Prezydent przejmuje sprawę likwidacji WSI

Każdy oficer musi ujawnić, co zrobił złego. - Prezydent chce rozliczyć 16 lat istnienia WSI - tak minister Andrzej Urbański uzasadnił przejęcie przez prezydenta Kaczyńskiego od rządu inicjatywy w sprawie likwidacji WSI. - 100 proc. likwidacji i 100 proc. weryfikacji - dodał

Oznacza to, że w sporze o to, komu mają podlegać wojskowe specsłużby po rozwiązaniu WSI, prezydent stanął po stronie ministra koordynatora ds. służb specjalnych Zbigniewa Wassermanna, a nie szefa MON Radka Sikorskiego.

Wczoraj zadowolony Wassermann tłumaczył, jak to rozliczenie przeszłości WSI ma wyglądać. Otóż każdy funkcjonariusz - jeśli będzie chciał pracować w przyszłym wywiadzie i kontrwywiadzie wojskowym - będzie musiał wypełnić ankietę i ujawnić w niej nieprawidłowości - kontakty z biznesem oraz przypadki inspirowania publikacji prasowych przez WSI.

Niewypełnienie tej ankiety będzie oznaczało automatyczne relegowanie ze służby, a "jeśli grzechy zostaną wyznane, to wówczas winy być może zostaną odpuszczone".

Andrzej Urbański, szef Kancelarii Prezydenta , uściślił w TVN 24, że w przypadku skłamania w ankiecie żołnierz z WSI może zostać skazany na karę do ośmiu lat więzienia. Mówił, że między rządem a prezydentem jest zgoda co do tego, że trzeba przeprowadzić likwidację WSI w stu procentach i w stu procentach weryfikację jej pracowników.

Wczoraj Wassermann na konferencji prasowej wyliczał "grzechy" WSI z przeszłości: handel bronią z przestępcami i terrorystami, szpiegostwo na rzecz Rosji, afera bakszyszowa w Iraku.

Zaprzeczał, że do tej pory nie wykrył nieprawidłowości w WSI. W niejasny sposób mówił m.in. o wykrytym przypadku narażenia Polski na działania terrorystyczne, ale szczegółów nie podał. - Badamy cały czas. Wiedziałem, że w WSI jest źle, ale nie sądziłem, że jest tak źle - mówił dziennikarzom. Twierdził, że poprzedni szef WSI gen. Marek Dukaczewski został odwołany za późno.

Do likwidacji WSI rząd przymierzał się już czterokrotnie. I za każdym razem sprawa spadała. Tydzień temu po posiedzeniu Rady Ministrów premier mówił, że wszystko już jest uzgodnione, a wątpliwości konstytucyjne budzi tylko jeden zapis.

Wyglądało na to, że głównym powodem sporu jest to, kto ma kierować przyszłymi specsłużbami wojskowymi - premier (czyli de facto Wassermann) czy wyłącznie minister obrony.

W ubiegłą środę min. Sikorski na posiedzeniu sejmowej komisji obrony mówił, że zwyciężyła jego koncepcja - wywiad i kontrwywiad będą częścią sił zbrojnych, a więc podlegać będą jemu.

Jednak po poniedziałkowej decyzji prezydenta o przejęciu inicjatywy wszystkie strony zgodnie zapewniały, że sporu nie ma.

Wszystkie specsłużby do premiera

Wczoraj Wassermann mówił tylko o "różnicy wizji". Jego zdaniem to, czego chciał Sikorski, czyli pełne podporządkowanie wywiadu i kontrwywiadu szefowi MON, nie odbiegało od sposobu kierowania WSI przez jego poprzednika ministra Jerzego Szmajdzińskiego. - A minister, jak pokazała kontrola NIK, nie ma możliwości i instrumentów kontrolowania służb specjalnych - twierdził.

Zdaniem koordynatora szanse na taką kontrolę daje podporządkowanie wywiadu i kontrwywiadu premierowi, czyli delegowanemu przez premiera ministrowi. Dzięki temu - zapowiedział - powstanie ośrodek koordynacji, w którym zbiegać się będą wszystkie informacje wywiadowcze. - Do tej pory innymi informacjami dysponował oddzielnie wywiad wojskowy, cywilny, premier, prezydent - tłumaczył Wassermann.

Według jego opinii wywiad i kontrwywiad wojskowy nie powinien składać się z samych żołnierzy, ale również z cywilnych funkcjonariuszy, np. z ABW, AW czy cywilnych specjalistów.

- Czy to nie oznacza prezydenckiego wotum nieufności dla rządu, który przygotowywał ustawy? - pytali dziennikarze ministra Urbańskiego. - W tej sprawie nie ma konfliktu z rządem - zapewniał Urbański.

Premier Marcinkiewicz mówił, że takie ustalenia podjął z prezydentem w ubiegłym tygodniu i wczoraj poinformował o tym Radę Ministrów. Zaprzeczył, aby w rządzie istniał konflikt między Sikorskim i Wassermannem. - Była dyskusja, czasami między nimi, a czasami między mną a nimi - twierdził.

Sam Sikorski oświadczył, że dobrze się stało, iż dojdzie do rozwiązania WSI, co było postulatem PiS i PO. - Ufam zwierzchnikowi sił zbrojnych - zakończył.

Wassermann nie wierzy Rokicie

Wczoraj prezydenta wsparł lider opozycyjnej PO Jan Rokita. Stwierdził, że "miał wrażenia, że ubecko-złodziejski układ jest silniejszy niż Rada Ministrów".

Wassermann na to, że "ceni Rokitę jako sojusznika w sprawie rozwiązania WSI" ale "ubolewa nad formą, w jakiej lider PO recenzuje pracę koordynatora służb".

Zdaniem Wassermanna Rokita ma żal, że nie ma wpływu na decyzje kadrowe w służbach specjalnych. Taki wpływ miał mieć Rokita na Andrzeja Barcikowskiego, szefa ABW w rządzie SLD. - To absurd i zwyczajne kłamstwo. Decyzje personalne podejmowałem sam. Nie było żadnych konsultacji z Janem Rokitą - powiedział "Gazecie" Barcikowski.

Prezydent powinien rozliczyć WSI