Cała Polska walczy z odmrożeniami

Tysiące osób zgłasza się codziennie do szpitali i przychodni rejonowych z odmrożonymi palcami i uszami. Wystarczy chwila nieostrożności i siarczysty mróz zbiera srogie żniwo. Lekarze ostrzegają też - osoby chore na serce powinny zostać w domu.

Tylko wczoraj na izbę przyjęć katowickiego Szpitala im. Rydygiera trafiło pięć osób z odmrożonymi palcami nóg i rąk, a do białostockiego szpitala MSWiA w ciągu doby zgłosiły się cztery osoby z odmrożonymi uszami!

- Wystarczy wyjść bez czapki albo założyć kusą. Przed chwilą opatrywałem 33-latka, miał poważnie odmrożone ucho, choć na mrozie był tylko dwie godziny - opowiadał nam dr Andrzej Pogorzelski z laryngologii w rzeszowskim szpitalu wojewódzkim.

Do tej pory w Polsce zamarzło blisko 150 osób, a co najmniej tysiące trafiło z odmrożeniami do szpitali i lekarzy rodzinnych. Tylko w Szpitalu Praskim w Warszawie w ostatnich dniach udzielono pomocy kilku pacjentom z odmrożeniami. Jednemu z nich - Rosjaninowi - chirurdzy musieli obciąć wszystkie palce u nóg. Miał syndrom tzw. stopy okopowej, który kiedyś dotykał żołnierzy, teraz bezdomnych. - Przez tygodnie nie zdejmują butów, a gdy już je zdejmą, to razem z odmrożonymi palcami - opowiada ordynator chirurgii Rafał Górewicz.

W tym samym szpitalu znalazł się totalnie wyziębiony 58-latek z krytyczną temperaturą ciała - 24 st. C. Był w stanie hibernacji. Lekarze ratowali go przez cztery godziny (m.in. ogrzewali ciało dmuchawami), ale mimo to zmarł. Zagadką jest to, jak doszło do wyziębienia, bo 58-latek miał rodzinę i śmiertelnie wyziębił się we własnym domu.

Ale mrozy są też groźne dla sercowców. - Silny wiatr i mrozy pogłębiają chorobę wieńcową - tłumaczy szef łomżyńskiego pogotowia Grzegorz Wasilewski. By w razie wezwania dojechać na czas, tutejsi kierowcy pogotowia ratunkowego co godzinę uruchamiają silniki w karetkach, bo boją się, że auta nie odpalą.