Producenci sprzedają nam olej zamiast masła

Producenci kantują. Sprzedają masło, które wcale masłem nie jest. Naukowcy twierdzą, że na dziesięć kostek tylko dwie są prawdziwe, reszta to podróbki. Zgodnie z recepturą masło ekstra powinno zawierać co najmniej 82 proc. mlecznego tłuszczu. Można dodać jedynie niektóre aromaty i barwniki. Tymczasem większość producentów, nie informując o tym klienta, dodaje tanie oleje roślinne.

Naukowcy i studenci Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego wzięli po lupę masła, które są na warszawskim rynku. Przebadali do tej pory blisko 30 produktów. I co? Prof. Andrzej Stołyhwo z SGGW opowiada: - Mamy na rynku potworną liczbę masła m.in. ekstra, które jest ordynarnie fałszowane dodatkiem bardzo tanich olejów roślinnych, głównie palmowego lub tzw. oleiny palmowej. Takie miksy nie są zabronione, ale producent powinien klienta o tym poinformować na etykiecie. Niestety, najczęściej to przemilcza, czyli nas oszukuje.

Przykład: niektóre masła i osełki dr Milk firmy Laktopol z Łosic. Producent nie wspomina ani słowem na opakowaniu, że dodał do nich - jak wykazała uczelnia - także tłuszcz roślinny.

Wczoraj Krzysztof Trojanowski, prezes zakładu w Łosicach, stanowczo zaprzeczał, że firma podrabia masło. - Badania SGGW nie są dla mnie miarodajne - dodaje i obiecuje, że wyjaśni tę sprawę.

Po co producenci podrabiają masła? Bo chcą zarobić. W Polsce olej palmowy (najczęściej sprowadzany z Malezji) jest tani. W hurcie kosztuje ok. 2,30 zł za kg. Za kilogram masła - także w hurcie - zapłacimy prawie pięć razy więcej. Jeśli producent zrobi mix i sprzeda go jako prawdziwe masło, może na tym nieźle zarobić. - Moim zdaniem to gruby skandal, który uderza nie tylko w klienta, ale i w polskiego rolnika. Sprawa jest bardzo poważna. Powinny się nią zająć rządowe instytucje - twierdzi prof. Stołyhwo.

Fałszowanie masła na masową skalę potwierdzają też wyniki kontroli przeprowadzonej przez Inspekcję Handlową. Po sprawdzeniu 81 próbek masła okazało się, że ponad połowa jest sfałszowana! Inspekcja Handlowa ustaliła, że lewe smarowidło robi aż 12 producentów. Inspekcja nie chce podać nazw nieuczciwych firm, tłumacząc się tym, że nie skończyło się postępowanie w tych sprawach.

Małgorzata Zielińska z SGGW, pisze pracę magisterską pt. "Badanie zafałszowań masła na rynku warszawskim"

To skrzywienie zawodowe. Wchodzę do marketu i zastanawiam się, ile z tych masełek czy osełek to podróbki. Bywa, że podróbka jest widoczna gołym okiem. Można poznać ją po dotyku, bo autentyczne masło z lodówki jest twarde, trudno je rozsmarować. Inaczej też pachnie. Najczęściej jednak oszustwo jest doskonałe. Można je zdemaskować jedynie w laboratorium.

Bogdan Pietrzak, Inspekcja Handlowa

W identyczny sposób fałszowane są sery żółte, topione i śmietana. Producenci wiedzą, że dla klientów ważna jest cena, a podróbki kosztują nawet o kilkadziesiąt procent mniej od oryginału. Kilogram sfałszowanego sera żółtego można kupić za mniej niż 10 zł. Nieuczciwi producenci bazują na tym, że klienci nie domyślają się, że ser z nazwy edamski czy gouda może zawierać olej. Tak samo oszukuje się na maśle nazywanym "ekstra" lub "śmietankowe". Oszuści tłumaczą się pokrętnie. Dwie firmy twierdziły, że w ich maśle znalazł się olej, bo niedokładnie oczyścili maszyny i urządzenia, a używają ich do produkcji zarówno masła, jak i miksów tłuszczowych. Inny producent winę zrzucał na mleczarnie, które miały sprzedać mu sfałszowaną śmietanę.

Ile jest masła w maśle? Podyskutuj na Forum!