Po porno-skandalu w Łomży psychologowie wkroczą do szkoły

Po porno-skandalu w łomżyńskim liceum, gdzie w toalecie para nastolatków nakręciła telefonem porno-film, do szkoły już jutro wkroczą psychologowie, którzy będą rozmawiali z uczniami o zdarzeniu. Na pierwszy ogień pójdzie klasa bohaterów skandalu.

Filmik 16-latka z III LO w Łomży przeciekł do internetu i mogli go obejrzeć wszyscy. Chłopak umówił się na seks z koleżanką z klasy i nakręcił, jak dziewczyna pieści go dłonią. Nie wiadomo, kto przesłał film do sieci. Sprawdza to prokuratura. Jeśli sprawca jest dorosły, postawi mu zarzut rozpowszechniania treści pornograficznych z udziałem nieletnich, za co grozi nawet osiem lat więzienia. Jeśli to któryś z uczniów, zajmie się nim sąd dla nieletnich.

Do bohaterów skandalu powoli dociera, co zrobili. Jeden wygłup, amatorski film i internet zniszczyły im życie. Dziewczyna dostała w szkole łatkę zdziry. Zarówno ją, jak i jego wszyscy wytykają palcami. I to nie tylko w szkole, zaczepki zdarzają się też na ulicy.

Jej mama chce przenieść córkę do innej szkoły. O tym samym myśli mama chłopaka.

- Znam podobne przypadki kręcenia porno-filmów przez uczniów, które wydarzyły się w innych szkołach. Takie sytuacje zawsze odciskają piętno na młodych ludziach, którzy biorą w nich udział. Na początku traktują to jako zabawę. Często są pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Gdy film zostaje wpuszczony do internetu, uczniowie, zwłaszcza dziewczyny, są na cenzurowanym. Nie można na to przymknąć oka i udawać, że nic się nie stało. To nie jest normalna sytuacja. Ktoś musi im pomóc przetrwać ten trudny czas, gdy są wytykani na ulicy i wyśmiewani. Znam podobną historię, która wydarzyła się w małej miejscowości. Tam w porno-filmie wzięła udział najzdolniejsza dziewczyna w szkole, uczennica ostatniej klasy gimnazjum. Od tego zdarzenia minęły dwa lata. Ludzie może już zapomnieli, ale ona nadal pamięta - mówi Marek Czerniak, psycholog.

Teraz wielu nauczycieli i dyrektorów szkół uważa, że młodzież nie potrafi korzystać w sposób odpowiedzialny ze zdobyczy techniki i że bardzo łatwo jest paroma kliknięciami zrujnować czyjeś życie. Dyrektorka łomżyńskiego ogólniaka, w którym wybuchła afera, nie zamierza konfiskować telefonów komórkowych.

- Od dawna nasi nauczyciele zwracają uwagę, czy ktoś na lekcji nie bawi się komórką. Jeśli zauważą, że jej używa, zabierają ją i wzywają rodziców po odbiór - mówi Grażyna Chodnicka. - Ja apelują do ministra edukacji, by w szkole przedmiotem obowiązkowym było wychowanie do życia w rodzinie.