Kreml znów dobiera się do organizacji pozarządowych

Rosyjscy urzędnicy chcą w białych rękawiczkach zadusić organizacje pozarządowe niewygodne dla Kremla. - Nowe biurokratyczne wymogi zniszczą nas finansowo - mówią rosyjscy działacze

Organizacje pozarządowe od kilku lat są na celowniku Kremla. Dla administracji uosabiają wichrzycielskie siły dążące przy wsparciu części krajów Zachodu do destabilizacji Rosji usilnie "porządkowanej" przez prezydenta Władimira Putina.

We wtorek rosyjska prasa ujawniła projekt nowych przepisów wykonawczych do ustawy o organizacjach pozarządowych, które nakazują im przedstawianie szczegółowych sprawozdań rocznych ze wszystkich, nawet najdrobniejszych, wydatków i przedsięwzięć.

Nowe przepisy wyglądają niewinnie tylko z pozoru. - To spełnienie moich najczarniejszych przewidywań - mówi Oleg Orłow z broniącej praw człowieka i dokumentującej represje stalinowskie organizacji Memoriał. - Aby opisać urzędnikom zakup każdego spinacza i zdać im pisemne sprawozdanie z każdego spotkania przy herbacie, trzeba zatrudnić nowych pracowników. Małe organizacje nie mają na to pieniędzy. A jeśli źle wywiążą się z nowych obowiązków, sąd je rozwiąże.

Zdaniem rosyjskich demokratów nowe przepisy to przykład cynicznej taktyki władz, które tworzą mgliste bądź niemożliwe do spełnienia przepisy, aby złowić w ich pułapkę swoich politycznych przeciwników. - Urzędnik na każdego ma haka. Każdy jest zatem uzależniony od jego dobrej woli - mówią Rosjanie.

Kampania przeciw organizacjom wzmogła się po pomarańczowej rewolucji na sąsiedniej Ukrainie z 2004 r. Część ludzi Kremla szczerze wierzy, że rewolucję w Kijowie przeprowadziły za pośrednictwem ukraińskich organizacji zachodnie służby specjalne. Inni cynicznie wykorzystują ukraiński przykład jako straszak w wojnie z rosyjskim społeczeństwem obywatelskim. Oficjalnie bronią Rosji przed "zachodnimi szpiegami" w organizacjach, choć chodzi im o tłamszenie demokracji i eliminowanie wszystkiego, co niezależne od władz.

Rosyjskie organizacje pozarządowe bronią praw człowieka, donoszą o fałszerstwach w wyborach regionalnych, opisują nasilające się ograniczanie wolności słowa oraz nękanie opozycji. Część z nich korzysta z zachodnich dotacji, które Kreml najchętniej zastąpiłby rosyjskimi grantami udzielanymi wyłącznie lojalnym działaczom.

Władze jesienią ubiegłego roku podjęły próbę silnego ograniczenia zachodniej pomocy (oznaczającej niezależność) oraz liczby organizacji. Lecz pod wpływem ostrej krytyki USA i Europy wycofały się z najbardziej drakońskich zapisów ustawy o organizacjach pozarządowych. - Wcale nie odetchnęliśmy wtedy z ulgą. Wiedzieliśmy, że to nie koniec walki. Dziś widzimy, że dobierają się nam do skóry od innej strony - wyjaśnia Marina Diakonowa, działaczka moskiewskiego Centrum Praw Człowieka.

Nieszczęściem rosyjskich organizacji jest społeczna obojętność - wedle sondaży na ich losie zależy tylko co dziesiątemu Rosjaninowi. Podczas niedawnego procesu o delegalizację Centrum Praw Człowieka (sąd ocalił Centrum i oddalił żądania biurokratów) jego działacze liczyli bardziej na wsparcie zagranicy niż zwykłych Rosjan. - Rolą organizacji jest aktywizacja społeczeństwa. Ale my musimy marnować energię na obronę przed władzą - mówili działacze Centrum.