Pekin rusza na wieś pomagać chłopom

Na dorocznej sesji parlamentu chiński premier przypomniał o wsi - wielkim zaniedbaniu chińskich reform - i obiecał jej darmową szkołę i podniesienie poziomu życia.

Fasadowy parlament, który zebrał się na dorocznej dziesięciodniowej sesji wiosennej, o niczym nie decyduje, ale ze względu na raczej tajny sposób sprawowania władzy w Chinach sesja uważana jest za główne wydarzenie polityczne.

Dlaczego wieś się burzy

Premier Wen nie krył niepokoju - według oficjalnych danych w 2005 r. w Chinach doszło do 87 tys. protestów społecznych, z których większość wywołali wywłaszczeni chłopi walczący o odszkodowania. Ziemia należy do państwa, a chłopom przysługuje tylko prawo jej użytkowania. Jednak lokalni urzędnicy, którzy są punktowani za nakręcanie wzrostu gospodarczego, wchodzą w spółki z inwestorami, wnosząc jako wkład grunty budowlane odbierane wsi. Ponieważ odszkodowania za nie przeważnie giną w kieszeni władzy, zdesperowani chłopi buntują się - w grudniu w konflikcie we wsi Dongzhou na południu Chin zginęły wg oficjalnych źródeł trzy osoby, a wg nieoficjalnych - kilkanaście.

Demontując maoizm, od początku lat 80. przywódcy partii, która doszła do władzy pod sztandarami wyrównywania chłopskich krzywd, o wsi zapomnieli. Skupili się na miastach, w których mieszka pół miliarda ludzi, 40 proc. ludności. Odpowiedzialność za wiejskie szkoły i szpitale zrzucono na barki tysięcy powiatów, nie przekazując im środków wystarczających choćby na pensje urzędników. Ci radzą więc sobie sami - łupią wieś, a kosztami utrzymywania szkół i lekarzy obciążają chłopów. Pod względem dostępności opieki zdrowotnej Chiny są na 187. miejscu wśród 190 krajów z listy Światowej Organizacji Zdrowia, 90 proc. obywateli nie ma ubezpieczeń, dwie trzecie omija szpital, bo za drogi, i leczy się u znachora.

Co obiecuje się chłopom

Teraz premier Wen obiecuje poprawić sytuację 750 mln wieśniaków, których dotąd omija boom gospodarczy. Na mieszkańca wsi przypada obecnie 400 dol. dochodu rocznie, a na miastowego - trzy razy tyle. Różnice są faktycznie większe, ponieważ z programów socjalnych państwa korzysta głównie miasto. Chłopi, nieobjęci ubezpieczeniami, utrzymują szkoły i płacą za opiekę zdrowotną.

Proponowane wyjście to doinwestowanie wsi, które zdaniem Wena opłaci się i miastom, bo zwiększy popyt wewnętrzny - rozwój Chin napędza eksport i inwestycje w infrastrukturę.

- Budowa socjalistycznej wsi to historyczne zadanie - mówił Wen, zapowiadając przeznaczenie 42,3 mld dol. na poprawę infrastruktury wiejskiej; to o 14 proc. więcej niż rok wcześniej.

Po raz pierwszy od początku reformy rynkowej w 1979 r. Pekin chce zapewnić wsi darmową szkołę. Konstytucja zakłada dziewięcioletni obowiązek szkolny, ale nie mówi, kto ma za to płacić. Chiny mające 820 mld dol. rezerw dewizowych przeznaczały dotychczas 2,8 proc. budżetu na edukację, teraz wskaźnik ten wzrośnie do 4 proc. Z darmowych podręczników, zwolnienia od opłat za internaty i stołówkę skorzystają w pierwszej kolejności uczniowie z zachodnich, czyli najbiedniejszych części Chin.

"Los Angeles Times" pisze o chińskim "New Dealu", odpowiedniku programu Roosevelta, który ułatwił Ameryce wyjście z Wielkiego Kryzysu lat 30. Inne komentarze są mniej optymistyczne, bo pieniądze z budżetu centralnego ginęły już niejednokrotnie w kieszeniach lokalnej skorumpowanej do cna biurokracji. Nie ma też mowy o zmianach systemowych, zniesieniu obecnego systemu meldunkowego, hukou, który dzieli Chińczyków na "miejskich" i "wiejskich", przy czym ci drudzy są obywatelami II kategorii, czy o przyznaniu rolnikom prawa do dysponowania ziemią.

Premier pochwalił się 9,9-proc. wzrostem gospodarczym w 2005 r., ale wyliczył też słabe strony gospodarki: produkcję na skład, nadmierne inwestycje, spadek cen i rosnące ryzyko finansowe. W części poświęconej Tajwanowi uważanemu w Pekinie za "zbuntowaną prowincję" znalazło się potępienie tamtejszego prezydenta Chen Shui biana za "secesjonizm", ale Wen powstrzymał się od wojowniczych sformułowań.

Zainteresowanie zagranicznych mediów wzbudziła zapowiedź rekordowego podniesienia wydatków wojskowych o 35,3 mld dol., czyli 14,7 proc. Choć Chiny tłumaczą, że to środki na płace, szkolenia i podstawowe wyposażenie, to według Pentagonu armia chińska zaniża trzykrotnie swój rzeczywisty budżet.

Jak co roku przed sesją okolice placu Tiananmen, gdzie obraduje chińskie zgromadzenie, znalazło się pod ścisłym nadzorem. Na kilka dni wcześniej policja oczyściła stolicę z autorów petycji, którzy co roku przyjeżdżają z całych Chin w nadziei, że zostaną wysłuchani.