Szczyt Unii Europejskiej w Göteborgu

Göteborg nie zapisze się w historii jako szczyt, na którym UE określiła datę swego rozszerzenia. Przywódcy Unii zafundowali nam ekscytujące przedstawienie, które udowodniło, że Polska może być wygodnym listkiem figowym

Szczyt Unii Europejskiej w Göteborgu

Göteborg nie zapisze się w historii jako szczyt, na którym UE określiła datę swego rozszerzenia. Przywódcy Unii zafundowali nam ekscytujące przedstawienie, które udowodniło, że Polska może być wygodnym listkiem figowym

Rozpoczęty w piątek dwudniowy szczyt jest zwieńczeniem półrocznego przewodnictwa w Unii Szwecji, która rozszerzenie uczyniła obok zatrudnienia i ochrony środowiska jednym z trzech swoich priorytetów. Szwedzki premier Göran Persson chciał, by kandydaci zapamiętali jej rządy w UE jako dowód na to, że entuzjazm do rozszerzenia nie musi kończyć się tylko na słowach. Szwedzi chcieli uściślić kalendarz rozszerzenia, ale przekonali się, że w Unii nawet ambicje trzeba dzielić przez piętnaście.

Bo Polska jest za wolna?

W piątek batalia toczyła się głównie o to, czy Piętnastka odważy się wpisać do końcowych i wiążących dla stolic wniosków zapis, że negocjacje z najlepiej radzącymi sobie kandydatami mogą być sfinalizowane do końca 2002 r. Tak aby pierwsze rozszerzenie mogło mieć miejsce w 2004 r. Przeciwni byli Niemcy i Francuzi, ale szefowa szwedzkiej dyplomacji Anna Lindh przekonywała, że Szwecja nie złożyła broni i że wszystko okaże się w sobotę.

Niemcy tłumaczyli swój opór w dość perfidny sposób, że wpisywanie jakiejkolwiek wiążącej daty zakończenia negocjacji w 2002 roku będzie niekorzystne dla Polski. Ta z racji swej twardości i wielkości posuwa się do przodu w negocjacjach wolniej niż inni. Naciskanie na datę jest więc w pewnym sensie próbą przeforsowania małego rozszerzenia bez Polski. W rzeczywistości Paryżowi i Berlinowi chodziło o to, by nie wiązać sobie rąk sztywnymi obietnicami - szczególnie że w 2002 r. w obu krajach odbędą się wybory parlamentarne, a wyborcy nie są entuzjastycznie nastawieni do rozszerzenia.

Francuski premier Lionel Jospin wystąpił z przewrotną inicjatywą "uściślenia" kalendarza rozszerzenia. Jego zdaniem Unia powinna zobowiązać się w Göteborgu, żeby w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2004 r. mogli też brać udział obywatele krajów, które skończą negocjacje, a nie będą jeszcze członkami UE (bo będzie trwała ratyfikacja ich traktatów o wejściu do UE). W rzeczywistości byłoby to cofnięcie się w stosunku do zobowiązań z Nicei. Na pamiętnym zlocie Unii na Riwierze Francuskiej w grudniu 2000 liderzy państw UE ustalili, że "Unia będzie w stanie powitać te nowe państwa członkowskie, które będą gotowe (...), w nadziei, że będą one w stanie uczestniczyć w następnych wyborach do Parlamentu Europejskiego" zaplanowanych na 2004 rok. Göteborg miał "wzmocnić", a nie osłabić język Nicei.

Obiekcje wobec precyzowania daty zgłaszali w piątek premierzy Portugalii i Belgii Antonio Guterres, Wim Kok i Guy Verhofstadt oraz austriacki kanclerz Wolfgang Schuessel. Ich zdaniem taki zapis wzmocniłby presję na Unię, ale nie na kandydatów, którzy powinni rzetelnie przygotowywać się do członkostwa. Hiszpańscy dyplomaci przekonywali, że "Madryt jest elastyczny i że może przyjąć każde rozwiązanie". Za ogłoszeniem daty końca negocjacji były: Holandia, Szwecja, Wielka Brytania, Dania i częściowo Grecja.

"Nie" czy "tak"

Cień na szczyt rzuciły wydarzenia w Irlandii sprzed dwóch tygodni. Unię bardzo zaskoczyło odrzucenie przez Irlandczyków w referendum traktatu z Nicei, bez ratyfikacji którego nie można przyjąć nowych członków. Irlandzki premier Bertie Ahern zapewniał przywódców, że "głosu przeciw Nicei nie należy interpretować jako głosu przeciw rozszerzeniu". Liderzy Unii rozmawiali też wstępnie na temat możliwości zażegnania kryzysu i recepty na sukces w drugim irlandzkim referendum nad Niceą.

Wszyscy zgodzili się, że trzeba zapewnić państwa kandydackie, że irlandzka "wpadka" nie opóźni negocjacji i nie wpłynie negatywnie na proces rozszerzenia. - Rozszerzenie musi być kontynuowane bez opóźnień - mówił Gerhard Schröder. - Szczyt w Göteborgu musi pozostać w historii jako ten, podczas którego rozszerzenie zostało uznane za proces nieodwracalny - wtórował mu francuski prezydent Jacques Chirac.

Jak tłumaczył polskim dziennikarzom premier Luksemburga Jean-Claude Juncker, w Göteborgu Unia musi zapewnić kraje kandydackie, że "proces rozszerzenia jest nieodwracalny i że irlandzkie referendum nie opóźni kalendarza negocjacji". Zdaniem Junckera kandydatom nie można jednak obiecać konkretnej daty, gdyż w negocjacjach obowiązuje żelazna zasada: najpierw gotowość i wypełnienie warunków, potem członkostwo. Tempo wejścia do Unii zależy więc od indywidualnych dokonań poszczególnych kandydatów - trudno więc ustalić "centralną" datę, nawet końca negocjacji, dla tak różnej grupy kandydatów.

Wieczorem szwedzki premier Goeran Persson zapewnił, że Unia zadowoli zarówno członków, jak i kraje kandydackie. - Nie wiem jeszcze, jak daleko będziemy w stanie pójść. Znajdziemy takie sformułowanie, aby móc spokojnie spojrzeć w oczy przywódcom z krajów kandydackich - mówił odnosząc się do planowanego na dziś obiadu z premierami z krajów kandydackich.

Nadzieje na przełom w Göteborgu pojawiły się na początku tego roku. W styczniu szefowa szwedzkiej dyplomacji obiecywała, że UE będzie być może gotowa podać datę przyjęcia pierwszych członków. Wszystko uzależniała od postępu w negocjacjach. Większość kandydatów, z wyjątkiem Polski, poczyniło znaczące postępy. Liderom, np. Węgrom czy Cyprowi, do zamknięcia rozmów zostało jeszcze 7 z 29 działów, na które podzielono rokowania. Co więcej, Węgrzy przyjęli dość twarde warunki Unii w dwóch kluczowych obszarach negocjacji. Budapeszt zgodził się na kilkuletnie restrykcje na rynku pracy. Węgierscy negocjatorzy zaakceptowali też krótsze, niż postulowali, memorandum na zakup ziemi przez obywateli UE. To wszystko okazało się za mało, by przekonać Unię do uściślenia daty. W kuluarach szczytu dyplomaci mówili, że być może trzeba zaczekać na następny szczyt UE w grudniu tego roku w Laeken pod Brukselą.

Jacek Pawlicki, Göteborg