Przedoskarowe typy "Gazety"

"Tajemnica Brokeback Mountain" czy może "Capote"? Ang Lee, czy Steven Spielberg? Philip Seymour Hoffman, czy Heath Ledger? W nocy z niedzieli na poniedziałek dowiemy się kto zgarnie tegoroczne Oskary. Dziś typują nasi recenzenci

Oto nasze typy:

Jacek Szczerba

Żadnych sensacji podczas tegorocznego rozdania Oscarów się nie spodziewam. To będzie wieczór zaangażowany (prawa dla gejów) i polityczny (pod hasłem "przywalić Bushowi"). Z pewnością zadba o to Jon Stewart, nowy prowadzący ceremonię, dowcipny komik znany z telewizyjnych kpin m.in. z Białego Domu.

Statuetkę dla najlepszego filmu dostanie "Tajemnica Brokeback Mountain" Anga Lee, a jego samego wybiorą pewnie najlepszym reżyserem. Steven Spielberg z kontrowersyjnym "Monachium" będzie się musiał obejść smakiem.

Zdziwiłbym się, gdyby Philip Seymour Hoffman nie zdobył Oscara za rolę Trumana Capote'a w "Capote", a Reese Witherspoon za June Carter, czyli żonę Johnny'ego Casha, w "Spacerze po linie". Sposób, w jaki ta aktorka uciekła od dotychczasowego wizerunku "legalnej blondynki", musiał zrobić wrażenie na członkach Akademii Filmowej. Witherspoon może ewentualnie zagrozić Felicity Huffman grająca w "Transamerica" mężczyznę, który szykując się do operacji zmiany płci, dowiaduje się, że ma nastoletniego syna.

Za rolę drugoplanową Oscary zgarną: Michelle Williams (zdradzana żona Heatha Ledgera z "Tajemnicy Brokeback Mountain") i George Clooney (poczciwy agent w obrzydliwej CIA, w "Syrianie").

W demokratyczno-postępowy klimat uroczystości wpisze się też pewnie statuetka dla palestyńskiego "Paradise Now" Hany'ego Abu-Assada, o 48 godzinach z życia dwóch Palestyńczyków, którzy godzą się pojechać do Tel Awiwu jako zamachowcy-samobójcy.

Tadeusz Sobolewski

Najlepszy aktor - dla mnie bez wątpienia Heath Ledger jako Ennis w "Tajemicy Brokeback Mountain". Jego talent potwierdzają dwie inne tegoroczne role: w komedii "Casanova" Lasse Hallstroema i w "Candy" Neila Armfielda. Ten Australijczyk jest równie przekonujący jako tragiczny biseksualista, jako zdobywca kobiet i jako kochanek narkoman. Szczególne połączenie nieokrzesania i liryzmu; namiętność, delikatność, słabość ukryte pod maską mocnego faceta o zaciśniętych zębach. Mam kłopot z rolą żeńską, bo nie widziałem słynnej Judi Dench w filmie Stephena Frearsa "Mrs. Henderson presents" w roli właścicielki londyńskiego teatru rewiowego z lat 30. Drugoplanowa żeńska: Rachel Welsz w "Wiernym ogrodniku".

Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny dałbym Woody'emu Allenowi za nakręcony w Londynie psychologiczny kryminał "Match Point". W twórczości manhattańskiego kameleona jest to nowe słowo: ani śladu Nowego Jorku, film w charakterze stuprocentowo brytyjski, jakby noblista Pinter pisał scenariusz.

Najlepszy film nieangielskojęzyczny - "Paradise Now" Hany Abu-Assada, taki palestyński "Popiół i diament", pierwszy film stamtąd, jaki znam, który tak mocno podważa sens walki i terroryzmu. A przy tym niezłe kino.

Najlepsze zdjęcia (przynajmniej tyle!) dla Emmanuela Lubezkiego za "Nowy Świat" Terence'a Malicka. Film do kontemplowania, jak wielka, ożywiona fotografia, która zaprasza do wnętrza. Dziewiczy świat Indian północnoamerykańskich i XVII-wieczny dwór brytyjski oglądany obcym okiem, jak nieznana planeta.

Najlepszy reżyser - Steven Spielberg za "Monachium" - niby dokumentalną, ale fantastyczną historię izraelskich "siedmiu samurajów". Film o sprawiedliwej zemście, przełamany zwątpieniem.

Najlepszy film - "Brokeback Mountain" Anga Lee. Z głębokim przekonaniem.