Scharakteryzowano dokładnie bakterię, która wywołała sepsę u żołnierzy z jednostki ze Skwierzyny

Wiemy dokładnie jaki zarazek pod koniec marca wywołał sepsę u trzech rekrutów w woj. lubuskim

23 marca czterech żołnierzy z jednostki w Skwierzynie w województwie lubuskim (z czego trzech w stanie bardzo ciężkim) trafiło do szpitala w Gorzowie Wielkopolskim. Mieli wysoką gorączkę, poważne kłopoty z oddychaniem. Podejrzewano, że zapadli na posocznicę, inaczej sepsę. Po to by skutecznie z nią walczyć, trzeba było przede wszystkim ustalić, co jest przyczyną zakażenia. Pomógł w tym Krajowy Ośrodek Referencyjny ds. Diagnostyki Bakteryjnych Zakażeń Ośrodkowego Układu Nerwowego w Warszawie. Szefowa Zakładu Mikrobiologii gorzowskiego szpitala mgr Anna Powarzyńska zadbała o szybkie wysłanie próbek od pacjentów do Warszawy. Tu natychmiast poddano je wstępnym badaniom, co pomogło w ustaleniu optymalnego leczenia i przeciwdziałaniu rozszerzaniu się zachorowań. A teraz, kiedy wiadomo, że wszystkich ciężko chorych żołnierzy (trzej rzeczywiście mieli sepsę) udało się uratować, fachowcy dokładniej scharakteryzowali bakterię, która była przyczyną kłopotów.

To ten sam złośliwy szczep

Okazało się, że to Neisseria meningitidis - dwoinka wywołująca tzw. inwazyjną chorobę meningokokową. Ustalono, że żołnierze ze Skwierzyny zostali zakażeni tym samym szczepem bakteryjnym, a więc najprawdopodobniej źródłem zakażenia był ten sam człowiek. Szczep, który wywołał chorobę, jest wyjątkowo złośliwy.

Warszawski Ośrodek Referencyjny współpracuje z europejskimi specjalistami i ma dostęp do wspólnych baz danych, co pozwala na porównanie bakterii wywołujących groźne zakażenia w Polsce z tymi opisanymi gdzie indziej. Dzięki temu ustalono, że szczep grasował już w wielu innych krajach, stając się również przyczyną wielu zachorowań. - Dlatego też zasugerowaliśmy lekarzom, żeby wszystkich żołnierzy ze skwierzyńskiej jednostki (a także ozdrowieńców) zaszczepić profilaktycznie przeciwko chorobie meningokokowej - mówi prof. Waleria Hryniewicz nadzorująca pracę ośrodka. - Z tego, co wiemy, wojsko podjęło działania w tym kierunku. Wcześniej, zanim jeszcze wiedzieliśmy, z jak groźną odmianą zarazka mamy do czynienia, radziliśmy, by osobom, które mogły mieć kontakt z chorymi, podano profilaktycznie antybiotyki - dodaje prof. Hryniewicz.

Największe ognisko epidemiczne od 10 lat

Neisseria meningitidis dość powszechnie występuje w Europie i na świecie. Najchętniej przesiaduje w nosogardle, by czasem się groźnie uaktywnić. Mechanizm tego zjawiska (przejścia od nosicielstwa do poważnego zakażenia) nie jest dokładnie poznany. Ofiarami bakterii padają najczęściej dzieci do lat czterech, a także młodzi ludzie w wieku 15-24 lat, częściej płci męskiej. Neisseria przenosi się drogą kropelkową i przez bezpośredni, bardzo bliski kontakt.

Zarazek poza organizmem człowieka ginie bardzo szybko, dlatego też nie trzeba się przed nim chronić za pomocą wyrafinowanych metod odkażania. Jeśli jednak zdarzy się przypadek choroby meningokokowej, bardzo ważne jest, by osoby, które miały najbliższy kontakt z chorym, dostały odpowiednie leki, by uchronić je przed zakażeniem.

Ta sama bakteria może powodować zapalenie opon mózgowych albo bardzo groźną posocznicę (łącznie określa się je mianem inwazyjnej choroby meningokokowej). W obydwu przypadkach przebieg schorzenia bywa piorunujący. U osób chorych na posocznicę obecne we krwi bakterie powodują charakterystyczne zatory w drobnych naczyniach krwionośnych i skrzepy (widoczne często w postaci licznych wybroczyn na skórze). Śmiertelność w przypadku posocznicy wywoływanej przez Neisserię może przekraczać 50 proc. U wielu ozdrowieńców po zapaleniu opon obserwuje się powikłania, np. utratę słuchu.

- Od czasu istnienia ośrodka, czyli od dziesięciu lat, obserwujemy ogniska epidemiczne choroby meningokokowej, ale z dotychczasowych to jest największe - mówi prof. Hryniewicz (epidemii w Polsce jak dotąd na szczęście nie było, ale wystarczy, że tym samym szczepem w tym samym czasie zakażą się dwie osoby i mowa jest już o ognisku epidemicznym). - Jakiś czas temu trzy osoby zachorowały pod Warszawą. Diagnozowaliśmy także przypadek dwóch braci z Krakowa, z których jeden zapadł na zapalenie opon, a drugi na posocznicę - dodaje prof. Hryniewicz.

Szczepionka zalecana, ale nie obowiązkowa

Krajem, który notuje dużą liczbę przypadków choroby meningokokowej (ok. 1000 rocznie), jest Anglia. Wzrost liczby przypadków doprowadził do zwiększenia świadomości społecznej, również wśród lekarzy. Dziś każda karetka, izba przyjęć oraz każdy lekarz w Anglii zaopatrzeni są w instrukcję, co robić z dzieckiem podejrzanym o zakażenie meningokokowe. Sprowadza się to głównie do jak najszybszego podania antybiotyku (najlepiej penicyliny) jeszcze przed dowiezieniem pacjenta do szpitala.

Na Neisserię jest szczepionka, z tym że nie działa na każdą odmianę tej bakterii. W Anglii szczepi się nią wszystkie dzieci, co oczywiście nie wyeliminowało zakażeń wywołanych przez szczepy nieszczepionkowe. U nas szczepionka na Neisserię jest na liście zalecanych, ale nie obowiązkowych, co oznacza, że państwo za nią nie płaci.

W Polsce notuje się ok. 100 infekcji meningokokowych rocznie. Umiera kilka osób, głównie dzieci. Zdaniem prof. Hryniewicz dane te mogą być zaniżone, gdyż nie każde zachorowanie jest zgłaszane, inne zaś nie są odpowiednio diagnozowane. Ośrodek Referencyjny zanalizował dokładnie 21 przypadków zachorowań na terenie Zachodniopomorskiego od kwietnia 2003 do marca 2004 r. Posocznica wystąpiła u 11 z nich, aż ośmioro dzieci zmarło. Nie było jednak mowy o epidemii, każde dziecko zostało zaatakowane inną odmianą zarazka.

Jak dodaje pracujący w ośrodku mgr Marcin Kadłubowski, podstawą prawidłowego postępowania w przypadku każdego zakażenia meningokokami jest ścisła współpraca lekarzy, mikrobiologów szpitalnych, epidemiologów oraz Ośrodka Referencyjnego. Takie działania podjęto przy niedawnych zakażeniach w Skwierzynie i m.in. dzięki temu cała historia skończyła się happy endem. Poszkodowanych żołnierzy czekają teraz przeszczepy skóry, ale najważniejsze, że oni sami żyją i że nikt z ich otoczenia już nie zachorował.