Polityka historyczna fundamentem IV RP

- Przez ostatnie 60 lat w Polsce propagowano fałszywą historię. Teraz interes narodu wymaga kontrpropagandy - mówił wczoraj na sesji IPN poświęconej polityce historycznej prof. Andrzej Nowak, redaktor naczelny prawicowych ?Arkanów?

Organizatorzy sesji IPN poświęconej polityce historycznej nazwali ją przewrotnie "Wybierzmy przeszłość". To nawiązanie do hasła wyborczego Aleksandra Kwaśniewskiego: "Wybierzmy przyszłość, a przeszłość zostawmy historykom". Według prowadzącego sesję dr. Jana Żaryna, dyrektora Biura Edukacji Publicznej IPN, dwie największe partie PiS i PO w kampanii wyborczej opowiedziały się za odrzuceniem hasła Kwaśniewskiego. A zwycięstwo tych ugrupowań świadczy o potrzebie "budowy świadomości historycznej społeczeństwa polskiego". Uczestniczący w panelu marszałek Sejmu Marek Jurek (PiS) dodał, że: "Świadomość historyczna będzie fundamentem IV RP. A zmysł historii to jedna z cech różniących IV RP od tego, co było dotychczas". Polityka historyczna - sztandarowy program ideologiczny PiS - ma wzmacniać "elementy patriotyczne" w naszej historii, które służą konsolidacji państwa.

Większość dyskutantów zgodziła się z tym, że lata komunizmu to czas niszczenia polskiej świadomości historycznej. Prof. Andrzej Nowak wskazywał, że groźniejsze dla pojmowania naszych dziejów było 16 lat III RP. Jego zdaniem przez ten czas w historiografii starano się kontynuować PRL poprzez negację wartości - ukazywanie w negatywnym świetle naszych dziejów. Dowód? To np. "polityka orderowa" poprzedniego prezydenta. - Najwyższe odznaczenia otrzymywali ci, którzy opowiadali się za kontynuowaniem PRL, i ci, którzy tej kontynuacji się nie sprzeciwiali - dowodził.

Dlatego Orderu Orła Białego nie otrzymały zdaniem Nowaka osoby najbardziej zasłużone dla polskiej niepodległości - abp Ignacy Tokarczuk czy Anna Walentynowicz oraz niekwestionowany bohater premier Jan Olszewski.

Zdaniem Nowaka III RP prowadziła własną politykę historyczną, w wyniku której "budowniczowie PRL stoją w glorii budowniczych III RP".

Paweł Skibiński, pracownik powstającego Muzeum Historii Polski, dopowiadał, że w dyskusji o własnej historii państwo musi promować te wartości, które są istotne z punktu widzenia narodu. Zadał też pytanie, czy eksponowanie tylko dobrych elementów z historii kraju nie doprowadzi do przesady. I natychmiast sobie odpowiedział: - Wreszcie wyartykułujmy wartościowe strony naszego doświadczenia historycznego, a potem się zastanówmy, czy nie przesadziliśmy.

Uczestnicy panelu zastanawiali się, który z elementów naszej historii mógłby być fundamentem polityki historycznej. Marek Jurek wskazywał na dziedzictwo "Solidarności", które przyczyniło się do upadku komunizmu. Potem doprecyzował, że jest to również dziedzictwo chrześcijańskie.

Prezes IPN Janusz Kurtyka, rozważając, co najbardziej łączy Polaków, wskazywał na dziedzictwo Rzeczypospolitej Obojga Narodów, gdy nasza cywilizacja oparła się o Berezynę i Dniepr. Podobnie jak poprzednicy stwierdził, że poczucie dumy z naszej historii "przez ostatnie 16 lat było zwalczane".

Tylko jeden z uczestników - polityk PO i działacz opozycji Arkadiusz Rybicki - miał wątpliwości. Jego zdaniem polityka jest obecnie synonimem brudnej gry. - Nie oddajmy historii w szpony polityków - apelował. - W czasie kampanii wyborczej spotkaliśmy się z przypadkiem swoistej polityki historycznej, gdy Jacek Kurski, chcąc zaszkodzić jednemu z kandydatów, ujawniał, że jego dziadek był w Wehrmachcie - przypominał.

Nie tylko fałszywa historia jest źródłem złej polityki, ale zła polityka prowadzi do fałszywej historii - parafrazował słynne powiedzenia Józefa Szujskiego, jednego z mistrzów XIX-wiecznej krakowskiej szkoły historycznej.

Wypowiedzi Rybickiego, który wytykał rządowi, że dużo mówi o dziedzictwie "Solidarności", ale nie przeznaczył pieniędzy na budowę gdańskiego muzeum, widownia zagłuszyła pomrukami.

Także pytanie z dyskusji, gdzie w takim razie kończy się historia rozumiana jako nauka, a zaczyna państwowa propaganda, zawisło w próżni. Tylko jeden z pracowników IPN znajdujących się na widowni postulował, by termin "propaganda" pozbawić negatywnego znaczenia.

- Przez ostatnie 60 lat w Polsce propagowano fałszywą historię. Teraz interes narodu wymaga kontrpropagandy - zakończył prof. Nowak.

To chyba jakiś sen!!! Prof. Nowak twierdzi, że najwyższe odznaczenia w Polsce były przyznawane zwolennikom kontynuacji PRL. Wśród nich zapewne są: przywódcy Polskiego Państwa Podziemnego gen. Tadeusz Pełczyński, Kazimierz Pużak, tak zasłużeni dla niepodległości jak Jan Nowak-Jeziorański czy Wiesław Chrzanowski.

Prof. Janusz Kurtyka sugeruje, że w Polsce nie prowadziło się dyskusji o historii, np. o dziedzictwie Rzeczypospolitej Obojga Narodów, choć cała nasza polityka wschodnia oparta jest o ideę Jerzego Giedroycia, a wyrażone w wywiadzie dla "Gazety" przez prof. Jerzego Kłoczowskiego hasło "Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej" rozpropagował Jan Paweł II.

Zwolennicy polityki historycznej wymyślili sobie smoka: III Rzeczpospolitą, w której panowała kompletna amnezja historyczna, i teraz oni chcą publiczną pamięć przywrócić. Następnie niczym Święty Jerzy walczą z owym smokiem mieszkającym w ich wyobraźni.

W rzeczywistości w Polsce jak w żadnym kraju dyskusja o polityce jest dyskusją o historii. Można się spierać o prezentowane idee, tezy, bywały teksty historyczne mądre i głupie. Jednak sugerowanie, że naród polski jest obiektem spisku, którego celem jest pozbawienia go tożsamości, jest nieporozumieniem.

Teraz okazuje się, że to państwo ma określać, jakie elementy historii są dla społeczeństwa wartościowe, a jakie nie. Widać z tego, że projekt "polityki historycznej" jest de facto projektem prowadzącym do deprawowania historyków. Próbą przekształcenia ich w propagandzistów, którzy będą przedstawiali wygodne dla ideowego przesłania rządzących tezy. Historycy, nie dajcie się. Uczcie historii, a nie polityki historycznej.