Niderlandy na razie zamknięte dla pracy

Holandia nie otworzy szybko rynku pracy dla pracowników z nowych państw UE. I opozycja, i koalicja boją się polskiej konkurencji

Choć centroprawicowy rząd Jana Petera-Balkendendego zdecydował pod koniec marca o otwarciu rynku pracy od stycznia 2007, parlamentarzyści zmusili go do cofnięcia tej decyzji. Główna partia koalicji chadecka CDA i opozycyjna partia pracy PvdA zażądały dodatkowych gwarancji, że pracownicy z nowych krajów Unii, a w szczególności Polacy, nie będą stanowili nieuczciwej konkurencji dla Holendrów.

Niechęć wobec pracowników z naszej części Europy to część choroby trawiącej Niderlandy od kilku lat. Składa się na nią lęk przed imigracją, niechęć wobec zacieśniania integracji europejskiej (jej skutkiem było "nie" dla unijnej konstytucji w połowie zeszłego roku), protekcjonizm.

A wszystko bierze się z nie najlepszych wewnętrznych doświadczeń z "obcymi". Holenderski model społeczeństwa wielokulturowego zachwiał się w posadach już w połowie lat 90. Eksperci przyznają, że polityka integracyjna się nie powiodła, a muzułmanie i przybysze z byłych kolonii żyją często w mniej lub bardziej zamkniętych gettach.

W 15-milionowej Holandii największym kłopotem są wyznawcy islamu, a że chodzi o blisko milion ludzi spośród liczącej 1,6 mln rzeszy imigrantów, nie ma dnia, by któryś z polityków nie wypowiadał się o imigracji.

W takiej atmosferze ministrowi spraw socjalnych Henkowi van Hoofowi nie udało się przekonać deputowanych, że wpuszczenie pracowników z nowych krajów UE będzie korzystne dla gospodarki.

W listopadzie bądź w grudniu rząd przedstawi w parlamencie raport o tym, jak chce walczyć z nielegalną konkurencją i pracą na czarno. Już dziś mówi się, że inspekcje pracy zyskają prawo do nakładania wysokich kar na te firmy, które zatrudniają na czarno. Policja będzie ściśle współpracować ze służbami podatkowymi.

Decyzję, kiedy Polacy będą mogli pracować w Niderlandach bez ograniczeń, rząd ma podjąć pod koniec roku. Problem w tym, że w połowie 2007 roku w Holandii odbywają się wybory, a czas kampanii wyborczej nie sprzyja podejmowaniu niepopularnych decyzji. Może się więc okazać, że obecnie obowiązujący system pozwoleń na pracę i kontyngentów sektorowych będzie obowiązywał dłużej, niż się wydaje.

Aby dziś pracować legalnie w Holandii, trzeba mieć pozwolenie wydawane przez rząd. O ile łatwo dostać je pracownikom sektora rolnego i ogrodniczego, w innych, lepiej płatnych nie jest to takie proste. W 2005 r. rząd wydał 26 tys. zezwoleń na pracę Polakom. Rząd szacuje, że po całkowitym otwarci rynku pracy do Holandii przyjedzie 53-63 tys. ludzi.

Holendrzy boją się, że otwarcie rynku pracy stanie się problemem, jeśli tego samego nie zrobią sąsiedzi. Wówczas ci wszyscy, którzy nie zostali wpuszczeni do Włoch, Niemiec czy Belgii, zaleją holenderski rynek pracy, zwiększając bezrobocie.

Niemcy nie zamierzają otworzyć rynku pracy przed 2009 r. Tak samo zachowają się Włosi. Belgowie podobnie jak Francuzi częściowo otworzą tylko te sektory, w których brakuje im rąk do pracy. Od 1 maja otwarte zostają rynki pracy w Hiszpanii, Finlandii i Portugalii. Dołączą do Wielkiej Brytanii, Irlandii i Szwecji, gdzie Polacy już mogą pracować bez problemów.