Dramat uciekinierów z Kuby

Kubańska społeczność w Stanach Zjednoczonych jest wściekła na straż przybrzeżną USA, że zawróciła na Kubę 15 uciekinierów, którzy dopłynęli na Florydę, ale wysiedli z łódki przy złym moście. Czy ta sprawa może zmienić amerykańską politykę wobec uciekinierów z Kuby

Gdyby przycumowali przeciekającą łódkę przy następnym słupie kilka metrów dalej Piętnastu Kubańczyków, którzy w ostatnią sobotę dobili małą łódką motorową do szeregu mostowych filarów i przęseł podpierających autostradę łączącą Florydę z wyspami Florida Keys, nie zastanawiało się długo, z radosnymi okrzykami wysiadło z łódki przy pierwszym z brzegu słupie.

W grupie były cztery kobiety oraz dwaj chłopcy (2 i 13 lat). Z Kuby uciekli dwa dni wcześniej, a na Florydzie czekali na nich krewni. Gdy jedna z kobiet z przęsła mostu zadzwoniła z komórki do kuzynki w Miami, ta poradziła jej, by nigdzie się nie ruszali. Uciekinierzy rozważali podobno przepłynięcie wpław na ląd, który widzieli w oddali. - Zostańcie, gdzie jesteście! Tam będziecie bezpieczni. Straż przybrzeżna przewiezie was do Miami! - radziła przez telefon kuzynka.

- Gdybym wiedziała, że most mostowi nierówny - mówi dziś kuzynka dziennikarzom.

Gdy Kubańczycy zostali wreszcie przejęci przez okręty straży przybrzeżnej, urzędnicy imigracyjni stwierdzili, że kawałek mostu, na którym stanęli, nie jest formalnie częścią terytorium USA.

- To stary most, w wielu miejscach pozrywany, kawałek, gdzie znaleziono uchodźców, nie ma połączenia z lądem - mówili dziennikarzom strażnicy. W efekcie tej interpretacji "piętnastka z mostu" wraz z 67 innymi schwytanymi przez weekend na morzu uciekinierami z Kuby została w poniedziałek zawrócona na wyspę.

Urzędnicy przyznają, że gdyby uciekinierzy wspięli się na przęsło czynnego mostu stojącego dosłownie 5 metrów dalej, zapewne zostaliby przewiezieni na Florydę, otrzymali status uchodźców, a potem przekazani rodzinom.

Incydent z dwoma mostami to dotąd najbardziej jaskrawy przykład, że słynna amerykańska polityka wobec uciekinierów z Kuby, tzw. mokra stopa - sucha stopa, wcale nie jest tak prosta i jednoznaczna, jak się dotąd wydawało. Pozornie wszystko jest jasne. Jeśli Kubańczycy dotkną stopą suchego lądu, mogą zostać w USA. Jeśli zostaną schwytani przez straż przybrzeżną na morzu, są zawracani na wyspę.

Politykę tę wprowadzono w 1995 r., gdy administracja Clintona zmagała się z problemem tysięcy uciekinierów z Haiti i Kuby, którzy na czym popadnie - w tym na ledwo trzymających się tratwach - próbowali przedostać się do USA.

W ubiegłym roku straż przybrzeżna przechwyciła na morzu prawie 2900 uciekinierów z Kuby. Dokładna liczba tych, którym się udało, nie jest znana, ale setki szczęśliwców korzystają najczęściej z opłacanych przez rodziny w Miami usług zawodowych przemytników, którzy superszybkimi łodziami zabierają uchodźców z kubańskich plaż i wysadzają ich na plażach Florydy.

- To kolejny przykład klęski polityki "mokra stopa - sucha stopa". Sprawa wolności tych kobiet i dzieci, które tyle przeszły, by wydostać się z piekła, jest rozstrzygana na podstawie semantycznych rozważań o starych i nowych mostach! - mówił rozsierdzony republikański senator z Florydy Mel Martinez. Proponuje on zarzucenie dotychczasowej polityki i przyjmowanie w USA wszystkich uciekinierów z Kuby.

Inni działacze kubańskiej wspólnoty na Florydzie (żyje tam 600 tys. Kubańczyków) ostrzegają, że bez takiej zmiany Republikanie stracą zwarty blok wiernych wyborców w stanie, który jest kluczowy w każdych wyborach prezydenckich.

Do tej pory podobne protesty Kubańczyków nie przynosiły jednak żadnego efektu, tym bardziej że Kongres rozważa raczej zaostrzenie, a nie rozluźnienie polityki imigracyjnej. Jednak - jak zauważa dziennik "Miami Herald" - obecne protesty zbiegają ze zleconym przez sekretarz stanu Condoleezzę Rice "przeglądem polityki USA wobec Kuby". Przegląd - z propozycjami zmian - ma być gotowy do końca maja.