Dlaczego ZHP pozwoliło, aby pedofil prowadził zajęcia z dziećmi?

Szef kadr ZHP Adam Kocher przed paru laty zbagatelizował oficjalną skargę, że jeden z jego podwładnych ma skłonności pedofilskie. Ten mężczyzna później został skazany za molestowanie nieletnich dziewczynek. Sprawa jest dla ZHP bardzo niewygodna. Bo jak traktować zapewnienia największego związku harcerskiego w Polsce, że będą bezwzględnie walczyć z pedofilią?

W ostatnich tygodniach policja zatrzymała za pedofilię trzech instruktorów Związku Harcerstwa Polskiego. Gdy sprawą zajął się "Nowy Dzień", od władz ZHP otrzymaliśmy zapewnienie, że nie tolerują pedofilii. A jeszcze przed wakacjami wszyscy instruktorzy otrzymają zakaz dotykania dzieci oraz przebywania z nimi sam na sam.

Tymczasem dowiedzieliśmy, że władze ZHP wcześniej nie były tak zdecydowane. Dowodem na to jest sprawa Radosława M., 31-letniego działacza harcerskiego z Łodzi.

W 2002 r. na szkoleniu dla harcerzy z pierwszej pomocy w Rudzie Śląskiej mężczyznę przyłapano na na tym, że spał w jednym śpiworze z 15-latką. Choć został wtedy wyrzucony z obozu i Harcerskiej Szkoły Ratownictwa, upiekło się mu. Pozostał w ZHP, choć do władz jego chorągwi w Łodzi wpłynęła nań oficjalna skarga od instruktora biwaku. Skarżyli się teżi rodzice dziewczyny.

Mężczyzna jako instruktor jako wolontariusz działał dalej w Fundacji Na Ratunek, która organizowała szkolenia z ratownictwa medycznego m.in. dla młodzieży z ZHP. Został przyłapany na oglądaniu zdjęć pedofilskich w swoim komputerze. Został za to wyrzucony z Fundacji, ale w ZHP pozostał.

W 2004 r. roku w Poddębicach koło Łodzi znów prowadził kursy z zasad udzielania pierwszej pomocy przedlekarskiej. Uczestnikiem szkolenia była młodzież z ZHP. Właśnie wtedy aresztowała go policja.

Według prokuratury Radosław M. tak organizował kursy, że większość z nich odbywała się późnym wieczorem lub nocą. Wytypowane dziewczynki miały być tzw. pozorantkami. Do molestowania seksualnego dochodziło podczas symulowania ran na ciałach dzieci. Instruktor z każdą dziewczynką przebywał sam na sam. - Najpierw symulował rany oczu - mówi Beata Nowakowska-Jasiak, prokurator nadzorujący sprawę. - Dziewczynki nic nie widziały. Następnie zabierał się za przygotowanie innych obrażeń, np. nogi dziecka. Robił opatrunek w taki sposób, aby bandaż przeprowadzić pod majtkami dziewczynki. Wówczas gładził ją po wewnętrznej części ud, dotykał intymnych miejsc. - Z relacji jednej z dziewczynek jednoznacznie wynika, że ten mężczyzna wkładał jej do ust członka - dodaje prokurator.

Zdaniem prokuratury instruktor nie miał prawa przeprowadzać ćwiczeń z dziećmi poniżej 15. roku życia. Za molestowanie dwóch 11-latek i jednej 12-latki został skazany przez sąd w Łasku na trzy lata więzienia. Mężczyzna się nie przyznaje, sprawa jest w apelacji.

Co na to władze ZHP? Adam Kocher, ówczesny komendant chorągwi łódzkiej, obecnie zastępca naczelnika ZHP ds. programu i pracy z kadrą, twierdzi, że gdy tylko dowiedział się o incydencie z 2002 r., natychmiast poprosił Radosława M. na rozmowę. Ten jednak zapewniał, że nie doszło między nim a dziewczyną do niczego zdrożnego. - A oficjalnej skargi nie było. Tylko informacja na kartce. Poza tym rodzice dziewczynki szybko wycofali skargę - tłumaczy teraz Adam Kocher. I zapewnia, że na wszelki wypadek zabronił Radosławowi M. prowadzenia szkoleń z dziećmi. - Jeśli Radek dalej szkolił dzieci, to ja nie mam z tym nic wspólnego - mówi Adam Kocher.

Od Teresy Hernik, naczelnika ZHP, słyszymy, że "był problem" Radosława M. i władze związku mają nawet teczkę z dokumentami na jego temat. Terasa Hernik odmawia jednak pokazania nam tych dokumentów - tłumaczy to "dobrym imieniem ZHP". - Przedstawimy je wszystkie, jeśli tylko prokuratura sobie tego zażyczy - mówi. Szefowa ZHP też nie umie wytłumaczyć, jak to możliwe, że Radosław M. uczestniczył w instruktażu i szkoleniach dzieci, skoro były wobec niego podejrzenia.

Wczoraj próbowaliśmy w tej sprawie uzyskać komentarz z Ministerstwa Edukacji. Nie doczekaliśmy się. Nie jest to dziwne o tyle, że ministerstwo również nie ma pomysłu na to, jak walczyć z pedofilią wśród nauczycieli. Udowodniliśmy bowiem, że szkoły zatrudniają nauczycieli, nie żądając od nich zaświadczeń o niekaralności. A tylko w ten sposób można sprawdzić, czy kandydat do pracy z dziećmi nie był karany za pedofilię.