Tatarzy użyli pod Legnicą gazów bojowych

To pod Legnicą, a nie pod Ypres użyto po raz pierwszy w historii Europy gazów bojowych. 765 lat temu chińscy saperzy potraktowali tą bronią chrześcijańskie rycerstwo - uważa prof. Józef Włodarski z Gdańska.

W sobotę mija 765. rocznica mongolskiego najazdu na Polskę, który powszechnie kojarzymy z lajkonikiem, przerwanym hejnałem z wieży mariackiej i spektakularną porażką w bitwie pod Legnicą 9 kwietnia 1241 roku. Zdaniem prof. Józefa Włodarskiego, historyka z Uniwersytetu Gdańskiego, mongolska inwazja powinna nam się kojarzyć jeszcze z dwoma wydarzeniami. Po pierwsze, w czasie bitwy pod Legnicą najeźdźcy użyli gazów bojowych, z których europejskie armie zaczęły korzystać dopiero w czasie I wojny światowej. Po drugie, to wtedy doszło do pierwszego kontaktu Polaków z Chińczykami.

Teoria o chińskich saperach w mongolskich szeregach pojawiła się w 1991 r. w Legnicy na sympozjum z okazji 750. rocznicy bitwy. Sławomir Szulc wystąpił wówczas z referatem o chińskich gazach bojowych, o których polscy i europejscy historycy długo nic nie słyszeli, bo znajomość chińskiej nauki m.in. ze względu na barierę językową była nikła.

Saperzy z bambusrurkami

Przełomu w tej wiedzy dokonał brytyjski chemik Joseph Needham (1900 - 95) nazywany w Cambridge (gdzie mieści się instytut jego imienia) "największym sinologiem XX wieku". Będąc w Chinach w latach 40., Needham zainteresował się chińskim dorobkiem naukowym i technicznym, opanował klasyczny chiński i z pomocą miejscowych badaczy rozpoczął bezprecedensowe badania nad historią nauki w Państwie Środka. Od lat 50. ukazało się kilkadziesiąt tomów zapoczątkowanej przez niego serii "Nauka i cywilizacja w Chinach".

Dzięki pracy Needhama i jego uczniów, którzy przeszperali chińskie kroniki i almanachy, wiadomo, że gazy bojowe stosowano w Chinach już na początku IV w. p.n.e., np. dym z kulek gorczycy i innych trujących ziół tłoczono miechami do tuneli wrogów oblegających miasta. W II w. zaczęto stosować gaz łzawiący ze sproszkowanego wapna. Wynaleziony w XI wieku proch Chińczycy nauczyli się mieszać z różnymi truciznami: roślinnymi, zwierzęcymi i związkami arsenu. Po upchnięciu takiej mieszanki w bambusowej tubie powstawała trująca bomba. Chińczycy potrafili również wytwarzać gazy paraliżująco-duszące i używać ich na polu walki za pomocą latawców i bambusowych rur.

Czyngis-chan i jego potomkowie zajęli pół świata nie tylko dlatego, że mieli świetną jazdę, która do perfekcji opanowała makiaweliczną taktykę walki i wykorzystanie kompozytowych łuków do strzelania z siodła. Podbijając państwo Jin na północy Chin i walcząc z państwem Songów na południe od Żółtej Rzeki, Mongołowie przejęli chińskie techniki walki oblężniczej, dzięki którym jeszcze za życia Czyngis-chana łatwo zdobywali miasta Azji Środkowej.

W swoich szeregach Mongołowie chętnie wykorzystywali podbite ludy. Kiedy w 1258 r. zrównali z ziemią Bagdad, arabscy historycy odnotowali, że Chińczycy obsługiwali w ich wojsku ciężkie łuki oblężnicze.

Głowa wielce szpetna

Podobnie było pod Legnicą, gdzie zapewne ruscy woje siali ferment w polskich szeregach, krzycząc: "biegajcie, biegajcie!". Fragment kroniki Jana Długosza pozwala przypuszczać, że pod Legnicą walczyli również chińscy saperzy.

"Była tam w ich (mongolskim) wojsku między innymi chorągwiami jedna ogromnej wielkości" - pisze Długosz. "( ) na wierzchołku jej drzewca tkwiła postać głowy wielce szpetnej i potwornej z brodą, kiedy więc Tatarzy o jedną staję w tył się byli cofnęli i zabierali do ucieczki, chorąży niosący ów proporzec począł tą głową z całej siły machać, a natychmiast buchnęła z niej jakaś para gęsta, dym i wiew tak smrodliwy, że za rozejściem się między wojskami tej zabójczej woni Polacy mdlejący i ledwo żywi ustali na siłach i niezdolnymi się stali do walki ".

Czy to oznacza, że to nie Ypres w 1917 roku, ale Dobre Pole pod Legnicą w 1241 r. było pierwszym w historii Europy miejscem, w którym doszło do użycia gazów bojowych?

- Nie waham się stwierdzić, że tak. Zastanawiam się jednak, czy aby Mongołowie nie korzystali z chińskiej broni w czasie wcześniejszego najazdu na Ruś - mówi Włodarski. - Próbowałem szperać w ówczesnych latopisach, ale nie znalazłem wzmianek, które by tę hipotezę potwierdzały. Podobnie jest z najazdami na Węgry, które w 1241 r. były głównym celem mongolskiej armii.

Podczas bitwy pod Legnicą Mongołowie, podobnie jak Niemcy pod Ypres w 1917 roku, w czasie ataku gazowego wykorzystali wiatr wiejący w stronę przeciwnika.

Dlaczego świadkowie, którzy przeżyli rzeź pod Legnicą, nie zauważyli Chińczyków? - Horyzont geograficzny ówczesnych ludzi kończył się na Dnieprze. Mongołowie i Chińczycy byli dla rycerstwa pod Legnicą nie do odróżnienia - tłumaczy Włodarski. Tego problemu nie mieli już Arabowie, którzy przez wieki handlowali, a nawet wojowali z Chinami.

Chociaż w 1241 r. Mongołowie spustoszyli Polskę (w tym Kraków), kraje Zachodu miały szczęście, bo na wieść o śmierci Ugedeja mongolska armia zawróciła. Najazdy na ziemie polskie powtarzały się jednak w latach 1259, 1260 i 1280.

W 1246 r. u granic Chin stanął pierwszy Polak - wrocławski franciszkanin imieniem Benedykt, który towarzyszył papieskiemu posłowi do Imperium Mongolskiego.

- Do tej pory nie przebadano starannie chińskich źródeł, bo nie mieliśmy w Polsce historyków ze znajomością klasycznej chińszczyzny. Ktoś powinien to w końcu zrobić - uważa Włodarski. - W kronikach założonej w Chinach przez Mongołów dynastii Yuan zachowały się relacje uczestników wypraw do Europy Środkowej. Możemy się z nich dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy.

Korzystałem z pracy Wacława Odyńca i Józefa Włodarskiego "Wpływ Chin na dalekowschodnią sztukę wojenną" ("Chiny w oczach Polaków", Marpress, Gdańsk, 2001)