IPN: Stanisław Kania też w związku przestępczym

Prokurator z IPN postawi dziś zarzut popełnienia zbrodni komunistycznej Stanisławowi Kani, uchodzącemu za przeciwnika stanu wojennego b. I sekretarzowi KC PZPR.

- Był autentycznie przeciwny wprowadzeniu stanu wojennego - mówi mec. Jerzy Jamka, doradca prawny Kani. Sam Kania na łamach "Gazety" w 2001 r. pisał: "W okresie, gdy pełniłem wysoką funkcję, nie było ani jednego dnia, w którym uważałbym stan wojenny za rozwiązanie racjonalne".

31 marca 2006 r. prokurator z pionu śledczego IPN w Katowicach Piotr Piątek postawił Wojciechowi Jaruzelskiemu zarzut popełnienia zbrodni komunistycznej polegającej na kierowaniu "zorganizowanym związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym". A udział w tym związku podejrzani są także generałowie Florian Siwicki i Tadeusz Tuczapski.

Zarzuty miał też usłyszeć gen. Czesław Kiszczak, były szef MSW. Kiszczak nie stawił się jednak na przesłuchanie, bo był chory.

Kania też ma usłyszeć zarzut "udziału w związku przestępczym o charakterze zbrojnym". Grozi za to do pięciu lat więzienia.

Według naszych źródeł zarzut opiera się przede wszystkim na tym, że 27 marca 1981 r. Kania razem z gen. Jaruzelskim podpisał dokument "Myśl przewodnia stanu wojennego" oraz wytyczne o działaniach administracji państwowej w warunkach stanu wojennego. Według Kani był to dokument o "bardzo ogólnym charakterze".

"Trzeba mieć dużo złej woli, by widzieć w nim świadectwo opowiedzenia się za stanem wojennym" - pisał pięć lat temu w "Gazecie". Ponieważ nad dokumentem pracował też ówczesny premier Józef Pińkowski, zapewne i jemu IPN postawi zarzut.

Stanisław Kania, I sekretarz KC PZPR od września 1980 r. do października 1981 r., w publicystyce historycznej uważany był za liberała, przeciwnika siłowego rozprawienia się z "S". Ale do historii przeszło też jego zdanie "Socjalizmu będziemy bronić jak niepodległości".

We wspomnieniach Kania nacisk kładzie głównie na groźbę interwencji sowieckiej "realnej w grudniu 1980 r. i na przełomie marca i kwietnia 1981 r.". Opisuje dramatyczną rozmowę z Leonidem Breżniewem z 11 września 1981 r., podczas której miał nie godzić się na wprowadzenie stanu wojennego. A także posiedzenie Komitetu Obrony Kraju z 13 września 1981 r., na którym mówiono o przygotowaniach do niego. Miesiąc później Kania stracił funkcję I sekretarza, zastąpił go Wojciech Jaruzelski.

W 2001 r. na łamach "Gazety" o ocenę roli, jaką odegrał w przededniu stanu wojennego, Kania spierał się z Czesławem Kiszczakiem. Ten drugi pisał, że najpierw Kania miał być zwolennikiem takiego rozwiązania, potem "chciał, ale się bał", w końcu miał kłopoty ze "sprawowaniem kierownictwa".

- Podstawową kwestią dla oceny odpowiedzialności Kani i innych jest ocena, czy było zagrożenie zewnętrzne - mówi mec. Jamka. I dodaje, że ta historyczna sprawa powinna być oceniona przez niezależnego prokuratora i niezależny trybunał.

- Najlepszym rozwiązaniem byłby proces przed Trybunałem Stanu, szkoda, że tak się nie stało - przyznaje prok. Ewa Koj z katowickiego IPN.

Wniosek o pociągnięcie gen. Jaruzelskiego i innych do odpowiedzialności przed TS przepadł w Sejmie w 1996 r. głosami SLD i części posłów PSL.

Aktu oskarżenia spodziewać się można - zdaniem prok. Koj - do końca roku. Obejmie ponad 10 osób, także członków Rady Państwa, którym już postawiono zarzuty przekroczenia uprawnień w związku z uchwaleniem dekretu o stanie wojennym. Sprawa trafi do sądu rejonowego. Ulegnie przedawnieniu w 2010 r.