Zły "Nagi instynkt 2"

Czy ?Nagi instynkt 2" Michaela Catona-Jonesa miał szansę na to, by być niezłym filmem? Tylko wówczas, gdyby kręcąc go, zapomniano o pierwszej części. No i gdyby zaangażowano młodszą aktorkę

"Nagi instynkt" (1992) Paula Verhoevena bazował głównie na jednym - na nadzwyczajnie prowokującej zmysłowości Sharon Stone (ur. 1958). Sama jej obecność czyniła nieważnymi mielizny, których nie brakowało w scenariuszu Joego Eszterhasa. Nie sposób było zanegować tego, że grana przez nią pisarka Catherine Tramell jest w stanie okręcić sobie wokół palca całą męską populację z impotentami włącznie.

Stone zabiegała o kontynuację tego filmu przez wiele lat. No i doszło do niej za późno, gdy dobiegająca 50-tki aktorka jest już przede wszystkim chodzącą reklamą paru chirurgów plastycznych i gabinetów odnowy. To smutne, ale prawdziwe. Jej uwodzicielska moc wyblakła, tym bardziej że w "Nagim instynkcie 2" włożono jej w usta pikantne monologi, które miały zapewne wprowadzić widzów w stan krępującego podniecenia, a tymczasem jedynie śmieszą. Stone ląduje tu na granicy autoparodii.

Co gorsza, choć druga część dzieje się w Londynie, ma się wrażenie, że jej autorzy ciągle są myślami przy pierwowzorze rozgrywającym się w San Francisco. Bezkrytycznie powtarzają jego schemat (to Tramell rozgryza tego, który miał ją rozgryźć), jakby sądzili, że razem z nim przeniknie do ich fabuły dramaturgiczne napięcie. Nie przenika. A należało raczej wprowadzić śmiałe zmiany, czymś nas zaskoczyć. Nie zrobiono tego. Na jedno powtórzenie się jednak nie zżymam - parokrotnie jest tu przywoływany świetny motyw muzyczny Jerry'ego Goldsmitha z fabuły Verhoevena.

Co dzieje się na ekranie? W Londynie Tramell powoduje wypadek drogowy z zejściem śmiertelnym współpasażera. Staje więc przed sądem, który prosi psychiatrę dr. Michaela Glassa (David Morrisey), by poddał ją badaniu. Glass przeżywa akurat kiepskie dni - rzuciła go żona (Indira Varma), brukowy dziennikarz Adam Towers (Hugh Dancy) zaś chce przypomnieć w artykule jego dawną zawodową klęskę, która teraz może zaszkodzić mu w karierze...

Morrisey nie jest odpowiednim partnerem dla Stone. Nie stymuluje jej w grze jak niegdyś Michael Douglas. To aktor wyjątkowo mdły, w roli doktora dusz nie pomogło mu nawet to, że w życiu prywatnym jest mężem prawnuczki Zygmunta Freuda. Jeśliby szukać w całej obsadzie kogoś naprawdę wyrazistego, to jest nim David Thewlis jako prowadzący śledztwo policjant Roy Washburne, o którym nie wiadomo, czy to ktoś uczciwy, czy podły. No ale klasę Thewlisa ("Nadzy", "Całkowite zaćmienie") znamy od dawna.

"Nagiego instynktu 2" trudno byłoby bronić, nawet zdejmując zeń odium kontynuacji (robionej głównie dla pieniędzy), która niejako z założenia musi pozostawać w cieniu sławnego filmu-matki. Jako standardowy thriller także zawodzi. Opiera się bowiem na zgranym koncepcie, po który sięga się w kinie zwykle wtedy, gdy nie wiadomo, jak wyplątać się z piętrowej intrygi, którą się wysmażyło. Co to oznacza? Ano to, że na chybcika robi się zbrodniarzem tego, przy którym kamera kręciła się najdłużej, który wydawał się ofiarą. I niech się widzowie głowią, jak to jest możliwe.

"Nagi instynkt 2"

reż. Michael Caton-Jones

USA-Wlk. Brytania, 2006