Ostatni znajomy Karola Wojtyły z fabryki Solvayu

Trwają przesłuchania świadków życia Karola Wojtyły w procesie beatyfikacyjnym. Jan Paweł II chętnie wspominał okres (od jesieni 1940 r.), gdy pracował jako robotnik w fabryce chemicznej Solvay. Z tamtego okresu żyje tylko 94-letni Franciszek Sojka.

W 1941 r. zmarł ojciec Wojtyły, co mogło przypieczętować jego decyzję o wstąpieniu do seminarium. Młody Karol stawiał pierwsze kroki na drodze do świętości, które teraz możemy odtworzyć dzięki procesowi beatyfikacyjnemu.

- Myśmy nawet nie myśleli, że on zostanie księdzem - wspomina pan Franciszek. - Na hali 20-letni Wojtyła siadał w kąciku do zmywania i uczył się albo modlił.

Pan Franciszek pamięta jeszcze jedną cechę późniejszego papieża: pracowitość. - Czasem ciągnął trzy zmiany pod rząd - za siebie i za innych. Raz wziął zmianę za takiego Wójcika, to jeszcze jako kardynał się śmiał: "Wójcik, ty mi zmianę jesteś winien. Jak kiedyś się zmęczę kardynałowaniem, to przyjdziesz i tę zmianę weźmiesz". Wojtyła był przetokowym w kamieniołomach w Zakrzówku. - Później dyrektor go przeniósł do zakładu w Borku Fałęckim, bo go poszukiwali Niemcy - opowiada Sojka. - Do kamieniołomu mogło wejść gestapo, a w zakładzie łatwiej się ukryć. On pracował na oczyszczalni wody, a ja tam oliwę i sznur do maszyn nosiłem.

Franciszek Sojka miał jechać na roboty przymusowe do Niemiec. Pomógł mu dyrektor Solvayu: - To był Niemiec, szwagier gubernatora Franka, tego, co był na Wawelu. Dwa razy mnie wyciągnął. Dyrektor zawołał raz mnie i Wojtyłę, by kartoflem się poczęstować. Razem jedliśmy ziemniaki pieczone. Tak się wydaje, że ziemniak to nic takiego, ale za okupacji to było coś!

Z Solvayu Wojtyła poszedł do seminarium duchownego. Na swej pierwszej parafii poznał małżeństwo Kościelniaków, dzięki którym kontakty z kolegami z Solvayu odżyły. Co roku spotykali się na opłatku. - Ostatni raz przed konklawe kardynał wracał z Kalwarii, kazał nie czekać, że późno będzie, ale myśmy czekali - wspomina pan Franciszek. - Przywiozłem mu jabłek. Proboszcz się pytał: "A co ty, jabłka żeś przywiózł kardynałowi?". A Wojtyle się podobały, podziękował.

- Mnie już 94. rok idzie, A na rowerze jeżdżę na działkę - mówi Sojka. - Do kościoła chodzę co niedziela. Cieszę się, że mnie dyrektor wyciągnął z tych robót w Niemczech. Dzięki temu z Wojtyłą mogłem razem pracować. Do dzisiaj Bogu za to dziękuję.