Ratujmy unijne miliony na kulturę

Opóźnia się kilka wielkich inwestycji kulturalnych realizowanych w Polsce za unijne pieniądze. Z powodu biurokracji możemy stracić dziesiątki milionów złotych!

Muzeum Zamkowe w Pszczynie to jedna z największych atrakcji turystycznych Górnego Śląska; w zamku myśliwskim z XIV wieku, dawnej siedzibie Piastów, zachowało się oryginalne wyposażenie wnętrz z przełomu XIX i XX wieku. Dotychczas remonty przeprowadzano ze skromnych dotacji urzędu marszałkowskiego. Teraz zamek miał być poddany gruntownemu liftingowi. Za 13 mln zł (75 proc. tej kwoty to środki unijne) ma zostać odnowiona elewacja, tarasy oraz otoczenie zamku. Projekt - mimo że znalazł się na pierwszym miejscu w rankingu inwestycji kulturalnych województwa - nadal istnieje tylko na papierze.

Pieniądze na renowację przyznano już jesienią 2004 r. Pochodzą ze Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego, który jest jednym z siedmiu programów przydzielających unijne środki. W latach 2004-06 na inwestycje w województwach w ramach tego programu pójdą 3 mld euro, z tego na kulturę i turystykę 760 mln złotych.

Na razie wojewodowie podpisali umowy na blisko 500 mln zł. W każdym województwie jest realizowanych kilka projektów o wartości od kilku do nawet 30 mln zł. Takich dotacji nie było jeszcze w polskiej kulturze. Unijne pieniądze dla instytucji kilkakrotnie przewyższają ich roczne budżety.

Przyznane fundusze autorzy projektu muszą wydać w ciągu dwóch lat od zakończenia roku, w którym została podpisana umowa. Jeśli to się nie uda, pieniądze wrócą do unijnego budżetu. Taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny.

Przetargowe przepychanki

Najgorzej unijne inwestycje kulturalne wyglądają w województwie wielkopolskim. Pierwsze pieniądze przyznano tam w połowie ubiegłego roku. Do lutego 2006 roku zrealizowano od 0 proc. inwestycji (Teatr Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu) do 20 proc. (Teatr Wielki w Poznaniu). Dlaczego tak się dzieje? Na prace przekraczające 25 tys. zł trzeba ogłaszać przetargi. - Duże przedsiębiorstwa mają specjalne działy złożone z prawników, którzy przegrane przetargi potrafią zaskarżać w nieskończoność - mówi pracownik urzędu marszałkowskiego województwa wielkopolskiego. - Na rozstrzyganiu protestów upływają tygodnie, a projekt nie rusza z miejsca.

Firmy podważające wyniki przetargów zablokowały prace w Pszczynie. - Nie wiem, kiedy zobaczę robotników na rusztowaniach - mówi smutnym głosem dyrektor Muzeum Zamkowego Maciej Kluss. - Boje się, że będziemy zmuszeni zrezygnować z tego projektu.

Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu, gromadzące eksponaty archeologiczne od epoki kamienia i żelaza po wczesne średniowiecze, mieści się w trzech przestarzałych budynkach. Dwa z nich mają zostać wyremontowane (dach z lat 60. tak ciąży, że grozi rozsadzeniem zabytkowych murów). Zostanie też wybudowany nowy gmach wystawienniczy. W efekcie powierzchnia muzeum zwiększy się aż czterokrotnie, do 2400 m kw. Zamiast 3 proc. zbiorów goście obejrzą blisko 10.

Wniosek opolskiego muzeum był najdroższym projektem kulturalnym województwa (19 mln zł - połowę tej kwoty da UE ). - Żeby wreszcie dostać tak niewyobrażalne pieniądze na remont, zdecydowaliśmy się odsłonić całą nasza biedę, zburzyć wizerunek dobrze ułożonej instytucji - opowiada dyrektor Krystyna Lenart-Juszczewska. Pieniądze przyznano w grudniu ubiegłego roku. Dyrekcji muzeum dopiero w drugim przetargu udało się wyłonić menedżera projektu. Teraz trwa poszukiwanie wykonawcy. - Przepisy przetargowe gwarantują tylko kłopoty, a nie jakość wykonania czy terminowość - narzeka Lenart-Juszczewska. - Nie wiem, czy wykonawcy zdążą do końca 2007 r.

