Polskie mózgi przyciągają globalne koncerny

Nie praca rąk, ale mózgów - inwestorzy zagraniczni chętnie zatrudniają polskich inżynierów, informatyków i finansistów

Pracowałem w wielu krajach i nigdzie nie spotkałem się z takim poziomem wiedzy u absolwentów wyższych uczelni jak tu - mówi Pierre-Yves Fargeas, prezes Shell Polska. Jego zauroczenie było tak wielkie, że przekonał centralę koncernu, by to w Zabierzowie pod Krakowem ulokować europejskie centrum finansowo-księgowe i zarządzanie kadrami. Inwestycja warta 27 mln zł da pracę 800 osobom.

Wczoraj japoński koncern Sharp podpisał wstępną umowę o budowie w Łysomicach pod Toruniem fabryki modułów ciekłokrystalicznych. Pierwszy etap inwestycji obliczony jest na 44 mln euro i 800 pracowników. - Docelowo Sharp chce zainwestować 150 mln euro. Jeśli jednak brać pod uwagę kooperantów, to kwota ta będzie dwa-trzy razy większa - powiedział szef koncernu Matsuhiko Machida.

Sharp wybrał Polskę, gdyż doszedł do wniosku, że rząd zaoferuje dobre wsparcie. Japończycy będą teraz negocjować objęcie terenu inwestycji specjalną strefą ekonomiczną i grant finansowy.

Zagraniczne koncerny coraz rzadziej budują w Polsce fabryki produkujące nieskomplikowane towary. Takie wolą stawiać w Chinach i Indiach.

- Choć o gospodarce chińskiej jest w mediach niesłychanie głośno, to dynamika napływu inwestycji do naszego regionu jest dwa razy większa niż do Chin - mówi Mirosław Proppé z firmy doradczej KPMG.

Inwestorzy doceniają, że wykształconemu inżynierowi płaci się u nas cztery czy nawet pięć razy mniej niż w Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Dlatego chętniej inwestują w Polsce w wysokie technologie.

W ubiegłym roku koreański koncern LG ogłosił, że do 2007 r. wybuduje pod Wrocławiem wielką fabrykę ekranów ciekłokrystalicznych. Koszt inwestycji to 800 mln euro. Zatrudnienie znajdzie kilkanaście tysięcy osób.

Zagraniczni pracodawcy są z nas niezmiernie zadowoleni - wynika z badań KPMG. I dlatego chcą zwiększać swoją obecność w Polsce.

Działający na całym świecie holenderski bank ABN AMRO szuka u nas osób mówiących biegle po angielsku i jeszcze w jednym języku obcym. W Warszawie stworzył zespół, który na zlecenie filii banku z wielu krajów weryfikuje informacje na temat obecnych oraz potencjalnych klientów banku. - Głównym celem jest ochrona reputacji banku przed ryzykiem, jakie może stanowić ewentualna współpraca z klientami, którzy piorą brudne pieniądze, są zamieszani w afery, terroryzm - mówi Joanna Dyakowska, szefowa tego zespołu. Liczy on około 80 osób, a w najbliższym czasie ma przybyć kolejne kilkadziesiąt.

Nie słabnie popyt na informatyków. Prezes niemieckiej firmy Siemens Peter Baudrexl liczy, że w ciągu dwóch lat we wrocławskim centrum rozwoju oprogramowania przybędzie 500 osób i razem będzie tam pracować 1200 informatyków i inżynierów. Podobnie koreański Samsung - jego warszawskie centrum badań i rozwoju otwiera nowe działy i do końca przyszłego roku przyjmie jeszcze 400 pracowników.

Centra usługowe stają się powoli naszą specjalizacją. - Rozmawiamy obecnie z wieloma firmami. W takich nowych projektach w najbliższym czasie powstanie kilka tysięcy miejsc pracy dla wysoko wykwalifikowanych pracowników - powiedział "Gazecie" wiceminister gospodarki Andrzej Kaczmarek. Firma doradcza McKinsey szacuje, że w ciągu pięciu lat będzie to kilkadziesiąt tysięcy etatów.

Wiadomo, że do inwestycji w Polsce przymierza się indyjska firma Tata Consultancy Services (nawet 1500 osób) i amerykańska Electronic Data Systems (2-4 tys.). Minister Kaczmarek mówi też o firmach koreańskich i amerykańskich.

W tym tygodniu firma Carlsberg poinformowała, że w Poznaniu utworzy podobny ośrodek, który będzie obsługiwał spółki niemieckie i polskie.

Analitycy KPMG studzą jednak huraoptymizm. - Potrzebna jest spójna strategia oraz inwestycje w badania i rozwój, by powiązania nauki z przemysłem były silniejsze. Nie może być tak jak teraz, że mamy wiele ośrodków zajmujących się np. genetyką roślin. Każdy z nich ma za mało pieniędzy. Efekt? W ubiegłym roku wyhodowano 150 nowych odmian grochu - kwituje Mirosław Proppé.