Polacy w kolejce po Oscara

Dziś dzień wyjątkowych nerwów dla hollywoodzkich gwiazd. Razem z nimi denerwować się będzie kilku naszych rodaków. A to dlatego, że dziś ogłoszenie nominacji do Oscara.

Szanse na nominację ma Janusz Kamiński, autor zdjęć do filmu "Monachium" Stevena Spielberga. Byłaby to już czwarta nominacja Kamińskiego.

Człowiek Spielberga

Wcześniej dwukrotnie zdobywał Oscara - za zdjęcia do "Listy Schindlera" i "Szeregowca Ryana". Nominację przyniósł mu też film "Amistad". Urodzony w podwrocławskich Ziębicach Kamiński od 1980 r. mieszka w USA. Spielberga poznał przy realizacji "Listy Schindlera". Od lat obaj panowie są nierozłączni - "Monachium" jest ich dziesiątym wspólnym filmem. A Kamiński dzięki Spielbergowi uważany jest za jednego z najlepszych operatorów świata.

- Zdobycie Oscara to magiczny moment - mówi Kamiński. - W obu przypadkach, kiedy wyczytywano moje nazwisko, działo się ze mną coś dziwnego. Nie pamiętam, jak wchodziłem na podium ani co się działo potem.

Człowiek od krótkiego filmu

Kolejny Polak, który będzie wyczekiwał na werdykt, to młody filmowiec Filip Marczewski, syn reżysera Wojciecha Marczewskiego (m.in. film "Zmory"). Filip Marczewski studiuje reżyserię w łódzkiej szkole filmowej. Krótkometrażowy film "Melodramat" to jego szkolna produkcja, historia o psychicznym i erotycznym dojrzewaniu czwórki młodych ludzi. Od kilku miesięcy ten obraz dostaje nagrody na festiwalach filmowych, a takie osiągnięcia Akademia przyznająca nominacje bierze pod uwagę. - Oczywiście, że ucieszyłbym się z nominacji. To marzenie każdego filmowca, poza tym niesłychanie ułatwia zrobienie kolejnego filmu.

"Komornik" raczej bez szans

Nas, Polaków, najbardziej interesuje nominacja w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego, w której startują filmy zgłoszone spoza USA. Od prawie ćwierć wieku polski film jakoś nie potrafi przebić się wśród międzynarodowej konkurencji - ostatnią nominację otrzymał w 1982 r. "Człowiek z żelaza" Andrzeja Wajdy. W tym roku zgłosiliśmy "Komornika" i... zapewne znów pozbawiliśmy się oscarowych szans. Wprawdzie Polska na oscarową promocję filmu wydała 150 tys. dol., ale niektóre kraje wykładają kwoty dziesięciokrotnie większe. Wątpię też, by losy komornika z południa Polski zainteresowały kogoś w USA. A przecież były dwa filmy - "Jestem" Doroty Kędzierzawskiej i "Persona non grata" Krzysztofa Zanussiego - które zaistniały na międzynarodowych, również amerykańskich festiwalach.