Spór o obchody wyzwolenia Krakowa

Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski wskrzesił świętowanie rocznicy wyzwolenia miasta przez Armię Czerwoną - twierdzą poprzedni prezydenci miasta. Protestują kombatanci

Poprzednicy Majchrowskiego - zarówno Józef Lassota (1992 -98), jak i Andrzej Gołaś (1998-2002), obecnie senator PO, zarzekają się, że jako prezydenci miasta nigdy nie uczestniczyli w uroczystościach upamiętniających wkroczenie do Krakowa Armii Czerwonej. - Po prostu nikomu z moich współpracowników nie przyszło to do głowy - mówi Lassota (za czasów swej prezydentury związany z Unią Wolności). 18 stycznia 1945 r. weszły do Krakowa wojska sowieckie. Za czasów komunizmu fetowano w ten dzień rocznicę wyzwolenia Krakowa.

Przeciwko tegorocznym obchodom i wskrzeszaniu mitu "wyzwolenia Krakowa" zaprotestowali kombatanci (podobnie jak rok temu, gdy Majchrowski po raz pierwszy zorganizował uroczystości z tej okazji). Prezydent Krakowa odpowiada, że obchody organizuje na wniosek innych kombatantów, czyli Związku Żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego i Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych i Oficerów Rezerwy Wojska Polskiego.

To nie było wyzwolenie

- Obchody mają być maksymalnie uproszczone. Szybkie złożenie kwiatów na cmentarzu Rakowickim i do domu - zdradza jeden z urzędników.

Zaprotestowało Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych (należy do niego m.in. Światowy Związek Żołnierzy AK). "Zdumiewa nas, że Pan Prezydent, który jest znakomitym znawcą historii najnowszej i doskonale wie, że wkroczenie Sowietów 18 stycznia 1945 r. w żadnym wypadku nie może być traktowane jako wyzwolenie naszego miasta, po raz kolejny usiłuje wprowadzić opinię publiczną w błąd" - pisze rzecznik POKiN harcmistrz dr Jerzy Bukowski (przed laty rzecznik prasowy Ryszarda Kuklińskiego), zaznaczając, że teraz nawet dzieci w szkołach uczą się, jak było naprawdę.

Marcin Helbin, rzecznik prezydenta Majchrowskiego, dziwi się protestom i odpowiada: - Prezydent organizuje te obchody na wniosek samych kombatantów.

Powrót protestów

W ubiegłym roku okrągłą 60. rocznicę wyzwolenia Krakowa upamiętniono głównie publicznymi sporami. Zaczęło się od protestów, które wzbudził apel prezydenta Jacka Majchrowskiego do siedmiu krakowskich liceów o uczestnictwo w obchodach. Protestowali naukowcy, m.in. prof. Ryszard Terlecki (dziś szef krakowskiego IPN), oraz kombatanci. Prezydent Majchrowski bronił się, że chodziło tylko o oddanie czci poległym żołnierzom. Sami zaś dyrektorzy szkół długo się wahali, czy iść, czy nie. Do debaty włączyli się historycy.

Prof. Andrzej Chwalba, autor m.in. "Dziejów Krakowa" o okresie okupacji i latach 1945-89, przypomniał, jak krakowianie traktowali wejście Armii Czerwonej. "Początkowo z przepędzenia okupanta niemieckiego oczywiście się cieszyli. Ta radość bardzo szybko ustąpiła obawom i niechęci do Sowietów; ludzie prawie natychmiast zorientowali się, że mają do czynienia z kolejną okupacją. (...) Pojęcie "wyzwolenia" to głównie efekt intensywnej powojennej propagandy, mitu wyzwolenia" - mówił prof. Chwalba w wywiadzie dla "Gazety".

W swoich publikacjach dementował też mit o manewrze Koniewa, który wedle komunistycznej propagandy miał uratować krakowskie zabytki przed wysadzeniem. W rzeczywistości Niemcy zaminowali tylko kilka obiektów strategiczno-propagandowych np. mosty, gazownie, Teatr Słowackiego czy Akademię Górniczą.

Ostatecznie obchody 60. rocznicy wyzwolenia Krakowa były ciche, bez udziału pocztów sztandarowych ze szkół. Na cmentarzu Rakowickim przy grobach żołnierzy radzieckich wygłoszono krótkie mowy i złożono kwiaty. Dziś ma być podobnie.