Pogarsza się stan Ariela Szarona

Premier Izraela przeszedł w piątek kolejny wylew krwi do mózgu, który odbiera mu szanse na wyzdrowienie. W Izraelu trwa polityczne trzęsienie ziemi wywołane odejściem charyzmatycznego premiera

Ariel Szaron przeszedł wczoraj trzeci w ostatnich dwóch tygodniach wylew. Lekarzom udało się zatrzymać krwawienie po pięciogodzinnej operacji, ale Szaron wciąż pozostaje w sztucznie wywołanej śpiączce, która ma zapobiec martwicy dużych partii mózgu. Lekarze będą próbowali go wybudzić najwcześniej w poniedziałek, ale mało kto ma jeszcze nadzieję, że Szaron - nawet po długiej rehabilitacji - powróci do zdrowia.

Izraelski premier trafił do podjerozolimskiej kliniki w Ein Kerem w nocy z środy na czwartek z rozległym wylewem. - Czwartkowa operacja była czystą brawurą. W wypadku większości pacjentów z takimi objawami nie podejmuje się już nawet próby ich ratowania - powiedział wczoraj dziennikowi "Haarec" jeden z lekarzy z Ein Kerem. Szaron przeżył, ale wylew powtórzył się w piątek, co - zdaniem specjalistów - może być zapowiedzią kolejnych ataków, z którymi lekarze nie dadzą sobie już rady.

Szok po Szaronie

Izrael z trudem otrząsa się z szoku, jakim jest całkowicie pewne odejście Ariela Szarona w długą chorobę, trwały paraliż, śpiączkę lub śmierć. Zniknięcie premiera z polityki może zupełnie wywrócić scenariusze marcowych wyborów parlamentarnych, a w konsekwencji - porozumień pokojowych z Palestyńczykami. Do środowego wieczora prawie nikt nie wątpił, że założona niedawno przez Szarona partia Kadima zdecydowanie wygra wybory i stworzy koalicyjny rząd z lewicową Partią Pracy.

Byłby to pierwszy od wielu lat gabinet nieskazany na szukanie poparcia nacjonalistyczno-religijnych deputowanych, którzy ostatnio zdobywali coraz większe wpływy w Likudzie, czyli dawnej partii Szarona, lub też wpływali na losy kolejnych rządów za pośrednictwem małych religijnych partii niezbędnych do zdobycia większości w Knesecie. Wolny od ich wpływów rząd Kadimy i Partii Pracy mógłby przeforsować plan pokojowy oparty na wycofaniu się Izraela z części Zachodniego Brzegu bez oglądania się na głosy religijnych nacjonalistów broniących "niepodzielnej i danej przez Boga Ziemi Obiecanej".

Ciemna przyszłość Kadimy

Czy ten projekt może się powieść bez Ariela Szarona? Pierwsze pospieszne sondaże dają sprzeczne odpowiedzi - część zapowiada porażkę Kadimy bez charyzmatycznego przywódcy, a inne nadal nie wykluczają jej zwycięstwa. Większość izraelskich komentatorów sceptycznie ocenia jednak szanse nowej partii, której główną - i chyba jedyną siłą - był Szaron.

Elektorat Ariela Szarona wybaczał mu bowiem nawet niedotrzymywanie deklaracji przedwyborczych, bo ufał, że Szaron działa i zmienia poglądy dla dobra Izraela. Premier zlikwidował osiedla żydowskie w Strefie Gazy, choć przez lata gardłował przeciw wszelkim ustępstwom terytorialnym. Z drugiej strony wielokrotnie zawieszał negocjacje z Palestyńczykami, choć w wyborach pozyskiwał centrowy elektorat obietnicami lojalności wobec "mapy drogowej", czyli planu pokojowego dla Bliskiego Wschodu.

- Działał do bólu pragmatycznie. Jednak czystego pragmatyzmu nie da się zapisać w programie partyjnym. Nie wiadomo, co znaczy kontynuować politykę Szarona, bo ta polityka wciąż się zmieniała - twierdzi Aluf Ben, publicysta dziennika "Haarec".

Partia Kadima istotnie nie ma dobrych kandydatów na następcę Ariela Szarona. Jej szef Ehud Olmert (pełniący obowiązki premiera) jest słabym graczem politycznym i raczej nie zdoła pozyskać zaufania Izraelczyków, by ci dali mu dać wolną rękę - tak jak Szaronowi - w stosunkach z Palestyńczykami.

Wczoraj spekulowano, że jedynym ratunkiem dla Kadimy może okazać się Cipi Liwni, czyli obecna minister sprawiedliwości, córka generała zasłużonego w wojnie o niepodległość Izraela i była pracowniczka Mossadu. Obserwatorzy podkreślają, że jedna z najbardziej czczonych postaci nowożytnego Izraela - premier Golda Meir - też była mało znanym politykiem przed objęciem teki szefa rządu.

A jeśli Kadima się rozpadnie bądź przegra wybory? Bardzo prawdopodobne, że izraelska scena polityczna znów spolaryzuje się wokół lewicowej Partii Pracy i prawicowego Likudu. Izrael straci tym samym zdolność szybkiego wypracowania i przeforsowania jakiegokolwiek spójnego - mniej lub bardziej ugodowego - planu wobec Palestyńczyków. - Tymczasem w Autonomii Palestyńskiej mogą zdobyć władzę islamiści z Hamasu. Będą znacznie trudniejszymi partnerami niż obecny przewodniczący Autonomii Mahmud Abbas. I proces pokojowy ugrzęźnie na lata - krakali wczoraj izraelscy dziennikarze.