UE walczy o wspólną Serbię i Czarnogórę

Unia Europejska mnoży trudności przed Czarnogórą, która ma ochotę oderwać się od Serbii. Bruksela wymusiła, że planowane na wiosnę referendum będzie wiążące tylko wtedy, gdy niepodległość malutkiej republiki poprze 55 proc. obywateli

Wczoraj parlament Czarnogóry ustalił, że referendum odbędzie się 21 maja, a w środę - po ośmiu godzinach debaty - przyjął jego zasady narzucone przez Unię. Pomysłodawcą egzotycznego 55-proc. progu jest Javier Solana, koordynator unijnej dyplomacji. Gdyby taki próg przyjąć w referendach o wejściu do Unii, nie przystąpiłaby do niej np. Szwecja. Sondaże wskazują, że za oderwaniem od Serbii opowiada się 43 proc. Czarnogórców (31 proc. jest przeciw, 24 proc. się waha), zatem należy oczekiwać, że głosowanie pod dyktando Solany będzie emocjonujące do ostatniej chwili.

55-proc. próg poparli unijni szefowie MSZ, którzy debatowali w poniedziałek w Brukseli. UE od początku była największą entuzjastką państwa Serbów i Czarnogórców - do tego stopnia, że złośliwi nazywają je Solanlandią. Już w 2002 r., kiedy Solanlandia powstawała na gruzach Jugosławii Slobodana Miloszevicia, Czarnogórcy chcieli referendum niepodległościowego. Pod presją Brukseli zgodzili się odłożyć je o trzy lata, żeby dać szansę nowemu państwu. Europejscy dyplomaci obawiali się, że zakłócenie status quo na Bałkanach zdestabilizuje sytuację. Serbscy radykałowie zapowiadali, że na secesję się nie zgodzą, a zaledwie trzy lata wcześniej bunt albańskiego Kosowa przeciw Belgradowi zakończył się krwawą wojną i nalotami NATO.

Jednak Solanlandia znajduje się w permanentnym kryzysie politycznym. Rok temu przestał istnieć parlament federalny, bo w Czarnogórze nie rozpisano wyborów. Oba kraje są gospodarczo odrębne, a w Czarnogórze walutą państwową jest euro. Wspólny pozostaje w zasadzie tylko pozbawiony kompetencji prezydent federacji oraz ministrowie spraw zagranicznych i obrony.

- Referendum w Czarnogórze to bardzo kontrowersyjna sprawa - mówi "Gazecie" wiceminister spraw zagranicznych Stanisław Komorowski. - Chodzi o to, żeby wynik tego referendum był rzeczywistym odzwierciedleniem woli społeczeństwa. Nie może pozostawić żadnych wątpliwości. I stąd właśnie wzięło się te 55 proc. - wyjaśnia Komorowski.

Premier Czarnogóry Milo Djukanović, główny rzecznik niepodległości, długo namawiał unijnych dyplomatów na odstąpienie od progu. - Absurdem jest odmawianie niepodległości, jeśli popiera ją 54,9 proc. obywateli - argumentował. Ale ostatecznie także on uległ. Solana groził, że Unia nie uzna referendum bez progu, a Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie nie pośle na głosowanie swoich obserwatorów.

Jeśli 21 maja Czarnogóra mimo wszelkich utrudnień wybierze niepodległość, będzie ostatnią republiką byłej Jugosławii, która zerwie z Serbią. W latach 90. z federacji kolejno odchodziły Słowenia, Chorwacja i Bośnia, płacąc za to łączną cenę około 200 tys. zabitych.