Berlin: w szkole tylko po niemiecku

Od roku w jednej z berlińskich szkół dzieciom wolno mówić wyłącznie po niemiecku. Teraz politycy w stolicy Niemiec spierają się, czy to dyskryminacja, czy też sposób na lepszą asymilację obcokrajowców.

Szkoła średnia im. Herberta Hoovera mieści się w Wedding, jednej z dawnych dzielnic zachodniego Berlina. Cieszy się ona nie najlepszą sławą z racji mieszkających tu imigrantów, głównie Turków. Dlatego Wedding to jedno z tych miejsc w Berlinie, gdzie bezrobocie czy przestępczość stanowią poważny problem. O dziwo, na podwórku w szkole Hoovera słychać tylko niemiecki, mimo że prawie wszyscy uczniowie to imigranci albo ich potomkowie. Po arabsku albo po turecku dzieci mówią wyłącznie po cichu i gdy w pobliżu nie ma nauczycieli. Na terenie szkoły od roku obowiązuje nakaz mówienia wyłącznie po niemiecku.

"Językiem wykładowym szkoły jest niemiecki, język urzędowy RFN. Każdy uczeń jest zobowiązany tam, gdzie obowiązuje niniejszy regulamin porządkowy, porozumiewać się tylko w tym języku" - czytamy w jednym z punktów regulaminu szkoły Hoovera. Regulamin musieli podpisać wszyscy uczniowie przed rozpoczęciem nauki, a także ich rodzice. W efekcie uczniom nie wolno rozmawiać po turecku na przerwach ani podczas szkolnych wycieczek. Przyłapanych na łamaniu regulaminu czeka kara, tak jak za np. wagary.

To dyskryminacja ludzi mówiących w innym języku - twierdzi ukazujący się w Niemczech turecki dziennik "Hürriyet". Özcan Mutlu, berliński polityk Zielonych, z pochodzenia Turek, który nagłośnił sprawę w mediach, twierdzi wręcz, że w szkole złamano konstytucję. Konstytucja stanowi, ze nikt nie może być dyskryminowany ze względu na język, w jakim mówi. Rozumiem, że po niemiecku należy mówić na lekcjach, ale zakaz mówienia w ojczystym języku na przerwach jest nie do przyjęcia - mówi.

Dyrektorka szkoły Jutta Steinkamp widzi sprawę zupełnie inaczej. - Większość uczniów nie mówi w domu w ogóle po niemiecku, dlatego w szkole powinni mówić tyle, ile to możliwe. To przynosi efekt - w ciągu ostatniego roku wielu uczniów szkoły im. Hoovera podciągnęło się w niemieckim. Liczba rodziców, którzy chcą zapisać swoje dzieci właśnie do tej szkoły, wzrosła o 20 proc. - Rodzice zgadzają się z takim rozwiązaniem - twierdzi pani dyrektor. Za jej plecami stoi senat Berlina, notabene złożony z socjaldemokratów i członków nowej lewicy. - Popieramy szkołę. To oczywiste, że w szkołach Berlina powinno się mówić i nauczać po niemiecku - oświadczył rzecznik Klausa Bögera, senatora ds. edukacji.

Mimo to regulamin szkoły z Wedding wywołuje emocje wśród niemieckich nauczycieli. - Myśleliśmy nad obowiązkiem mówienia po niemiecku, ale na razie próbujemy rozwiązać problem metodami pedagogicznymi. Gdy spotykam uczniów, którzy nie mówią po niemiecku, zaczynam mówić po holendersku. Od razu wiedzą, co robią źle - mówi "Berliner Morgenpost" Maike Faust ze szkoły im. Tomasza Morusa. Takie rozwiązania popiera prof. Dieter Lenzen, wykładowca pedagogiki z berlińskiego Wolnego Uniwersytetu. - Nie można nikogo zmuszać, by mówił w określonym języku, należy przekonywać - twierdzi.