ABW tłumaczy się z notatki

Szef ABW Witold Marczuk tłumaczył się wczoraj sejmowej komisji służb specjalnych z notatki, którą Agencja zrobiła w sprawie Banku BPH. I czy nie próbowała wywrzeć presji na kierującego NBP Leszka Balcerowicza

Chodzi o poufny list od Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, którego istnienie ujawnił w środę Balcerowicz. Nie zdradził jednak jego treści. Zrobił to w Sejmie kilka godzin później premier Marcinkiewicz, zaprzeczając, że ma to coś wspólnego z presją służb specjalnych na Balcerowicza- szefa Narodowego Banku Polskiego i jednocześnie Komisji Nadzoru Bankowego. Ta ostatnia ma wydać zgodę na przejęcie akcji Banku BPH przez włoskie UniCredito.

ABW poinformowała w liście, że władze włoskiego UniCredito zakazały bankowi Pekao SA i jego spółkom zależnym (m.in. polskim funduszom inwestycyjnym Pioneera) kupowania akcji BPH. - To mogło spowodować obniżenie rentowności tych funduszy i ich klientów - zauważyła ABW.

Przestępstwa nie było, to po co notatka?

Wczoraj sprawą listu zajęła się sejmowa speckomisja, która za zamkniętymi drzwiami rozmawiała z Marczukiem. - Sprawa nie jest zakończona, bo pan Marczuk na każde pytanie odpowiadał wymijająco, tłumacząc się ekonomiczną niewiedzą. Powiedział jednak jasno, że UniCredito nie naruszyło prawa.Nie potrafił wyjaśnić, po co była ta notatka - ocenia Paweł Graś (PO). Według Grasia Marczuk zapewniał, że ABW działała rutynowo, w ramach swoich kompetencji. - Na następne posiedzenie będziemy chcieli wezwać osoby bezpośrednio odpowiedzialne za sporządzenie tej notatki. Chcielibyśmy się przekonać, czy rzeczywiście było to działanie rutynowe, czy też wykraczające poza normę - mówi Graś. Jego kolega z PO Marek Biernacki dodaje, że posłowie nie chcieliby zniechęcić oficerów ABW, którzy "na pewno rzetelnie wykonują swoje obowiązki". - Musimy upewnić się, czy to nie było działanie jednorazowe, na polityczne zlecenie - tłumaczy Biernacki. Marek Opioła reprezentujący w komisji PiS uważa, że wyjaśnienia Marczuka były wystarczające, a wątpliwości już wcześniej rozwiał premier. - To była rutynowa procedura. Całej sprawy by nie było, gdyby pan Balcerowicz nie ujawnił istnienia tej notatki. Nie wiem, dlaczego to zrobił. Premier nie miał innego wyjścia, musiał ją odtajnić, żeby przeciąć spekulacje.

Fachowcy o kompetencjach ABW

Jednak osoby związane z rynkiem finansowym całą sprawę bagatelizują i krytycznie oceniają kompetencje ekonomiczne ABW. - Nie widzę tutaj żadnego problemu. Zwłaszcza że zakaz nie dotyczył otwartych funduszy inwestycyjnych [zdecydowana większość działających w Polsce]. W ramach grupy kapitałowej normalnym zjawiskiem jest unikanie podejrzeń o konflikt interesu - powiedział "Gazecie" prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami Marcin Dyl.

Zbigniew Jagiełło, prezes TFI Pioneer Pekao: - W Polsce nie mamy takich funduszy w grupie TFI Pioneer Pekao, których dotyczyłby wspomniany zakaz.

W czwartek w południe sprawę rozstrzygnęła Komisja Papierów Wartościowych i Giełd - strażnik prawa na krajowym rynku kapitałowym i jednocześnie nadzorca funduszy inwestycyjnych. - Z posiadanych informacji i wstępnych analiz dotyczących m.in. zachowania podmiotów, do których zostało skierowane zalecenie UCI, nie wynika, żeby doszło do naruszenia przepisów prawa rynku kapitałowego przez podmioty nadzorowane przez Komisję - czytamy w przesłanym nam komunikacie podpisanym przez rzecznika KPWiG Łukasza Dajnowicza.

ABW: to nasz obowiązek

- Samo to, że ABW sporządziła i przesłała notatkę, nie jest niczym dziwnym i nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek ingerencją. Dziwne byłoby, gdyby takiej notatki nie przesłała. Te tysiące funkcjonariuszy za coś przecież dostają pieniądze - tłumaczy wysoki oficer Agencji i przypomina, że jednym z zadań ABW jest ochrona interesów ekonomicznych państwa i rozpoznawanie przestępstw, które mogą godzić w te interesy. - Oznacza to monitorowanie newralgicznych sektorów gospodarki: energetyczno-paliwowego, zbrojeniowego i bankowo-ubezpieczeniowego. Informacje o ewentualnych zagrożeniach przesyłane są do odpowiednich urzędów. Tak było np. ze sprawą kontraktu, który Orlen miał w 2002 r. podpisać z J&S. W takich sytuacjach rolą służb specjalnych jest ostrzeganie o niebezpieczeństwach, tak żeby urzędnicy nie mówili potem, że o niczym nie wiedzieli - podkreśla ten sam rozmówca.