13,5 mln zł - najwięcej w województwie warmińsko-mazurskim - ma do wydania dyrekcja Teatru Jaracza w Olsztynie (scena od początku tego roku jest na liście instytucji narodowych). Z powodu odwołań poprzetargowych od wielu miesięcy nie mogą ruszyć prace nad modernizacją zapadni i sceny obrotowej. Opóźnia się remont kanału orkiestrowego z 1925 r. do którego strach wchodzić.

W punkcie wyjścia jest Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku (w jego skład wchodzi m.in. Zamek Książąt Pomorskich z początku XVI wieku). Oryginalny projekt rekonstrukcji za 5,7 mln zł zdewastowanej zagrody Albrechta w Swołowie - nazywanej "pomorskim Biskupinem" budowli szkieletowej wyjątkowej w skali Europy - był bardzo dobrze oceniany w różnych ministerstwach. Sześć obiektów pozwoli przenieść się w klimat XIX-wiecznego życia na wsi. Na terenie zagrody staną warsztaty garncarzy, plecionkarzy, tkaczek, sala kinowa, konferencyjna, centrum informacji turystycznej oraz galeria rękodzieła. Na razie można obejrzeć tylko imponująca animację w internecie.

- Dopiero w drugim przetargu wybraliśmy menedżera projektu. Teraz szukamy wykonawcy. Na chętnych musimy czekać aż 52 dni. Daj Boże, żeby udało się wyłonić wykonawcę za pierwszym razem - mówi Marzena Mazur, kierownik działu etnograficznego tego muzeum, współautorka projektu unijnego.

Magistrat Sandomierza dostał 5 mln zł na konserwację bezcennych gotyckich zabytków z XIV wieku, w tym sławnej Bramy Opatowskiej i ratusza. Weryfikacja wniosku i wyłonienie wykonawcy robót trwało przez cały ubiegły rok. Projekt ma zostać zrealizowany do końca tego roku. Rajcy boją się odkryć archeologicznych, bo wtedy trzeba będzie przerwać prace i dać czas do działania naukowcom.

Zżera nas biurokracja

Według Ministerstwa Rozwoju Regionalnego na inwestycje związane z kulturą podpisano już umowy, które wykorzystują 65 proc. wszystkich przyznanych pieniędzy. Jednak wykonanych prac jest tak mało, że unia mogła nam zwrócić jedynie 4 proc. kosztów.

Główną przyczyną opóźnień jest właśnie ustawa o zamówieniach publicznych. Dlatego ministerstwo pod koniec ubiegłego roku przygotowało autopoprawkę upraszczająca procedury przetargowe (skrócone terminy, ograniczone możliwości odwołań). Kilka dni temu przyjął ją Sejm, projekt trafił na biurko prezydenta RP. Nowe przepisy powinny wejść w życie w ciągu miesiąca. Ułatwią one życie dyrektorom instytucji, którzy dopiero dostaną unijne dotacje (w kilku województwach trwa właśnie ocena wniosków). Z nowych przepisów nie mogą skorzystać wnioskodawcy, o których piszemy, bo już ogłosili przetargi i nie mogą ich przerwać. - Nie zdecydowałam się czekać na nową ustawę, bo czas płynie - mówi Krystyna Lenart-Juszczewska, dyrektor Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu, tego, w którym PRL-owski dach grozi rozsadzeniem zabytkowych murów.

- Stworzone przez nas biurokratyczne reguły nie mają nic wspólnego z zaleceniami z Brukseli. W większości państw wnioski unijne mają kilka kartek papieru. U nas są to grube segregatory. Jeśli nie wykorzystamy pieniędzy, które teraz dostaliśmy z Unii, to w przyszłości nie otrzymamy tak dużych funduszy - uważa Grażyna Staniszewska, posłanka do Parlamentu Europejskiego działająca w Komisji Rozwoju Regionalnego.