Pakistan wita pogróżkami prezydenta Busha

Tysiące ludzi w całym Pakistanie protestowały wczoraj przeciw przyjazdowi prezydenta USA. W podobnych protestach w Indiach zginęły trzy osoby

Antybushowskie demonstracje przetoczyły się przez wszystkie większe miasta Pakistanu. Duża w tym zasługa muzułmańskich duchownych, którzy ogłosili, że Bush przybywa, żeby "zniewolić Pakistańczyków", oraz partii islamskich, które wezwały do ogólnokrajowego strajku przeciw publikowaniu na Zachodzie karykatur Mahometa.

W efekcie cały Pakistan został sparaliżowany. Na cztery spusty pozamykano sklepy i fabryki, nie działała komunikacja. W Indiach niedaleko pakistańskiej granicy muzułmanie zabili trzech Hindusów, którzy nie chcieli zamknąć swoich kramów. Tam demonstracje przeciwko Bushowi zamieniły się w starcia wyznawców hinduizmu z muzułmanami.

W Karaczi, największym mieście Pakistanu, tłum maszerował na konsulat USA, skandując: "Naród chce głowy Busha!". Policja użyła gazu łzawiącego, żeby rozpędzić tysiąc demonstrantów, którzy rzucali kamieniami i szykowali się do szturmu na budynek. W Islamabadzie policja spałowała kilkuset szyitów, którzy skandowali: "Bush morderco, idź precz!" i "Niech żyją talibowie!". - Próbowali blokować główną szosę, dlatego zostali rozproszeni - wyjaśniał komendant policji. W innych miastach demonstranci ograniczali się do okrzyków, palenia flag Danii, USA i karykatur Busha, czemu siły porządkowe przyglądały się pobłażliwie.

Bush wylądował w Pakistanie w piątek wieczorem. Prezydent Pakistanu generał Pervez Musharraf w odróżnieniu od większości swoich poddanych jest przyjacielem Amerykanów i wiernym sojusznikiem w wojnie przeciw terroryzmowi. Przeżył już kilka zamachów, które przygotowała nań al Kaida.

Przed wizytą przedsięwzięto nadzwyczajne środki ostrożności, a jednak i tak w czwartek przed konsulatem USA w Karaczi wybuchł samochód-pułapka. Trwa w tej sprawie śledztwo, do którego zaproszono FBI. Prezydent Bush będzie chroniony przez trzy pierścienie ochrony. Na wzgórzach dookoła Islamabadu rozmieszczono obserwatorów, a specjalne zagłuszacze uniemożliwią zdalne odpalenie ewentualnych bomb po drodze z lotniska.