45,50 zł). W niektórych powiatach lekarze powiatowi nie chcą wydawać świadectw, jeśli rolnik nie potrafi odpowiedzieć na ich pytania, w innych za świadectwo chcą np. 16 zł. Panuje kompletny chaos i dowolność - mówią eksporterzy.

W Unii są zaświadczenia, że cielę lub krowa nie choruje na białaczkę. Te zasady dotyczą też obrotu artykułami mleczarskimi - masłem, serami, twarogami. Tymczasem w Polsce białaczka to prawdziwa plaga. Szacuje się, że co piąta krowa w Polsce jest na nią chora. Białaczka jest zwalczana z urzędu, czyli pieniądze na badania i odszkodowania dla rolników powinien dawać budżet. Jednak pieniędzy z budżetu na ten cel jest za mało. Na walkę ze wszystkimi chorobami zakaźnymi lekarze weterynarii dostali 138 mln zł na ten rok - podaje Janusz Związek, zastępca głównego lekarza weterynarii. A na samą białaczkę potrzebują 150 mln zł! Dlatego zamiast badać każdą krowę dwa razy w roku, robi się to raz na trzy lata. Zaś rolnicy czekają latami na wykup chorej sztuki przez budżet. Teraz z tego powodu w oborach stoi ok. 20 tys. chorych krów. W styczniu grupa rolników w Wielkopolsce po dwóch latach czekania sprzedała 800 krów na targu, zatajając przed nabywcami, że są chore. Sprawa się szybko wydała, bowiem każda krowa ma teraz kolczyk, paszport i numer. Kilkudziesięciu rolników dostało kary w zawieszeniu i grzywnę.

- Trudno mi usprawiedliwiać łamanie prawa, ale rozumiem rolników, że po dwóch latach czekania sprzedali krowy - mówi prof. dr weterynarii Walenty Kempski z Poznania.

Aleksander Grad, minister rolnictwa w gabinecie cieni Platformy Obywatelskiej, uważa, że byłby w stanie zdobyć pieniądze na wyeliminowanie białaczki. - To tylko pozornie jest takie kosztowne. Jeśli raz, w jednym roku budżet da odpowiednią kwotę i zdyscyplinujemy weterynarzy, to pozbędziemy się problemu. Musimy to zrobić, bo zahamowanie eksportu będzie kraj znacznie więcej kosztować - mówi.