Polscy księża zginęli na Kaukazie

W górach Kaukazu ratownicy odnaleźli ciała dwóch polskich księży z diecezji ełckiej - Szymona Klimaszewskiego i Dariusza Sańki. Księża zginęli podczas próby zdobycia trudnego szczytu Kazbeg w Gruzji

Wyszli w góry w poniedziałek 13 lutego z miasteczka Kazbeg. Mieli wrócić w piątek. - O tym, że nie wrócili na czas, w niedzielę w nocy powiadomili ambasadę ich znajomi - mówi Wacław Szczurski, pierwszy radca ambasady RP w Tbilisi. - Natychmiast przystąpiłem do organizowania akcji ratowniczej, w skład której weszli doświadczeni Gruzini, którzy doskonale znali ten rejon Kaukazu. Mieliśmy do dyspozycji helikopter, wszystko przebiegało bardzo sprawnie - zapewnia.

Kazbeg jest bardzo trudnym szczytem, latem wejście na niego zajmuje dwa dni. Zimą nikt nie próbuje go zdobywać. Polscy księża dobrze przygotowali się do wspinaczki - mieli raki, byli związani linami. - Mimo to była to ryzykowana wyprawa. Gdybym wiedział, że chcą tam iść, odradziłbym im to - mówi Szczurski, który znał jednego z księży.

Księża zaczęli wspinaczkę w mieście Kazbeg na wysokości 2,5 tys. m. Idąc na szczyt, odwiedzili leżący na szlaku klasztor, w którym mieszka kilku mnichów, i to właśnie oni po raz ostatni widzieli ich żywych.

- Obóz ekipy ratowniczej założyliśmy na wysokości 3,7 tys. m - mówi Wacław Szczurski. - Dwie i pół godziny marszu wyżej alpiniści znaleźli najpierw plecaki i kurtkę jednego z księży. Ich ciała wypatrzyliśmy z helikoptera. To było na 4,2-4,4 tys. m - opowiada sekretarz ambasady.

Zdaniem Szczurskiego alpiniści zginęli, ponieważ załamała się pogoda. - Nocą temperatura spadła do minus 30 stopni, spadły też 2 m śniegu. To cud, że odnaleźliśmy ich ciała - mówi.

Obaj alpiniści byli księżmi diecezji ełckiej. Szymon Klimaszewski miał 28 lat, do sierpnia pracował w giżyckiej parafii św. Anny. - Zawsze ciągnęło go na misje, dlatego w sierpniu na własną prośbę pojechał do Gruzji - mówi ks. Antoni Skowroński, rzecznik prasowy ełckiej kurii. - Pracował w mieście Arali, uczył się języka i poznawał kulturę kraju.

Dariusz Sańko miał 37 lat, pracował w parafii św. Aleksandra w Suwałkach. Był doktorem teologii, w Rzymie zrobił licencjat z filozofii. Wykładał w ełckim seminarium duchownym. Uwielbiał podróżować, chodził po górach, pływał kajakiem, nurkował.

- Przyjaźnili się, razem przeżyli wiele wypraw, m.in. na Bajkał - mówi ks. Skowroński.

Ełcka kuria chce sprowadzić ciała obu księży do Polski. Rodzina księdza Klimaszewskiego mieszka w Suwałkach, księdza Sańki - w Sokółce.