Jarosław Mikołajewski o księdzu Twardowskim

Grał na nosie uczonym - tym, którzy sami siebie uważali za świętych, a także tym, którzy twierdzili, że świętości dzisiaj osiągnąć nie można. Zakpił sobie z tych, którzy uważali, że poezja księży ani poezja przepełniona wiarą wielka być nie może. Był obok wszystkich teorii i hierarchii.

Nawet ci, którzy uważali go za wielkiego poetę, rzadko wymieniali go w rankingach największych twórców XX wieku.

Szedł swoją nieoczekiwaną ścieżką jak Boże zjawisko. Opowiadał mi ksiądz Michał Janocha, jak podczas wykładów w seminarium sławił przed seminarzystami paradoksy w kolędzie "Bóg się rodzi": "Ogień - krzepnie, blask - ciemnieje, ma granice Nieskończony".

Paradoks wiary stał się jego znakiem rozpoznawczym. Czuł, że Boga można widzieć tylko z perspektywy najmniejszych - wróbla zadziwionego ogromem kościoła. Albo dzieci.

Żadnej z postaci naszego czasu bardziej niż jego nie dotyczył przymiotnik "franciszkański" - przez namacalną w każdym jego słowie pewność, że nie zrozumiemy niczego, jeśli nie poczujemy się najpokorniejszymi ze stworzeń, czymś takim jak wiewiórka czy zebra:

Iżeś stworzył papugę, zaskrońca, zebrę pręgowaną - kazałeś żyć wiewiórce i hipopotamom - teologów łaskoczesz chrabąszcza wąsami -

dzisiaj, gdy mi tak smutno i duszno, i ciemno - uśmiechnij się nade mną (z wiersza "Suplikacje")

Jego wiara i poezja były łaską. Co do wiary - czuło się w jego wierszach czy kazaniach, które wygłaszał do dzieci w warszawskim kościele Sióstr Wizytek, że jest ona dla niego jak oddech.

Co do poezji, to nie wiem, czy - jak się mówi - należał do szkoły Tuwima. Sądzę, że jego rymowane puenty rodziły się z potrzeby ciągłego zaprzeczania pewnikom oraz składania myśli w pochwalne hymny. Był twórcą najsłynniejszego zdania poetyckiego naszych czasów: "Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą". Najsłynniejszego, które okazało się również najbardziej pomocne.

Wspomnij księdza Twardowskiego na Forum