Jałowiecki konsultantem SB

- Nikt nie postawił panu zarzutu, że był pan informatorem czy tajnym współpracownikiem SB. Pan był tylko konsultantem - powiedział w piątek sędzia Grzegorz Pomianowski

Proces toczył się od grudnia 2004 roku. Sąd przeanalizował 5 tys. stron akt i 900 mikrofilmów. Do IPN wystąpił o nie obrońca Jałowieckiego, b. szefa Zarządu Regionu "S", który po 13 grudnia 1981 r. nie zaprzestał działalności podziemnej, za co został skazany na dziesięć miesięcy więzienia, a później zmuszony do emigracji.

Sąd zgodził się z rzecznikiem interesu publicznego, że Jałowiecki jako socjolog Uniwersytetu Śląskiego w 1973 r. dokonał dla SB analizy kilku dokumentów. Świadczyć o tym mają jego podpis na oświadczeniu o zachowaniu tajemnicy oraz pokwitowanie 100 zł wynagrodzenia, które znajdują znajdują się w aktach byłej SB. Oraz notatka, w której oficer bezpieki napisał, że Jałowiecki przyjął propozycję udzielenia pomocy SB jako konsultant.

Europoseł bronił się, że próbowano go zwerbować, ale się nie zgodził. Powołany przez niego świadek - oficer SB, z którym rzekomo miał rozmawiać zeznał, że nigdy do ich spotkania nie doszło. Były esbek stwierdził ponadto, że jest pewny, iż Jałowiecki nigdy nie był pozyskiwany do współpracy jako konsultant, bowiem zapamiętałby jego nazwisko, gdyż jego narzeczona miała takie same.

Obrońca zapowiedział odwołanie. Jałowiecki zapytany, czy zamierza zrezygnować z mandatu europosła wybuchnął: - Pani żartuje! Żeby pogrobowcy SB triumfowali!?