Wojna z telefonami komórkowymi w szkołach

Rząd Bawarii zakazał używania telefonów komórkowych w szkołach. W Polsce coraz częściej wprowadzają go dyrektorzy szkół

Policjanci z bawarskiego miasta Immenstadt nie mogli wyjść ze zdumienia. Na kartach pamięci komórek, które dwa tygodnie temu skonfiskowano uczniom miejscowej szkoły, znaleźli filmy, po obejrzeniu których nawet im jeżyły się włosy na głowie. Na przerwach 14-latkowie oglądali na komórkach bestialskie bójki, nazistowskie filmy propagandowe albo seks uprawiany ze zwierzętami.

Policję do szkoły ściągnął dyrektor, któremu o zawartości komórek opowiedziała matka jednego z uczniów. Właściciele skonfiskowanych telefonów staną przed sądami dla nieletnich, bo rozpowszechnianie tego typu filmów jest w Niemczech zabronione. Ale to nie rozwiązuje sprawy, bo przemoc i brutalny seks na ekranach telefonów to w niemieckich szkołach coraz większy problem.

W innym małym bawarskim mieście Rahmen in Kaufbeuren policja znalazła brutalne filmy w 35 uczniowskich telefonach. Pod koniec zeszłego roku dyrekcja szkoły w Wettemberg w Hesji zaalarmowała Krajowy Urząd Kryminalny. Na komórce jednego z uczniów znaleziono film, na którym żołnierz odcina jeńcowi głowę. Policjanci szybko ustalili, że brutalną egzekucję sfilmowali rosyjscy żołnierze na Kaukazie, a ofiarą był Czeczen.

Komórka w razie pożaru

Wojnę komórkowym filmom postanowiła wydać rządząca Bawarią CSU, partia, która w zeszłym roku domagała się, by zabronić dzieciom zabawy w gry komputerowe, w których np. się strzela lub w inny krwawy sposób eliminuje przeciwników.

- Szkoła nie jest miejscem, w którym się dzwoni ani tym bardziej rozpowszechnia treści szkodliwe dla młodzieży - oświadczył wczoraj Siegfried Schneider, bawarski minister kultury odpowiedzialny za edukację w landzie.

Schneiderowi udało się przeforsować całkowity zakaz używania komórek przez uczniów w szkołach Bawarii. Co prawda będą mogli mieć przy sobie telefony, ale podczas zajęć i przerw muszą być one wyłączone. Bawarski uczeń będzie mógł skorzystać z telefonu tylko wtedy, gdy np. poczuje się chory albo w szkole wybuchnie pożar. Ale musi mu na to pozwolić nauczyciel.

Zarządzenie ministra Schneidera napotkało jednak na opór. - To rezygnacja z polityki szkolnej. Gdziekolwiek pojawia się problem, CSU wydaje kolejny zakaz - krytykuje Renate Will, polityk bawarskiej FDP.

A bawarscy nauczyciele nie za bardzo chcą się bawić z uczniami w kotka i myszkę i tropić tych, którzy mimo zakazu korzystają z komórek. - Podczas przerw dzieci powinny mieć możliwość odsłuchania wiadomości od rodziców. Poza tym wiele rodzin nie ma telefonów stacjonarnych i jest zdanych na komórki - mówi dziennikarzom telewizji ZDF Wolfgang Knoll, dyrektor szkoły głównej w Immenstadt.

Nagrywasz - przegrywasz

Tymczasem z komórkami zaczęły też walczyć niektóre szkoły w Polsce. - Zakaz używania telefonów zapisaliśmy w regulaminie. W szkole są automaty telefoniczne, w razie potrzeby można zadzwonić - mówi dyrektor III Liceum Ogólnokształcącego w Płocku Katarzyna Góralska. Jeżeli już uczeń zostanie przyłapany z telefonem, aparat jest zatrzymywany przez nauczyciela. Aby go odzyskać, trzeba np. wykonać prace społeczne na rzecz szkoły.

Po niedawnych aferach z nagrywaniem nauczycieli wojnę komórkom wypowiedziało także IX LO w Łodzi. Uczeń nie może dotykać telefonu na lekcji ani trzymać go na ławce. Sprzęt ma być wyłączony i schowany do torby.

W grudniu jeden z nauczycieli tej szkoły na lekcji zwymyślał uczennicę, nie wiedząc, że jest nagrywany na komórkę, a nazajutrz całe wydarzenie można było obejrzeć w internecie. - Chodzi nam o to, by nie zakłócać toku lekcji i uniknąć kłopotów w przyszłości - tłumaczy swoją decyzję dyr. łódzkiej "Dziewiątki" Andrzej Kolasiński, nie precyzując, czyje kłopoty ma na myśli. Uczniowie nie mają wątpliwości: - Chodzi o kłopoty szkoły. Już nigdy nie będziemy mieć dowodu, że któryś z nauczycieli zachował się niewłaściwie.

- Nieprawda - oburza się Kolasiński. - Niczego nie chcę ukrywać. Ale od rozwiązywania problemów uczniów jest szkolny pedagog, wychowawca, jestem ja. Każdą skargę dokładnie zbadam.

Inne rozwiązanie wybrał dyrektor toruńskiego Zespołu Szkół nr 8 - tu uczniowie nie mają prawa przynosić telefonów komórkowych wyposażonych w opcję nagrywania. - Chcemy w ten sposób zapobiec agresywnym postawom wśród uczniów - tłumaczy dyr. Zygmunt Chlebowski. - Prowokują nauczycieli i siebie nawzajem. Potem to nagrywają, żeby się chwalić w internecie albo przed znajomymi - tłumaczy. Poza karami szkolnymi (nagana, przeniesienie do innej klasy) Chlebowski zagroził także uczniom sankcjami: "Samowolne nagrania są naruszeniem dóbr osobistych i zawsze takie przypadki będą zgłaszane do postępowania karnego".