Gruntowne zmiany w Narodowym Centrum Kultury

Marek Mutor, od tygodnia dyrektor Narodowego Centrum Kultury, zapowiada zmiany i zwolnienia w prowadzonej przez siebie od tygodnia instytucji

NCK podlega ministrowi kultury i dziedzictwa narodowego Kazimierzowi M. Ujazdowskiemu (PiS). Mutor (27 lat) wcześniej był szefem wrocławskiego biura poselskiego Ujazdowskiego. Działa w stowarzyszeniu Harcerstwa Katolickiego "Zawisza". W NCK zarządza 30 osobami i 12 mln zł. Zapowiedział już, że jego pierwszą akcją będzie "Śpiewająca Polska", a jej hymnem "Niech się Polska rozśpiewa, niech piosenką rozbrzmiewa, by piękniejszy był świat". W związku z tym w ciągu roku ma powstać 300 szkolnych chórów. Dziś w jednej z warszawskich szkół odbędzie się inauguracja programu. Udział wezmą m.in. min. Ujazdowski, Justyna Steczkowska i Kazimierz Kord.

Mutor jako szef NCK przejmie też inny program ministerialny Patriotyzm Jutra, który ma służyć "podtrzymywaniu i upowszechnianiu tradycji narodowej i państwowej".

NCK niedawno na mocy decyzji min. Ujazdowskiego zostało wydzielone z Instytutu Adama Mickiewicza. Wcześniej do IAM przyłączył je minister Waldemar Dąbrowski.

Dyr. Mutor zamierza zamknąć dział współpracy instytucjonalnej. Z pracy mają odejść m.in. krytyk i historyk sztuki Małgorzata Winter oraz Lech Stangret i Andrzej Jakubowski. Dział zajmował się programem zbierania sztuki współczesnej Znaki Czasu.

Program polega na koordynacji działań regionalnych Towarzystw Zachęty Sztuk Pięknych (powstawały od od 2004 r., czyli za czasów poprzedniego ministra kultury Waldemara Dąbrowskiego). Ich celem jest zbieranie dzieł sztuki współczesnej. Niektóre Zachęty zamierzają wznosić lub odnawiać osobne budynki, by pomieścić, a w przyszłości udostępniać zbiory. Pieniądze na działalność każde z 17 towarzystw otrzymuje w części od ministra kultury (w ciągu ostatniego roku np. dotacja centralna wynosiła od 100 tys. do 400 tys. zł), a drugie tyle każde zbiera samo najczęściej od lokalnych samorządów i biznesu.

W tym roku na na program Znaki Czasu ministerstwo przeznaczyło 2,5 mln zł. - Program będzie dalej działał - deklaruje "Gazecie" Marek Mutor. - Znaki Czasu to jest program operacyjny, który jest i będzie, choćby dlatego, że został przyjęty przez ministra kultury. Koncepcja budowania lokalnych kolekcji sztuki współczesnej ma duże zalety. Będę chciał poznać ten program i zarządzać nim jak najlepiej.

Mutor nie ma zastrzeżeń do sposobu, w jaki do tej pory realizowany był program. Ani do kwalifikacji prowadzących go ludzi. - To są ludzie z zasługami i dorobkiem - mówi. Dlaczego w takim razie ich zwalnia? - Nie wdaję się w ocenę pracowników, nie kwestionuję ich profesjonalizmu. Ale nie będę ich selekcjonować według kompetencji. Zajmuję się oceną ich funkcji. A te funkcje były rozdmuchane. Taki program zamiast trzech może wykonywać jedna osoba. Ze działu pozostaje jeden pracownik - Przemysław Lipiński, który zostanie przeniesiony do działu rozwoju kultury. Nie mogłem go zwolnić, bo obejmuje go ochrona przedemerytalna, a poza tym jest kompetentny.

- Winter przyszła specjalnie do tego programu w 2004 r. - mówi Alina Magnuska, dyrektor NCK w latach 2002-05. - Była rekomendowana przez Zachętę i CSW. Jest kompetentna, świetnie wykonała swoje zadania, z zaangażowaniem i wielką energią. Znaki Czasu to program, w którym nie wystarczy dobrze administrować, trzeba się znać na sztuce współczesnej. Jeśli ona i jej zespół w tej chwili odchodzi, a na jej miejsce nie przychodzi osoba równie kompetentna, to znaczy, że tego programu nie da się realizować. Pieniądze ministerstwa i samorządów pójdą w błoto.

Dlaczego zmiany? - Trzeba oszczędzać - mówi Mutor. W sumie zwolni ośmiu pracowników merytorycznych, w tym także dotychczasową wicedyrektor Zinę Jarmoszuk. Prócz działu współpracy instytucjonalnej zamyka też dział informacji i analiz, który m.in. do końca 2005 zajmował się programem Obserwatorium Kultury. Przyjmie zaś dwie nowe osoby, które zajmą się Patriotyzmem Jutra. W 2006 r. program będzie kosztował 5 mln zł.