Grzech najcięższy: przejście z islamu na chrześcijaństwo

Afgańczyk nie uniknie stryczka, bo nie tylko nie wypiera się chrześcijaństwa, ale odmawia ponownego przyjęcia islamu.

41-letni Abdul Rahman został aresztowany dwa tygodnie temu w Kabulu, a jego proces rozpoczął się w wielkiej tajemnicy przed tygodniem. Dopiero w niedzielę przewodniczący trybunału kazi Ansarullah Maulawezadeha poinformował, że sądzi przechrztę. To, że Afgańczyk zmienił wiarę, wyszło na jaw w wyniku rodzinnej kłótni.

W latach 80., gdy w Afganistanie tamtejsi mudżahedini toczyli wojnę przeciwko okupującej kraj armii radzieckiej, Abdul Rahman podobnie jak miliony jego rodaków schronił się w Pakistanie. Właśnie w obozie uchodźców pod Peszawarem poznał cudzoziemskich lekarzy, którzy pomagali afgańskim uchodźcom. Obcokrajowcy nie tylko dali Abdulowi Rahmanowi pracę i zarobek, ale przekonali go, by przyjął ich wiarę, co ułatwiło mu wyjazd do Niemiec, gdzie spędził dziewięć lat.

Wrócił do Afganistanu w 2002 r., by odnaleźć porzucone córki - dziś w wieku 13 i 14 lat - i przejąć nad nimi opiekę, którą dotąd sprawowali nad dziewczynkami teściowie. Ale teściowie odmówili oddania wnuczek. Sprawa znalazła się w sądzie, gdzie - aby pognębić zięcia - teściowie wyznali, że trzyma w bagażu Biblię i przeszedł na chrześcijaństwo.

Islam zabrania wiernym zmiany religii, a w niektórych krajach, w których obowiązuje prawo koraniczne - szarijat - zmiana wiary karana jest śmiercią. Do krajów tych zalicza się m.in. Afganistan. Śmiercią za odejście od islamu karali fanatycy religijni talibowie rządzący tym krajem w latach 1996-2001. Kara śmierci za wyrzeczenie się islamu grozi też w Afganistanie rządzonym przez faworyta Amerykanów prezydenta Hamida Karzaja - przyjęta w grudniu 2004 r. konstytucja stwierdza, że żadne prawo w kraju nie może być sprzeczne ze świętymi zasadami islamu.

- Nie mamy nic przeciwko innym religiom, ale w Afganistanie przechodzenie z islamu na inną wiarę jest sprzeczne z prawem - tłumaczył w niedzielę sędzia Ansarullah. Nie ułatwił mu sprawy sam oskarżony, któremu prokurator Abdul Wasi zaproponował ugodę - wyprze się chrześcijaństwa i wróci na islam, a cała sprawa pójdzie w niepamięć.

Abdul Rahman odrzucił jednak tę ofertę - do wszystkiego się przyznał i zapowiedział, że prędzej umrze jako chrześcijanin, niż wróci na islam. - Musi więc zostać zabity - orzekł zniechęcony prokurator.

Wyrok na Abdula Rahmana ma zapaść w ciągu najbliższych dwóch miesięcy. Gdyby rzeczywiście został skazany na śmierć, byłby to triumf muzułmańskich radykałów, którzy mimo upadku talibów mają w Afganistanie wiele do powiedzenia. Tym bardziej że chcąc się uwiarygodnić, o poparcie muzułmańskiego duchowieństwa stara się sam prezydent Karzaj. Wielu jego sojuszników w niedalekiej jeszcze przeszłości było orędownikami świętej wojny, przyjaciółmi talibów i al Kaidy.

Sprawa Abdula Rahmana wskrzesi w Afganistanie kontrowersje związane z działalnością niektórych międzynarodowych organizacji humanitarnych, które poza niesieniem pomocy zajmowały się i zajmują nawracaniem afgańskich muzułmanów na chrześcijaństwo. Latem 2001 r. talibowie aresztowali w Kabulu ośmiu cudzoziemców i 16 Afgańczyków z chrześcijańskiej organizacji Shelter Now International, których oskarżano o prowadzenie działalności misyjnej.

Mająca siedzibę w Niemczech Shelter Now International cieszyła się jak najgorszą opinią wśród muzułmańskich duchownych z Afganistanu i Pakistanu. W latach 80. w jednym z obozów afgańskich uchodźców pod Peszawarem omal nie doszło do samosądu na pracownikach organizacji oskarżonej już wtedy przez mułłów o nawracanie muzułmanów na chrześcijaństwo.

Aresztowanym przez talibów czterem Niemcom, dwóm Australijczykom i dwóm Amerykankom groziło najwyżej kilkudniowe więzienie i wydalenie z Afganistanu. Afgańczykom groziła śmierć na szubienicy. I jednych, i drugich uratowała amerykańska inwazja na Afganistan jesienią 2001 r. Talibowie uwolnili ich i przekazali Amerykanom.