Ludzie piszą skargi do ministra Ziobro

Od kiedy Zbigniew Ziobro został ministrem sprawiedliwości, liczba skarg przychodzących do resortu wzrosła kilkakrotnie

Wcześniej do wydziału skarg i wniosków w resorcie sprawiedliwości przychodziło ok. 2 tys. listów miesięcznie. Ludzie skarżyli się na niesprawiedliwe wyroki, umorzone śledztwa lub opieszałość prokuratorów i sędziów. Tymczasem tylko w styczniu do wydziału wpłynęło ponad 8 tys. takich pism od ludzi. Biuro ma ledwie kilku pracowników. Każdy powinien przeczytać ok. 50 skarg dziennie.

- Nie dajemy już rady! Za mało ludzi, żeby to przeczytać. Takiej liczby skarg nigdy nie było - mówi Bernadetta Misiewicz z wydziału skarg Ministerstwa Sprawiedliwości. Podobnie zdanie ma Halina Kwaśna z kancelarii głównej ministerstwa. - Przychodzą listy w trzech-czterech workach. Większość idzie do wydziału skarg. To, co się teraz dzieje, to rzecz niesłychana - mówi. Zwłaszcza że jedna skarga to czasami sto stron i drugie tyle załączników. Tak jak w przypadku Kazimierza Olechy, który przysłał pismo do naszej redakcji i kopię do ministerstwa. Na 112 stronach opisuje kradzież w domu sprzed ośmiu lat i domaga się wznowienia śledztwa.

Po lekturze w resorcie każdy list musi być skierowany do prokuratury w danym rejonie. Tam przechodzi do wyznaczonego prokuratora i musi być zbadany, czy zawiera nowe dowody dla sprawy. Rzecznik ministra Ziobro Julita Sobczyk przyznaje, że obudzili się nawet ludzie, którzy chcą wznowienia spraw przedawnionych 20 lat temu. - Jest pismo dotyczące wypadku samochodowego z 1982 r. Autor twierdzi, że to było zabójstwo, i żąda złapania sprawcy - mówi Sobczyk. Dodaje, że nadmiar tych skarg już zalewa prokuratury w całym kraju, które muszą na nie odpowiedzieć w ciągu 30 dni.

Np. szefowa prokuratury w Łobzie już dostała kilka razy więcej takich skarg z ministerstwa. - Musimy się nimi zająć, choć wiele dotyczy takich spraw jak wyburzenie komina - żali się prokurator Klaudia Karpińska-Gęsikiewicz. Ryszard Jóźwiak z poznańskiej prokuratury: - Wzrost liczby skarg jest porażający. Najgorsze, że często dotyczą śledztw już dawno zamkniętych i drobnych. A trzeba się nimi zająć. To może grozić paraliżem bieżącej pracy prokuratury.