PO się mości w opozycji

Na dobrą sprawę Platforma dopiero od teraz zaczyna być partią w opozycji. Dopiero bowiem po zamieszaniu z paktem stabilizacyjnym można przypuszczać, że ten Sejm chwilę potrwa. I że zaraz nie będzie wyborów. Trzeba więc się nastawiać na zwykłe, żmudne i bezradne życie partii w opozycji

- Jeszcze tydzień temu naszym pomysłem było szykowanie się do trudnej, bo ostrej, kampanii wyborczej. Temu było wszystko podporządkowane - mówi jeden z polityków Platformy.Teraz problem wyborów zniknął za horyzontem.

Codziennością stały się wystąpienia gabinetu cieni PO. Po każdym posiedzeniu rządu odpowiednicy ministrów z PO komentują w Sejmie przed dziennikarzami szczegółowe decyzje rządu. A to dotyczące kwot mlecznych, a to wad jakiejś dyrektyw unijnej, a to ochrony środowiska.

Cienie się nie przebijają

Takie gabinety cieni konstruowały już opozycje w poprzednich Sejmach. Problem z nimi jest taki, że się nie przebijają do wyborców. Bo tych ewentualnie interesuje to, co zrobił rząd, ale szczegóły stanowiska opozycji - już mniej.

Na tym zresztą polega trudność wszystkich partii bycia w opozycji. Przebijają się tylko fajerwerki, czyli ostre polityczne wypowiedzi. Ale wtedy takiej fajerwerkowej opozycji zarzuca się, że nie ma nic merytorycznego do powiedzenia.

Paradoksalnie gabinetowi cieni najbardziej więc przysłużył się premier Kazimierz Marcinkiewicz, nazywając go "cieniasami". Kopanie bowiem przez premiera opozycji zjednuje jej sympatię, a z premiera zdziera opinię polityka nieagresywnego.

Podrzucanie porzuconych obietnic

Innym pomysłem PO na opozycję jest składanie w Sejmie projektów, które PiS lansował w kampanii. Jan Rokita w "Siódmym dniu tygodnia" w Radiu Zet zapowiedział, że PO zgłosi PIS-owskie projekty obniżenia podatków. A ponieważ na to może nie być w budżecie pieniędzy, PiS musiałby się przyznać, że obiecywał w kampanii gruszki na wierzbie.

Jest to działanie nękające, ale nie musi być skuteczne. Bo to od marszałka zależy, czy projekt ustawy wprowadzi do porządku obrad. A projekty poselskie w każdej kadencji zostają w szufladach. Pierwszeństwo mają zawsze projekty rządowe.

Nawet więc jeśli PO zgłaszać będzie projekty autorstwa PiS, to niekoniecznie Sejm będzie nad nimi debatował. Choć PO może próbować te "swoje" projekty wmontować w jakieś inne projekty zmian podatkowych, nad którymi będzie pracował Sejm.

Poza tym partia opozycyjna powinna odróżniać się od partii rządzącej. Jeśli PO będzie zgłaszać projekty PIS-owskie, to może zaszkodzi PiS, ale czy pomoże sobie? Jeden z polityków PO zapewnia: to będą pomysły PiS, ale przefiltrowane przez nas.

Odróżnić się od PiS

Dla Platformy problem odróżniania się od PiS jest kluczowy. W wielu sprawach tzw. politycznych obie partie mają podobne poglądy. Choćby konieczność likwidacji WSI, zmiana Krajowej Rady Sądownictwa, głębokie zmiany w sądownictwie i prokuraturze. PO nie chce tu kontestować posunięć ministra Zbigniewa Ziobro. Zaproponowała mu wsparcie i pomoc w dogadaniu się z prawnikami, obrażanymi przez elitę PIS-owską.

I jak tu być wyrazistą opozycją, jeśli się popiera część polityki rządu? Na razie Platforma "kupiła" od PiS jeden chwyt. PiS wypowiada się w mediach techniką "zdartej płyty". Tzn. politycy PiS mówią w kółko te same zdania dziennikarzom, np. że to PO nie chciała koalicji albo że z PO odchodzą politycy.

W PO takich zwyczajów dawania jednolitych komentarzy nie było. Teraz nastały. Ostatnio, kogo by w PO nie spytać o politykę, to odpowie: koalicja PO-PiS może być tylko wtedy, jeśli PiS się podzieli.

Pakt stabilizacyjny nie gwarantuje długiej stabilizacji. Posłowie wszystkich partii mają więc świadomość, że na fotelach sejmowych nie powinni się rozsiadać. Dlatego już teraz partie myślą, jak zyskać sobie nowych wyborców.

Platforma też prowadzi studia, jak zyskać wyborców z małych miasteczek, ze wsi, ze wschodnio-południowej Polski, czyli tam, gdzie PO gorzej wypadła. Pytanie, jak PO to zrobi. Jak sama przytrze sobie liberalne różki.