Miliony z OC i AC giną w szarej strefie

Miliony złotych giną w szarej strefie tworzonej przez warsztaty blacharsko-lakiernicze. Naprawiają auta poza ewidencją, kupują części z rozbitych samochodów albo od złodziei. Na procederze zyskują firmy ubezpieczeniowe. Traci państwo

Ryszard Kozak, od 20 lat właściciel warsztatu pod Częstochową, wyliczył, że za wyklepanie i polakierowanie błotnika powinien brać 350 zł, bo chce płacić podatki i ZUS. Inni żądają tylko 250 zł. - Zatrudniają na czarno, części kupują od złodziei albo na złomowisku - mówi Kozak.

Od 1999 roku firmy ubezpieczeniowe mają prawo do rozliczenia szkód na dwa sposoby. Pierwszy polega na tym, że zgłaszamy się do wskazanego warsztatu, a ten rozlicza się z ubezpieczycielem, wystawiając fakturę. W drugim - pokazujemy auto przedstawicielowi firmy ubezpieczeniowej. Sporządza on kosztorys, po czym firma wypłaca nam gotówkę. Właściciele aut idą na to masowo: na naprawę w autoryzowanym warsztacie odszkodowania oczywiście im nie starczy, ale w szarej strefie - owszem. Klientowi czasem parę złotych zostanie w kieszeni, a ubezpieczyciel zapłaci mniej, niż rozliczając faktury.

- W tym wszystkim najbardziej obłudne jest utworzenie przez PZU tzw. sieci naprawczej, do której i ja należę - mówi Kozak. - Sieć służy najwyżej 10 proc. osób, które chcą korzystać z rozliczenia szkody w formie fakturowej. Zaś samo PZU wręcz namawia kierowców, by brali gotówkę. Zresztą inne towarzystwa robią to samo - dodaje.

PZU odparowuje: - Kodeks cywilny (art. 363) gwarantuje poszkodowanemu wybór sposobu naprawienia szkody - przywrócenie stanu poprzedniego albo zapłata odpowiedniej sumy. Może więc w dowolny sposób zagospodarować odszkodowanie - mówi Michał Witkowski z zespołu prasowego PZU. Fakturami, jak podaje, rozliczanych jest 65 proc. pieniędzy wypłacanych przez towarzystwo. W Warcie - połowa. Dane tylko pozornie są sprzeczne, gdyż ubezpieczyciele podają je w ujęciu wartościowym, co może znaczyć, że na 10 proc. samochodów naprawianych na faktury idzie 65 proc. wypłat odszkodowań.

W zeszłym roku Związek Rzemiosła Polskiego przedstawił wniosek o zmianę prawa. Poselska poprawka do pakietu ustaw o obowiązkowych ubezpieczeniach majątkowych zmuszająca do przedstawiania faktur przy szkodach rozliczanych z polisy OC przepadła jednak w Sejmie.

- Próba zmiany stanu prawnego uzasadniana jest populistycznymi argumentami - twierdzi Witkowski z PZU. - Przecież liczba kradzieży samochodów spada, a konieczność rozliczania każdego odszkodowania fakturą może stworzyć nowe obszary szarej strefy. Myślę o rynku fikcyjnych faktur.

Szarą strefą Ryszard Kozak próbował zainteresować Ministerstwo Finansów. Wicedyrektor departamentu instytucji finansowych Katarzyna Przewalska odpowiedziała mu, że nadużyciom ma zapobiec wprowadzony w 2004 roku obowiązek badań technicznych naprawionego samochodu, jeśli wartość szkody przekracza 2 tys. zł. - Kuriozalna - mówi o tej metodzie walki z szarą strefą Michał Witkowski z PZU. Obowiązek badań obejmuje bowiem tylko naprawy, za które warsztatowi płaci bezpośrednio zakład ubezpieczeń. A nie te zlecone przez właścicieli samochodów.

Urzędy skarbowe sprawdziły zgodność ksiąg rachunkowych z dokumentami finansowymi w dziewięciu warsztatach blacharskich. Pokusiły się nawet o telefony do właścicieli samochodów, by upewnić się, czy w ich autach zamontowano części, o jakich była mowa w papierach. Dyr. Przewalska napisała o tych kontrolach do Ryszarda Kozaka.

- Skoro prosili o dokumenty, to pokazano im te, które dotyczą legalnej części rynku. W nieopodatkowanej szarej strefie nie ma przecież faktur i rachunków, więc co ci urzędnicy tak naprawdę kontrolowali? - podsumowuje Kozak.

Ministerstwo Finansów zapowiedziało, że proces likwidacji szkód "będzie przedmiotem dalszych obserwacji i analiz".