Ariel Szaron przeszedł tracheotomię

Choć Ariel Szaron wciąż tkwi w śpiączce, to rząd Izraela nie wybrał jego formalnego następcy. - Boją się otwarcie przyznać, że on już nigdy nie wróci - mówią izraelscy dziennikarze

Tracheotomia, czyli wetknięcie rurki w naciętą tchawicę, ma uchronić pacjenta przed uduszeniem się własną flegmą i śliną. Choć lekarze zapewniają, że decyzja o przeprowadzeniu tracheotomii nie oznacza pogorszenia rokowań dla wyzdrowienia premiera, to w Izraelu jest postrzegana jako przygotowanie go do bardzo długiej śpiączki.

Szaron przeszedł 4 stycznia rozległy wylew krwi do mózgu i od tego czasu nie wybudził się ze śpiączki, choć środki usypiające przestano mu podawać już w środę. Za zgodą lekarzy dwaj synowie Szarona próbują przywrócić mu świadomość poprzez atakowanie jego zmysłów dobrze mu znanymi bodźcami - odtwarzają w jego pokoju muzykę Mozarta, a pod nos podsuwają bliskowschodnią szałarmę, która była jego przysmakiem. Szaron na głos synów reaguje podniesieniem ciśnienia krwi, ale nie otwiera oczu i nie wybudza się ze śpiączki. - Im później, tym gorzej - przyznają specjaliści od rehabilitacji powylewowej.

Choć premier nie ma szans na powrót do rządu, to izraelski prokurator generalny nie skorzystał dotychczas ze swych uprawnień i nie orzekł o jego "trwałej niezdolności do rządzenia". Oznacza to, że najprawdopodobniej aż do marcowych wyborów parlamentarnych rząd Izraela nie wybierze nowego premiera, a jego pracami będzie kierować "tymczasowy zastępca" premiera Ehud Olmert. Również zgodnie z izraelskim zwyczajem w marcu na kartach wyborczych przy nazwie Kadimy (partii Szarona) będzie można wydrukować dopisek "partia Ariela Szarona".

Kierowany przez Olmerta rząd potwierdził w niedzielę jego wcześniejszą decyzję o zgodzie na przeprowadzenie palestyńskich wyborów parlamentarnych na terenie arabskiej Jerozolimy wschodniej (25 stycznia). Jeszcze przed dwoma tygodniami Izraelczycy sprzeciwiali się wyborom w Jerozolimie, bo startuje w nich islamistyczny Hamas uznawany przez Izrael za organizację terrorystyczną.

Zgoda Izraela na udział arabskich jerozolimczyków w wyborach została jednak obwarowana kilkoma warunkami - Hamas nie może w Jerozolimie prowadzić kampanii wyborczej i wystawić tam kandydatów na listach swej partii (mogą startować pod inną nazwą). Pomimo to władze Autonomii Palestyńskiej wyraziły wczoraj zadowolenie z powodu decyzji Izraela. Hamas nazwał ją natomiast pogwałceniem palestyńskiej suwerenności.