Wróci sprawa listy Wildsteina?

Wznowienia śledztwa w sprawie wycieku ?listy Wildsteina" z IPN chce od ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro generalny inspektor ochrony danych osobowych Ewa Kulesza

- Prawo nie daje mi możliwości odwołania się od umorzenia śledztwa. Ale do tej pory zwracałam się w takich sytuacjach do prokuratora generalnego. I często moja prośba była uwzględniana. Mam nadzieję, że tak będzie i tym razem, bo sprawa jest bez precedensu: chodzi o ważną państwową instytucję i tysiące pokrzywdzonych ludzi - powiedziała "Gazecie" Kulesza.

GIODO złożył doniesienie do prokuratury po kontroli, którą przeprowadził w IPN po wycieku tzw. listy Wildsteina. Prokuratura dla Warszawy-Pragi badająca sprawę wycieku "listy Wildsteina" nie ustaliła, kto przekazał Bronisławowi Wildsteinowi, wówczas dziennikarzowi "Rzeczpospolitej", listę ponad 160 tys. nazwisk występujących w archiwach IPN-u. Uznała, że zbiory były należycie zabezpieczone i że prezes Instytutu nie popełnił przestępstwa niezgłoszenia baz danych osobowych do GIODO, bo takie przestępstwo można popełnić tylko umyślnie. Śledztwo umorzono dwa tygodnie temu z powodu niepopełnienia przestępstwa.

- Sytuacja jest absurdalna. To tak, jakby uznać, że nie jest winny przedsiębiorca, który nie zapłacił podatku i tłumaczy się, że nie wiedział, zapomniał albo nie miał czasu - uważa min. Kulesza.

- Jeśli jakieś przepis nie przewiduje nieumyślnej formy popełnienia przestępstwa, to znaczy, że można je popełnić tylko umyślnie - powiedział "Gazecie" karnista, prof. Andrzej Gaberle. - A skoro prof. Kieres mylił się co do swojego obowiązku zgłoszenia danych, to nie można mu przypisać winy umyślnej. Prokuratura mogła jednak zbadać odpowiedzialność szefa IPN za przestępstwo niedopełnienia obowiązku ciążącego na funkcjonariuszu publicznym. Można bowiem argumentować, że szef bardzo ważnej instytucji publicznej powinien dochować szczególnej staranności badając, czy ma obowiązek rejestracji baz danych. Np. zwrócić się z zapytaniem do GIODO, zamówić ekspertyzy prawne.

Kulesza nie rozumie też, dlaczego prokuratura uznała, że IPN dopełnił obowiązku zabezpieczenia danych: - Dostarczyłam prokuraturze 1100 stron raportu pokontrolnego, w którym wykazaliśmy liczne uchybienia w zabezpieczeniu danych - mówi.

Kulesza nadal ma zastrzeżenia do wykonywania ustawy o ochronie danych osobowych przez IPN. - Po zeszłorocznej kontroli wydaliśmy IPN-owi decyzję ze szczegółowymi zaleceniami. Decyzja jest prawomocna, ale mimo pisemnych próśb nie otrzymaliśmy dokumentów świadczących o tym, że jest wykonywana. Niestety, nie mam żadnych środków egzekucji swoich decyzji - mogę co najwyżej złożyć doniesienie do prokuratury o naruszeniu ustawy o ochronie danych osobowych.