Kaczyński chce rewyborów

Konwencję PiS zwołał w sobotę w warszawskiej Sali Kongresowej. Tutaj równo rok temu partia braci Kaczyńskich rozpoczęła kampanię parlamentarną i prezydencką. I znów Jarosław Kaczyński ogłosił start do dwóch kampanii - samorządowej i parlamentarnej.

Tę drugą kampanię liderzy PiS trzymali w sobotę do końca w tajemnicy. - Teraz padną najważniejsze słowa konwencji - zapowiedział wystąpienie Kaczyńskiego europarlamentarzysta Michał Kamiński. Działacze powitali owacją i lidera, i jego apel o skrócenie kadencji Sejmu. - Oto prawdziwy przywódca IV RP - podgrzewał atmosferę Kamiński.

- Pakt stabilizacyjny zawodzi, a prowadzona przez nas polityka zmiany Polski jest blokowana przez PO - ogłosił Kaczyński. - Wielu Polaków sądziło, że są dwie partie zmiany. Teraz maski opadły. Niech spór, którego w obecnym parlamencie rozstrzygnąć się nie da, rozstrzygną wybory.

Jak jednak zmusić Platformę do zgody na skrócenie kadencji Sejmu? Kaczyński odwołał się do honoru. I rzucił Tuskowi rękawicę. - Wzywam Donalda Tuska, by kierując się przyzwoitością i honorem, przyjął nasze wyzwanie. Jeśli twierdzi, że źle rządzimy, to niech stanie do uczciwej walki wyborczej.

Lider PiS zaproponował nawet "sekundantów". - Możemy powołać zespół ekspertów, którzy zadbają, aby nikt nie łamał zasad.

Długo nie było wiadomo, o której godzinie konwencja się zacznie. Gdy pytaliśmy o to na początku tygodnia, słyszeliśmy: "może o 11.00", "może o 11.30", "nie wiem".

Wybrano 13.30, bo liderzy PiS chcieli wiedzieć, co powie Donald Tusk na rozpoczętej dwie godziny wcześniej konwencji samorządowej PO. Wychodząc na scenę Sali Kongresowej, mogli dzięki temu odpierać ataki rywali. I atakować.

Tak skonstruowane były przemówienia szefa MSWiA Ludwika Dorna, premiera Kazimierza Marcinkiewicza i Kaczyńskiego.

PiS się broni

Liderzy Platformy zarzucali np. PiS wrogość wobec samorządu, kult centralizmu, złe rządy i traktowanie polityki jak wojny.

- Przyjrzyjcie się mi, bo patrzycie na Łukaszenkę - ironizował Kaczyński.

- Witam partię polskiego państwa i polskiego samorządu. Partię, która powstała z zamysłu wielkiego polskiego samorządowca, a teraz prezydenta kraju Lecha Kaczyńskiego - zaczął z kolei Dorn. I on, i prezes powtarzali, że samorząd jest jednym z najważniejszych osiągnięć szesnastolecia. Ale ma też wady, które trzeba usunąć.

Marcinkiewicz odpierał krytykę rządu. Też za pomocą ironii. - Nasi przyjaciele z opozycji wciąż straszą - oświadczył witany owacją na stojąco. - Mówili, że benzyna będzie po 6 zł, a spadła poniżej 4. Przepowiadali w gospodarce wariant argentyński, a mamy ok. 4-proc. wzrost. Przepowiadali ucieczkę inwestorów, a mamy boom na giełdzie. Mówili, że nie znamy się na polityce zagranicznej, nie mamy kadr. A jest sukces budżetowy. Są wspaniałe sukcesy naszego prezydenta Lecha Kaczyńskiego - od Waszyngtonu, przez Paryż, po Berlin. Okrzyknięto nawet klęskę PiS na zimowych igrzyskach w Turynie. I akurat w tym czasie nasi kochani sportowcy zaczęli zdobywać medale.

Sala pękała ze śmiechu, ktoś obok szeptał do sąsiada "dobry jest, dobry".

PiS atakuje

Liderzy PiS zaczęli tymczasem przerzucać kamyczki na pole PO. Dorn ogłosił, że symbolem samorządności a la Platforma jest "układ warszawski", powracający do wielkiej polityki Paweł Piskorski i wybudowany przez niego w Warszawie tunel wzdłuż Wisły.

Ostrzegał, że zwycięstwo PO oznaczać będzie tworzenie "układów warszawskich" w całej Polsce. Potwierdza to - zdaniem Dorna - tekst Janusza Palikota (w "Gazecie Wyborczej"), w którym poseł PO gotów był powstrzymać PiS nawet z Sojuszem.

Szef MSWiA wyliczył: PiS musi wygrać wybory samorządowe, by "układ" powstrzymać, skończyć z korupcją, zapewnić uczciwe korzystanie ze środków europejskich. Wkrótce ujawni przykłady działania "układów" w kilku powiatach. Teraz zbiera dowody, które można obronić w sądzie.

- Nie nazywajmy tego fundamentalnego sporu wojną polityków, tylko sporem Polski solidarnej, w której jeden drugiego brzemiona nosi, z Polską liberalną czy raczej lumpenliberalną - powiedział Dorn.

Premier Marcinkiewicz wymieniał kolejne powody, dla których trzeba głosować na jego partię: - Bez współpracy rządu z samorządem nie zrealizujemy najważniejszych punktów naszego programu: dożywiania dzieci i programu dwóch milionów mieszkań w osiem lat. - Nasi przyjaciele z opozycji wzywają do "pokoju". My chcemy dać ludziom trzy pokoje z kuchnią - ironizował znów premier.

Kaczyński wezwał, by kampania samorządowa stała się początkiem "nowego, ożywczego ruchu społecznego". A PiS-owcy zapraszali na samorządowe listy: "uczciwych, ale zapomnianych uczestników walki lat 80.", "prawdziwą polską inteligencję wywodzącą się z tradycji AK, a nie PZPR czy KPP", działaczy z organizacji katolickich i "Solidarności", wreszcie młodzież.

- Idźmy razem, by nie zmarnować tego, co już zrobiliśmy - zagrzewał.

Było i o Białorusi

"Jako patriotyczna partia Polaków" PiS zaczął obrady od hymnu. Zaśpiewał go Marek Torzewski, znany wcześniej z konwencji PO. Kamiński mówił o nim jak o zdobytym na Platformie trofeum: - Zrozumiał, że tam śpiewają fałszywie.

Na koniec śpiewała Ilona Karpiuk z Białorusi.

Działacze PiS przynieśli na konwencję flagi polskie i białoruskie. O swojej niedawnej wyprawie za wschodnią granicę opowiadał poseł Marek Suski. - Nasz heroiczny kolega. Posłaniec wolności, którego przestraszył się Łukaszenko - przedstawił go Kamiński.

- W imię zasady "za waszą i naszą wolność" popieramy białoruskich demokratów. Zrobimy wszystko, by nadszedł świt wolności dla Białorusi - obiecał Kaczyński.