Filmy trafiają prosto do serca

Jak filmy wpływają na nasze zdrowie? Komedie dobrze, a dramaty źle. Najgorsze są ekranowe opary papierosowego dymu - dowodzą amerykańscy naukowcy

Kino od początku swojego istnienia służyło rozrywce. W zależności od nastroju wybieramy komedię, dramat, horror czy romans. Okazuje się jednak, że film to nie tylko śmiech, płacz lub okrzyk przerażenia głębiej wciskający nas w fotel. Wszystkie te emocje mogą odbijać się na naszym zdrowiu. Naukowcy z amerykańskiego University of Maryland Medical Center na łamach czasopisma "Heart" przedstawili wyniki badań pokazujących, jak na pracę układu krążenia wpływa rodzaj oglądanego przez nas filmu.

Śmiech to zdrowie

Zespół uczonych kierowany przez dr. Michaela Millera zaprosił do swojego eksperymentu 20 młodych, zdrowych osób. W odstępie 48 godzin puszczano im trwające od 15 do 30 minut fragmenty dwóch filmów - "Szeregowca Ryana" i "Sposobu na blondynkę". W przypadku pierwszego filmu chciano sprawdzić, jak na nasz organizm wpływa oglądanie scen mogących powodować smutek i przygnębienie. W przypadku "Sposobu na blondynkę" z Cameron Diaz w roli głównej chodziło o wpływ scen wywołujących śmiech.

Tuż przed obejrzeniem danej sceny i po nim uczestnikom doświadczenia mierzono przepływ krwi przez tętnicę ramienną (biegnącą od barku do łokcia) - jest to powszechnie stosowane badanie oceniające wydolność i jakość pracy naszego układu krążenia. W sumie wykonano 160 takich pomiarów.

U zdecydowanej większości (14 na 20) osób oglądających sceny wywołujące smutek przepływ krwi przez tętnicę ramienną uległ zmniejszeniu. Tymczasem po scenach powodujących śmiech aż u 19 spośród 20 badanych osób przepływ krwi znacząco się zwiększył.

Podsumowując pracę swojego zespołu, dr Miller dokonał nieco dziwnego porównania. Otóż jego zdaniem wpływ, jaki na nasz układ krążenia wywierają smutne filmy, jest podobny do tego, jaki wywołują kłótnie lub wykonywanie w pamięci skomplikowanych obliczeń arytmetycznych. Z kolei komedie działają na nas tak jak sesja aerobiku.

Tyle o wpływie na nas poszczególnych gatunków filmowych. Istnieje jednak czynnik związany z filmami, który niezależnie od tego, czy się śmiejemy, czy płaczemy, też bardzo silnie wpływa na nasze zdrowie. W bardzo niekorzystny sposób.

Groźny dymek

Lekarzy na całym świecie bardzo niepokoi, że z roku na rok stale zwiększa się liczba młodych ludzi, którzy zaczynają palić. Niestety, jak się okazuje, dużą w tym rolę odgrywa kino.

Według badań, których wyniki trzy lata temu opublikowali w "The Lancet" naukowcy z amerykańskiego Dartmouth Medical School, oglądanie filmów, których bohaterowie często sięgają po papierosa, znacznie zwiększa prawdopodobieństwo, że młody widz sam zacznie palić.

Badacze przeanalizowali przypadki ponad 2 tys. dzieci w wieku od 10 do 14 lat, które wcześniej nigdy nie paliły. Z listy 50 popularnych filmów polecono im wybrać te, które już obejrzały. Wcześniej w każdym filmie dokładnie wyliczono sceny, w których pojawiał się papieros. Na tej podstawie dzieci podzielono na cztery grupy w zależności od liczby scen palenia, które oglądały (od 0 do 531, do 1665, do 5308 i powyżej tej wartości).

W ciągu następnych dwóch lat naukowcy regularnie sprawdzali, co słychać u badanych dzieci. Okazało się, że co dziesiąte zaczęło lub przynajmniej próbowało palić papierosy. Dokładna analiza pokazała, że najbardziej aż trzy razy bardziej narażone na wpadnięcie w sidła nałogu były te dzieci, które wcześniej widziały w kinie najwięcej scen z papierosem.

Jak rozwiązać ten problem? Dość radykalny sposób zaproponował prof. Stanton Glantz z University of California w San Francisco. Takie filmy powinno się zaliczać do kategorii przeznaczonej tylko dla widzów dorosłych - uważa uczony, który od dawna zajmuje się problemem. Kłopot w tym, że filmy oznaczone w ten sposób przynoszą znacznie mniejsze zyski - nastolatki stanowią zdecydowaną większość widowni na całym świecie. Dlatego inni eksperci przyznają, że choć rozwiązanie takie pomogłoby z pewnością zmniejszyć odsetek młodych ludzi sięgających po papierosa, to jest ono jednak bardzo mało realne.

Co więc robić? Z jednej strony można apelować do twórców filmów, by rzadziej umieszczali w swoich dziełach sceny z papierosem. Z drugiej jednak trudno wyobrazić sobie kino bez palącego Humphreya Bogarta czy kłębów dymu wypuszczanych przez trzymającą półmetrową fifkę Marlenę Dietrich. Poza tym zawsze możemy wybrać się na komedię, licząc na to, że przynajmniej nasze serce dostanie więcej krwi niż zazwyczaj.

Więcej o: