W Polsce warto być fryzjerem!

Polscy fryzjerzy mają pełne ręce roboty. To obecnie zawód, w którym najtrudniej zostać bezrobotnym. A to dlatego, że z roku na rok coraz więcej wydajemy na pielęgnację naszych fryzur.

Mistrzów grzebienia nęcą ogłoszenia: "Fryzjerkę od zaraz", "Stała pensja 2 tys. zł". Duże salony poszukują nawet dziesięciu fryzjerów.

- W ubiegłym roku przybyło nam kilkuset klientów. Otwieramy nowy salon i potrzebujemy dobrych fachowców - potwierdza Joanna Rydzyńska z warszawskiego salonu La Belle, która przez ogłoszenia szuka pracowników. W dużych miastach dobry fryzjer może zarobić od 4 nawet do 15 tys. zł.

To nie koniec dobrej passy dla polskich fryzjerów. W ich ręce coraz chętniej swoje głowy powierzają Anglicy i Irlandczycy. Robert Grzempowski, prezes Stowarzyszenia Fryzjerów i Kosmetyczek Polskich "Polfryz", szacuje, że ze 110 tys. polskich fryzjerów ok. 2 tys. co roku wyjeżdża za granicę.

Młodzi ludzie zwietrzyli dobry interes i fryzjerskie zawodówki w całym kraju pękają w szwach. Zgłasza się do nich trzy razy więcej kandydatów, niż mogą przyjąć. Zespół Szkół Fryzjersko-Kosmetycznych w Warszawie co roku wypuszcza ok. 100 fryzjerów.

- Ale nie wszyscy będą zarabiać wielkie pieniądze. To zawód trudny. Wymaga przebojowości i zarazem życzliwości dla klienta, gotowości do nauki i dobrej kondycji fizycznej - mówi Danuta Matuszewska, kierownik szkolnych warsztatów.

Ale nawet przeciętni znajdą pracę w salonie otwartym przez bogatego biznesmena dla swojej żony, żeby się nie nudziła. - Takich zakładów powstaje coraz więcej, i to do nich poszukuje się najwięcej pracowników - mówi prezes Grzempowski.

Komentują:

Jaga Hupało, stylistka fryzur, jedna z najmodniejszych w Warszawie: - Strzyżenie to dziś nie tylko zabieg higieniczny, ale kreowanie wizerunku. Zawód daje wiele satysfakcji i efekt pracy jest natychmiast widoczny. Mówi się, że w Niemczech jest więcej fryzjerów niż głów do strzyżenia. Boję się, że w Polsce też tak będzie. Ale nie każdy fryzjer może się naprawdę fryzjerem nazywać. Jak w każdym fachu i w tym są mistrzowie i ci, którzy tylko potrafią wykonywać zabiegi fryzjerskie. To właśnie takich mistrzów wciąż poszukują salony.

Bartosz Targaszewski, II rok fryzjerskiej zawodówki w Warszawie: - Włosy ludziom zawsze będą rosły, więc zawsze będę miał pracę. Czasy są ciężkie, a wiem, że w zawodzie fryzjera nie muszę się bać o pracę. Bardzo lubię bawić się czyimiś włosami: czesać, układać, strzyc. Razem ze mną o przyjęcie do szkoły starało się 700 osób. Miejsc było tylko 100.

Beata Sowińska, II rok fryzjerskiej zawodówki w Warszawie: - Fryzjerstwo to moja pasja. W dzieciństwie rąk nie mogłam oderwać od włosów mojej siostry. Nie mam wygórowanych wymagań. Na początek jestem gotowa pracować za 1000 zł. Ale kiedyś chciałabym otworzyć własny salon. Każdy z nas o tym marzy. Po to się uczymy, żeby mieć własnych klientów.