Ludobójstwo w Bośni przeliczone na dolary

Aż 100 mld dolarów odszkodowania za zbrodnie wojenne domagają się Bośniacy od rządu Serbii. Proces przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości zaczął się wczoraj w Hadze. Tymczasem główny serbski zbrodniarz wojenny gen. Ratko Mladić chce podobno aż 10 mln euro za poddanie się

Po raz pierwszy w historii ONZ-owskiego trybunału o zbrodnię ludobójstwa zostało oskarżone całe państwo. - Władze w Belgradzie wepchnęły bośniackich muzułmanów i Chorwatów na ścieżkę prosto do piekła usłaną trupami, rumowiskami, rozbitymi rodzinami i zmarnowanymi życiorysami - mówił haskim sędziom przedstawiciel Bośni Sakab Softić. W bośniackiej wojnie domowej (1992-95) zginęło od 100 do 200 tys. ludzi, głównie muzułmanów. W skardze, która 13 lat czekała na rozpatrzenie, Bośnia domaga się od Belgradu astronomicznego odszkodowania w wysokości 100 mld dol.

Oskarżyciele skoncentrują się zapewne na zbrodni w Srebrenicy, gdzie w lipcu 1995 r. Serbowie rozstrzelali 8 tys. muzułmańskich mężczyzn i chłopców. Jest ona dobrze udokumentowana, bo od wielu lat zajmuje się nią Trybunał ds. Zbrodni w b. Jugosławii, także z siedzibą w Hadze. Stoi przed nim były prezydent Serbii Slobodan Miloszević. Jednak podobnie jak w jego procesie udowodnienie winy Serbii jako państwu będzie niezwykle trudne. Formalnie nie była ona stroną w bośniackiej wojnie domowej i wciąż nie udało się niezbicie wykazać, że rząd w Belgradzie kierował działaniami Serbów w Bośni.

Prawnicy serbscy twierdzą zresztą, że pozew należy oddalić ze względów formalnych: w latach 90. państwo Miloszevicia nie było

członkiem ONZ, więc nie można sądzić go za hipotetyczne złamanie ONZ-owskiej konwencji o ludobójstwie z 1948 r. - Bośniacy mówią, że chodzi im o prawdę, ale żądają 100 mld dol. - komentował wczoraj wicepremier Serbii Miroljub Labus. - To igranie z ogniem. Dużo lepiej byłoby, gdyby zgodzili się na dyplomatyczne rozwiązanie.

Rozprawa potrwa do maja i w przeciwieństwie do procesu Miloszevicia będzie zamknięta dla mediów. Potem 16 sędziów zastanowi się nad werdyktem, co potrwa kilka miesięcy. Od wyroku nie będzie apelacji, ale z drugiej strony Trybunał nie ma żadnych możliwości, żeby go wyegzekwować. W zeszłym roku orzekł np., że mur oddzielający Izrael do Palestyńczyków ma być rozebrany, ale wyrok został całkowicie zignorowany. Dlatego Serbia nie musi przesadnie martwić się o wynik haskiego procesu.

Dużo więcej zmartwień przysparza jej gen. Ratko Mladić, niegdysiejszy bohater narodowy, od 10 lat oskarżony przez prokuratorów ONZ o zbrodnie wojenne w Bośni. Generał ukrywa się zapewne gdzieś w Serbii. ONZ i kraje zachodnie coraz gwałtowniej domagają się jego wydania. UE grozi, że jeśli nie zostanie przekazany do Hagi, zawiesi z Belgradem rozmowy o stowarzyszeniu.

Kilka dni temu świat obiegły wieści o zakulisowych negocjacjach ze zbiegiem. Wczoraj brytyjski "Times" i serbski "Blic" napisały, że Amerykanie zaoferowali generałowi 5 mln dol. za poddanie się (dostałaby je rodzina). Negocjacje załamały się, bo zbieg domaga się 10 mln euro, a więc ponad dwa razy więcej.

Mladić był podobno w zeszłym tygodniu w Belgradzie, gdzie potajemnie rozmawiał z wysłannikami USA. Jest w fatalnym stanie psychicznym i dodatkowo żąda "honorowego" traktowania: telewizja ma nie pokazywać go w kajdankach, a do Hagi chce lecieć prosto z Belgradu. Na to nie zgadza się z kolei rząd Serbii, który nie chce podpaść nacjonalistycznym wyborcom. W piątek około 10 tys. ludzi demonstrowało w Belgradzie przeciw wydawaniu Mladicia. Dlatego rząd wolałby, żeby generał "odnalazł się" w Bośni i stamtąd poleciał do Hagi.