Premier Francji idzie na zderzenie czołowe?

Ogromne tłumy - zdaniem związkowców aż trzy miliony osób - protestowały na ulicach francuskich miast przeciwko forsowanej przez rząd reformie prawa pracy

Czarny dzień prawicowego rządu Dominique de Villepina. W proteście przeciwko forsowanej przez niego reformie prawa pracy - tzw. Contrat Premiere Embauche (CPE) wprowadzającego możliwość łatwego zwalniania młodych pracowników - związki zawodowe bardzo utrudniły życie obywateli strajkami komunikacji i szkół.

A przez ponad 130 miast przemaszerowały demonstracje; w samym tylko Paryżu na ulice wyszło ponad 100 tys. osób (pół miliona, jeśli wierzyć związkowcom), głównie młodzież.

Uskrzydlone masowym poparciem i zjednoczone w proteście przeciw CPE związki zawodowe, organizacje młodzieżowe i partie lewicowe przypierają rząd do muru: - Żadnych negocjacji, dopóki reforma nie zostanie całkowicie wycofana.

- Nie wycofam reformy, mogę ją modyfikować w trakcie negocjacji - odpowiada premier. A to oznacza jedno: konfrontację.

Jej wynik trudno w tej chwili przewidzieć. Bo z jednej strony kolejna fala strajków i protestów może skłonić prezydenta Francji Jacques'a Chiraca do zdymisjonowania upartego de Villepina. Część lewicowych polityków otwarcie tego żąda.

Ale taka dymisja byłaby jednak wielkim ciosem dla samego Chiraca (upatrywał on w de Villepinie swojego następcę), całej prawicy zaś mogłaby zagrodzić drogę do utrzymania prezydentury.

Dymisja jest tym mniej prawdopodobna, że o ile 66 proc. całego społeczeństwa sprzeciwia się reformie prawa pracy, o tyle aż 74 proc. elektoratu prawicowego (gotowego głosować na rządząca partię UMP) uważa, że de Villepin powinien trwać w swoich zamiarach i nie poddawać się terrorowi ulicy.

Premier może mieć nadzieję, że protesty zaczną słabnąć. Coraz częściej towarzyszą im wybryki chuliganów. Od kilkunastu dni do manifestującej młodzieży dołączają kilkusetosobowe grupki casseurs, czyli nastolatków z przedmieść, w większości kolorowych. Protest przeciwko CPE był dla nich pretekstem, by atakować policję, niszczyć sklepy, podpalać samochody, a nawet napadać na uczestników demonstracji i wyrywać im torebki, komórki i portfele.

To samo działo się we wtorek w Paryżu - na trasie pochodu pojawili się casseurs. Zgodnie z nakazem ministra spraw wewnętrznych Nicolasa Sarkozy'ego policja próbowała ich zepchnąć z ulicy i aresztować ilu się da. Jednak część chuliganów przedarła się przez policyjne kordony i do walki z agresywnymi wyrostkami rzucili się także sami studenci i ochrona związkowa; pokojowa demonstracja zmieniła się w rozróbę, co raczej nie spodoba się zwykłym Francuzom. Tak samo jak utrudnienia wynikające ze strajku transportu publicznego.

Jest jeszcze trzecia możliwość. Ustawa o CPE trafiła do trybunału konstytucyjnego. Jeżeli stwierdzi on, że część jej zapisów jest niezgodna z konstytucja, obie strony mogłyby wyjść z konfliktu z twarzą. Lewica będzie mogła otrąbić sukces. Zaś rząd mógłby zacząć prace nad reformą od nowa, tym razem jednak konsultując ją ze związkami i organizacjami młodzieżowymi.