W tym roku nie będzie prywatyzacji górnictwa!

W tym roku nie będzie prywatyzacji górnictwa - zapowiedział wczoraj w Katowicach Tomasz Wilczak, wiceminister gospodarki. Dla części spółek górniczych może to oznaczać spore kłopoty. Bez zastrzyku gotówki z giełdy lub pomocy inwestora strategicznego nie będą miały pieniędzy na inwestycje, w tym budowę nowych kopalń

Już drugi rok z rządu branża przynosi krociowe zyski. W 2005 r. śląskie kopalnie zarobiły na czysto 1 mld 85 mln zł. To wprawdzie dwukrotnie mniej niż w rekordowym 2004 r., gdy zyski górnictwa poszybowały do magicznej kwoty 2,7 mld zł, ale specjaliści z branży górniczej nie narzekają. Choć koniunktura na węgiel słabnie i w 2005 r. tona węgla kosztowała średnio o 5 zł mniej niż rok wcześniej, prognozy są optymistyczne: w 2006 r. zyski górnictwa też powinny przekroczyć miliard złotych.

Mimo że kopalnie dziś radzą sobie dobrze, przyszłość branży stanęła pod znakiem zapytania. Do końca lutego rząd ma przeanalizować wszystkie programy sektorowe, w tym prywatyzację górnictwa, i postanowić, co dalej. Jednak obecny wczoraj w Katowicach Tomasz Wilczak, wiceminister gospodarki, nie pozostawił złudzeń. - W tym roku na pewno nie będzie prywatyzacji górnictwa - zapowiedział.

Tymczasem pierwsza z firm górniczych w kolejce do prywatyzacji - Jastrzębska Spółka Węglowa SA - miała w połowie tego roku trafić na giełdę. Zarząd JSW otrzymał już nawet do zaopiniowania prospekt emisyjny. - Nie rezygnujemy z prywatyzacji JSW SA, ale odkładamy tę decyzję w czasie - stwierdził wiceminister Wilczak.

Nie chciał ujawnić powodów opóźnienia, ale z naszych informacji wynika, że są przynajmniej dwa. Zdecydowanie przeciwni prywatyzacji Jastrzębskiej Spółki Węglowej są związkowcy. A rząd nie chce w najbliższym czasie żadnych górniczych "marszów na Warszawę".

A drugi powód? - Podczas kampanii prezydenckiej Lech Kaczyński, odwiedzając Śląsk, powiedział w wąskim gronie: "Nie będzie żadnej prywatyzacji górnictwa". I tego wszyscy się trzymają, bo to zdanie od razu stało się obowiązującą doktryną - mówi jeden z wysoko postawionych urzędników z branży górniczej.

Jednak wstrzymanie prywatyzacji może oznaczać dla Jastrzębskiej Spółki Węglowej kłopoty. Aby utrzymać wydobycie na obecnym poziomie (ok. 11 mln ton rocznie), firma musi zdecydować się na budowę w najbliższych latach kilku nowych kopalń. Obliczono, że będzie to kosztować nie mniej niż 3,5 mld zł. Sama JSW bez inwestora strategicznego lub zastrzyku gotówki z giełdy nie jest w stanie zrealizować tego projektu.

Dowiedzieliśmy się, że akcjami spółki zainteresowani są: Mittal Steel Company, największy na świecie producent stali, oraz Zdenek Bakala, największy udziałowiec czeskiej spółki węglowej Ostravsko-Karvinske Doly.

Wszystko wskazuje też na to, że dotychczasowy plan prywatyzacji Katowickiego Holdingu Węglowego - skupiającego osiem kopalń - również trafi do kosza.

Do tej pory resor skarbu szukał dla KHW SA inwestora strategicznego. Zgłosiły się już nawet dwie firmy: czeski koncern węglowy CEZ i brytyjski fundusz inwestycyjny Bancroft Private Equity. Wczoraj wiceminister Wilczak jednak oświadczył: - Jeżeli już prywatyzować Katowicki Holding Węglowy, to jestem zwolennikiem prywatyzacji poprzez giełdę.

Nie potrafił jednak odpowiedzieć na pytanie, kiedy ewentualnie miałoby to nastąpić.

Zresztą i w tym przypadku prywatyzację może wstrzymać zdecydowana postawa górników. W niedawnym referendum 97 proc. z nich powiedziało prywatyzacji "nie".

Katowicki Holding Węglowy podobnie jak Jastrzębska Spółka Węglowa potrzebuje inwestora, który sfinansuje gigantyczne wydatki na uruchomienie nowych pokładów węgla. Kopalnie wchodzące w skład holdingu mają co prawda zapasy węgla wystarczające na mniej więcej 60 lat, ale coraz częściej jest on usytuowany na głębokości przekraczającej 1000 m. A fedrowanie tak głęboko wymaga zdalnie sterowanych ścian wydobywczych. Koszt jednej tylko takiej ściany, którą KHW eksperymentalnie montuje w katowickiej kopalni Staszic, waha się od 60 do 80 mln zł!

Można się zastanawiać, po co spółkom węglowym inwestorzy, skoro tak dobrze same zarabiają. W wielu przypadkach jednak balastem są stare długi kopalń, które zżerają część zysków. Np. największa w Europie firma z branży - Kompania Węglowa SA - która zarobiła w 2005 roku 261 mln zł, wciąż ma na karku ponad 3 mld zł starych długów.