Bilet dawaj, bo jak nie to...

Recydywiści po wyrokach za najcięższe przestępstwa są kontrolerami w autobusach i chodzą z pistoletami za pasem

To nie żart: tacy ludzie są zatrudnieni przez łódzką agencję ochrony Arsen, która świadczy usługi dla przewoźników w wielu miastach całej Polski. Tymczasem żeby dostać pracę kontrolera, nie można mieć kryminalnej przeszłości.

Kto pracuje w Arsenie? Od listopada zeszłego roku Waldemar C. Ma 42 lata, z czego 22 spędził za kratkami. Nie siedział tylko w czterech zakładach karnych na terenie kraju. - Od najmłodszych lat byłem przeciwko prawu. Lubowałem się w broni, napadach na konwoje - opowiada Waldemar C., który na swoim koncie ma również usiłowanie zabójstwa. Z pracy wspomina dyżury w nocy, kiedy zabierał ze sobą broń. - Dwa razy jej użyłem, żeby postraszyć pasażerów - chwali się.

Został zwolniony 31 stycznia. Powód? Nie wykonał normy 400 kontroli miesięcznie.

Wciąż pracuje Tadeusz A., który przed półtora rokiem opuścił Zakład Karny w Kluczborku. W więzieniu spędził łącznie kilkanaście lat, w tym za zabójstwo. Agencja przed kilkoma dniami przedłużyła z nim umowę.

Jest też kontrolerka D., która ma za sobą wyrok za fałszowanie dokumentów.

Kierownictwo MZK w Kędzierzynie-Koźlu, które korzysta z usług agencji Arsen, jest zszokowane wiadomościami o kontrolerach recydywistach. - Wyciągniemy konsekwencje z zerwaniem umowy włącznie - zapowiada Antoni Capała, dyrektor MZK.

Agencja ochrony Arsen współpracuje z 26 firmami przewozowymi na terenie całego kraju, m.in. w Gnieźnie, Kaliszu, Koszalinie, Olsztynie, Radomiu, Słupsku, Toruniu czy Zielonej Górze. Przedstawicielka Arsenu Urszula Staniszewska twierdzi, że aby dostać pracę kontrolera, trzeba m.in. przedstawić zaświadczenie o niekaralności.