"Grosik": jak tanio być związkowcem

Związkowiec podchodzi do kasy w bielskim Kinopleksie. Pokazuje kartę, na której są: symbol ?Solidarności?, imię i nazwisko oraz kod kreskowy. Pani sprzedająca bilety wie, że przysługuje mu zniżka: za bilet płaci w zależności od dnia 14-16 zł, zamiast 15-19 zł. Podobnie w kilku aptekach, myjni samochodowej w Rudzie Śląskiej, kwiaciarni w Bieruniu, sklepie rowerowym w Lędzinach, zajeździe Rzepka w miejscowości Kalety Zielona, studiu fryzjerskim Figaro w Rudzie Śląskiej - ogółem w ponad stu miejscach na Podbeskidziu i Śląsku

Te wszystkie przywileje są możliwe dzięki "Grosikowi", autorskiemu programowi podbeskidzkiej "Solidarności". Spośród 20 tys. związkowców korzysta z niego prawie 16 tys. osób. Zniżki sięgają od 3 do nawet 50 proc., a średnio ok. 10 proc.

Piotr Gołąb, koordynator ds. rozwoju związku, który wymyślił "Grosik", tłumaczy, że podobne programy mają związki zawodowe w całej Europie. - Wielu spośród naszych związkowców to ludzie o niskich dochodach. Ten program ma im ułatwić życie, pomóc w zrobieniu tańszych zakupów. Poza tym chodzi tu o promocję naszego związku. Jak wszystkim zależy nam, by mieć jak najwięcej członków - mówi Gołąb.

Związkowcy nie rozmawiają o zniżkach z hipermarketami czy sieciami stacji benzynowych. Wybierają polskie firmy. - Na przykład małe sklepiki na osiedlach, małe stacje benzynowe. Ich właściciele zyskują na umowach z nami, bo mają więcej klientów - dodaje Gołąb.

Maciej Kwit, menedżer bielskiego Kinopleksu, mówi, że nie liczył, ilu związkowców skorzystało już z tańszych biletów do kina. - Ale widzę, że przychodzą do nas - uważa.

- "Solidarność" to kilkanaście tysięcy ludzi, więc można zdobyć dzięki tym kartom choć kilkudziesięciu klientów więcej - mówi pracownik jednej ze stacji benzynowych.

Pomysł podoba się także samym związkowcom: - Wolę mieć pieniądze zaoszczędzone dzięki karcie, niż manifestować przed zakładem, żądając podwyżki. To wreszcie konkretna rzecz dla ludzi - uważa jeden ze związkowców.

Podobne programy chcą wprowadzić u siebie inne regiony "Solidarności", m.in. śląsko-dąbrowski. Dariusz Wasielewski, rzecznik prasowy Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność", chwali pomysł. - Na tym programie korzystają ludzie, a przecież o to chodzi. Jest się czym pochwalić, pokazać, co robią związki zawodowe, mówić o nich nie tylko przy okazji strajków - uważa Wasielewski.

Patrycja Gutowska, rzeczniczka prasowa warszawskiej centrali OPZZ, mówi, że jej związek nie ma na razie żadnego programu lojalnościowego na szczeblu centralnym. Takie programy są, ale w poszczególnych zakładach. - W maju będziemy mieli kongres, podczas którego zostanie ustalona strategia działania na najbliższe cztery lata. Chcemy się wówczas zastanowić, jak zwiększyć liczbę członków OPZZ, przygotować jakieś programy zachęcające ludzi do wstępowania w nasze szeregi - mówi Gutowska.